piątek, 24 listopada 2017 r.

Lubelskie

Chora na raka Martynka jedzie na leczenie do Niemiec

  Edytuj ten wpis
Dodano: 3 lutego 2009, 14:34
Autor: (mm) (kris)

Wspólnie udało się zebrać 35 tysięcy euro na pierwszą ratę. Dzięki temu jutro chora na chłoniaka 6-latka z Końskowoli znajdzie się w klinice w Heidelbergu.

- W środę lecimy do niemieckiej kliniki. Niestety Martynka czuje się niezbyt dobrze, bardzo spuchła - nie kryje obaw Jolanta Kruk, mama 6-letniej dziewczynki. - Mąż był w tej klinice w Heidelbergu w sobotę. Wszystko pozałatwiał, złożył odpowiednie podpisy. Czekają tam na nas - dodaje pani Jolanta. Do czasu wyjazdu Martynka będzie przebywać w Dziecięcym Szpitalu Klinicznym, gdzie rodzice zawieźli ją w piątek.

Przypomnijmy. W sierpniu, kilka dni przed 6. urodzinami Martynki Kruk, zdiagnozowano chłoniaka nieziarnicznego. To rodzaj nowotworu. Dziecko dostało 6 bloków tzw. chemii. Rodzice czekali na efekty leczenia, na poprawę wyników i przeszczep.

Niestety, zamiast tego usłyszeli, że wyniki Martynki znacznie się pogorszyły. - Lekarze powiedzieli, że wyczerpali możliwości leczenia. W styczniu wypisali małą do domu, żebyśmy mogli wykorzystać ostatnie wspólne chwile, które nam zostały - rozpaczała mama.

Lekarze z Dziecięcego Szpitala Klinicznego w Lublinie zapewnili, że leczyli dziecko według standardów międzynarodowych, ale chłoniak okazał się oporny na chemioterapię. Po konsultacji z ośrodkami w kraju i za granicą podjęto decyzję o zaprzestaniu kuracji.

Ale państwo Krukowie nie poddali się. Przy pomocy przyjaciół znaleźli dwie kliniki w Niemczech, które chcą się podjąć leczenia ich córki. Ale leczenie będzie kosztować co najmniej 150 tys. euro. Klinika w Heidelbergu zgodziła się rozłożyć tę sumę na raty.

- Udało nam się z sukcesem wyleczyć dzieci z podobnej choroby jak Martynka - mówi profesor Andres Kulozik, ordynator Oddziału Dziecięcego, Hematologii i Immunologii na Uniwersytecie w Heidelbergu. - Mamy nadzieję, że terapia - podobnie jak w przypadku trójki podobnie chorych dzieci - uda się. Stuprocentowej pewności jednak nie mamy.

Żeby rozpocząć terapię, trzeba było wpłacić 35 tys. euro. Rodzice Martynki takich pieniędzy sami nie byli w stanie zdobyć. Dlatego apelowali o pomoc na różnych portalach internetowych oraz w Dzienniku Wschodnim. W ciągu kilku dni potrzebną sumę udało się zebrać.

- Pomagają nam zupełnie obcy ludzie, którzy kontaktują się ze sobą na stronie internetowej naszej córki - mówi pani Jolanta. - Dziękujemy wszystkim, którzy wpłacili choćby złotówkę. I prosimy o więcej, bo bez was nie damy rady opłacić kolejnych rat za leczenie.

  Edytuj ten wpis
Czytaj więcej o:
Gość
ktos nr.2
gosia
(46) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Gość
Gość (21 lutego 2009 o 23:04) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
ktos nr.2 napisał:
Tym dzieckiem zajęło się wielu ludzi dobrej woli. Bardzo ciekawe są wyniki badań, zarówno te które przeprowadzono jeszce w Polsce już po wypisaniu Martynki z Kliniki Lubelskiej i przekazaniu jej pod opiekę ludzi z hospicjum, z orzeczeniem praktycznie śmierci w bardzo krótkim czasie.
Następnie wyniki badań powtarzanych wielokrotnie już w niemieckiej klinice. Zastanawia mnie ta wielokrotność badań , zastanawia mnie także fakt przepisania morfiny przez polską lekarkę , i jej natychmiastowe zdecydowane odstawienie w klinice niemieckiej. Również zastanawia mnie chyba cud , że po trzech dniach, jak to podano specjalnie dobranej chemioterapii nie stwierdzono komórek nowotworowych w szpiku kostnym i we krwi dziecka, i ze szpik kostny zdążył się już zregenerować - chyba samoistnie ? oraz podjął pracę. Czyli , że przeszczep szpiku okazuje się zbędny. W reszcie zastanawia mnie tez nagły proces rozpoczęcia przyjmowania wszystkich pokarmów bez ich zwracania , co raczej przy zniszczonym w Polsce nabłonku żołądka i przewodu pokarmowego jest niemożliwe. Chyba , że uznać to za kolejny cud. Wątroba dziecka okazuje się normalna a nerki pracują poprawnie, czyżby kolejny cud? Przecież to po prawie dwóch chemioterapiach w kraju, druga została przerwana , ze względu na przerzuty nowotworu do płuc i narządów wewnętrznych jest niemożliwe. Niemożliwym również wydaje się fakt przeżycia tego dziecka przez ponad miesiąc od momentu wypisania go ze szpitala w Polsce. Jednak dziecko mimo , że oddano je rodzicom umierające przeżyło. Jest jeszcze sprawa gorączki z którą dziecko powróciło do domu, ta też zniknęła samoistnie. Czy aby nie za dużo tych niewyjaśnionych zagadek ? Faktem jest , ze dziecko ma się coraz lepiej, wbrew oczekiwaniom lekarzy w Polsce i wbrew rozpisanemu dla pracowników hospicjum harmonogramowi umierania. Martynko wracaj jak najszybciej w pełni zdrowa już. Twój powrót do życia jest już faktem .


Wierzę , że Martynka wyzdrowieje bo zadziałała moc Ducha Świetego i wszystkich świetych. Jestem wierząca i wiem ,że nastapił cud. Moja mama zachorowała bardzo ciężko i lekarze stwierdzili guza na płucu i nie dawali szans na wyzdrowienie , ale nie poddałam sie i mamę zawiozłam do szpitala Jana Bożego w Lublinie i stał sie cud .Po dwóch tygodniach intensywnego leczenia nie było śladu o guzie. Pan Bóg ręką lekarzy zadziałał -stał sie cud. Mama żyje . Dlatego wierze w działanie Ducha Świetego.To była jego moc , dziękujemy za ten cud , Martynka wróci zdrowa .
Rozwiń
ktos nr.2
ktos nr.2 (19 lutego 2009 o 22:41) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Tym dzieckiem zajęło się wielu ludzi dobrej woli. Bardzo ciekawe są wyniki badań, zarówno te które przeprowadzono jeszce w Polsce już po wypisaniu Martynki z Kliniki Lubelskiej i przekazaniu jej pod opiekę ludzi z hospicjum, z orzeczeniem praktycznie śmierci w bardzo krótkim czasie.
Następnie wyniki badań powtarzanych wielokrotnie już w niemieckiej klinice. Zastanawia mnie ta wielokrotność badań , zastanawia mnie także fakt przepisania morfiny przez polską lekarkę , i jej natychmiastowe zdecydowane odstawienie w klinice niemieckiej. Również zastanawia mnie chyba cud , że po trzech dniach, jak to podano specjalnie dobranej chemioterapii nie stwierdzono komórek nowotworowych w szpiku kostnym i we krwi dziecka, i ze szpik kostny zdążył się już zregenerować - chyba samoistnie ? oraz podjął pracę. Czyli , że przeszczep szpiku okazuje się zbędny. W reszcie zastanawia mnie tez nagły proces rozpoczęcia przyjmowania wszystkich pokarmów bez ich zwracania , co raczej przy zniszczonym w Polsce nabłonku żołądka i przewodu pokarmowego jest niemożliwe. Chyba , że uznać to za kolejny cud. Wątroba dziecka okazuje się normalna a nerki pracują poprawnie, czyżby kolejny cud? Przecież to po prawie dwóch chemioterapiach w kraju, druga została przerwana , ze względu na przerzuty nowotworu do płuc i narządów wewnętrznych jest niemożliwe. Niemożliwym również wydaje się fakt przeżycia tego dziecka przez ponad miesiąc od momentu wypisania go ze szpitala w Polsce. Jednak dziecko mimo , że oddano je rodzicom umierające przeżyło. Jest jeszcze sprawa gorączki z którą dziecko powróciło do domu, ta też zniknęła samoistnie. Czy aby nie za dużo tych niewyjaśnionych zagadek ? Faktem jest , ze dziecko ma się coraz lepiej, wbrew oczekiwaniom lekarzy w Polsce i wbrew rozpisanemu dla pracowników hospicjum harmonogramowi umierania. Martynko wracaj jak najszybciej w pełni zdrowa już. Twój powrót do życia jest już faktem .
Rozwiń
gosia
gosia (4 lutego 2009 o 22:38) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
droga dorotko to co Boskie jest nie pojęte dla ludzkiego umysłu, jeśli wierzymy to zaufajmy Bogu bezgranicznie.
zapraszam do obejrzenia reportaży

[url="http://www.tvn24.pl/%202194945,0,0,0,1,wideo.html"]http://www.tvn24.pl/%202194945,0,0,0,1,wideo.html[/url]
[url="http://www.youtube.com/watch?gl=PL&hl=pl&v=CjeyiehKwZU"]http://www.youtube.com/watch?gl=PL&hl=...p;v=CjeyiehKwZU[/url]
[url="http://dziendobrytvn.plejada.pl/24,15303,wideo,,77094,rejs_jej_zycia,aktualnosci_detal.html"]http://dziendobrytvn.plejada.pl/24,15303,w...osci_detal.html[/url]
[url="http://ww6.tvp.pl/View?%20Cat=6622&id=871753"]http://ww6.tvp.pl/View?%20Cat=6622&id=871753[/url]
Rozwiń
ania
ania (4 lutego 2009 o 21:15) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
najważniejsze ze Martynka jest tam gdzie dali jej nadzieję. Trzymamy mocno kciuki!
Rozwiń
dorota
dorota (4 lutego 2009 o 19:14) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
mam 3 dzieci 1 z nieuleczalną chorobą i nie mogę wyobrazić sobie cierpienia tych rodziców sama łykałam łzy będąc z córką w DSK.Pan Bóg doświadcza szczególnie tych których najbardziej kocha ale nie rozumiem tego Dlaczego Martynka tak cierpi Modlę się żeby wyzdrowiała Wierzę że Bóg jest litościwy i dobry i pomoże kochanej kruszynce.
Rozwiń
Zobacz wszystkie komentarze (46)

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!