niedziela, 22 października 2017 r.

Lubelskie

Cenny przytułek czeka na przytulenie

  Edytuj ten wpis
Dodano: 26 kwietnia 2006, 18:40
Autor: Fabian Plapis

Wybudowano go trzysta lat temu z modrzewiowych bali. Zabytkowy dworek jest teraz prywatną własnością, ale właściciel nie ma pieniędzy na remont. I w centrum miasta straszy historyczna rudera, o los której martwią się regionaliści.

Znajdujący się w centrum Kraśnika drewniany modrzewiowy budynek postawiono w XVIII wieku, by służył jako szpital i przytułek dla ubogich.
- Takie obiekty były w każdym mieście, powstawały poza murami miejskimi i tam opiekowano się starszymi, kalekami i miejską biedotą. Jeszcze w dziewiętnastym wieku mieszkało tam ponad dwudziestu lokatorów. Wszystkich pochowano na cmentarzu obok kościoła pw. św. Ducha. Potem budynek zmienił swoje przeznaczenie i służył najróżniejszym instytucjom - opowiada Zbigniew Wichrowski, dyrektor Muzeum Regionalnego w Kraśniku.
W dworku była m.in. biblioteka pedagogiczna, a później handlowała tu Gminna Spółdzielnia. To właśnie od spółdzielni nieruchomość odkupił prywatny właściciel. I zabytek zaczął popadać w ruinę. Teraz każdy może do niego wejść i zobaczyć jak modrzewiowe ściany zżera wilgoć i grzyb.
- Próbowaliśmy zająć się dworkiem, ściągnęliśmy specjalistę do oceny stanu drewna i budynku. Mieliśmy kilka pomysłów na jego zagospodarowanie, nawet myśleliśmy, żeby tu zrobić karczmę w stylu ułańskim, ale wszystko wiąże się z pieniędzmi. I tak włożyliśmy tu już bardzo dużo pieniędzy, nawet na samo zabezpieczanie. Tym bardziej że remont takiego zabytku odbywa się pod nadzorem i zgodnie z wytycznymi konserwatora zabytków - wyjaśnia Magdalena Czelej, właścicielka.
Służby konserwatorskie ostatni raz kontrolowały nieruchomość jesienią dwa lata temu. I urzędnicy zapowiadają, że wrócą.
- Mamy stały kontakt z właścicielami. Budynek wymaga natychmiastowego remontu, a oni zapewniali, że szukają pieniędzy i zamierzają ruszyć z pracami. Dysponujemy pieniędzmi, które przeznaczamy na pomoc przy remontach, ale właściciel musi wykazać się wkładem własnym. My nie możemy dać stuprocentowej dotacji - wyjaśnia Halina Landecka, wojewódzki konserwator zabytków
Kolejna kontrola zaplanowana jest na czerwiec. Jeżeli do tego czasu właściciele nic nie zrobią, to wojewódzki konserwator będzie nakłaniał do zbycia obiektu. - Trzeba znaleźć kogoś, kto mógłby uratować obiekt. Nie będziemy zbyt długo czekać. Zaczniemy reagować, jak przewiduje prawo - zapowiada Landecka.
Właścicielka zapowiada, że będzie szukać pieniędzy z funduszy unijnych.
  Edytuj ten wpis
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!