wtorek, 12 grudnia 2017 r.

Lubelskie

Cumy rzuć, żagle staw!

  Edytuj ten wpis
Dodano: 2 czerwca 2006, 19:11

Wystarczy tylko raz popłynąć jachtem - uważa Krzysztof Sydor, żeglarz z Janowa Lubelskiego. - I już się będzie żeglarzem do końca życia.

Ale nie każdy zostaje, bo to niełatwe. Aby w ogóle chcieć być,

trzeba umieć pływać.

Bez tej umiejętności nie ma mowy o kolejnym etapie, czyli uprawnieniach żeglarza. Można je zdobyć praktycznie w każdym klubie żeglarskim.
Ale nie teraz, bo nikt kursów nie organizuje.

- Bo stare przepisy straciły ważność, a nowych wciąż nie ma

- wyjaśnia Grzegorz Wójcik, komandor Żeglarskiego Klubu Turystycznego PTTK w Lublinie. - Mają się pojawić już w tym miesiącu. Ale czy się pojawią, nikt nie wie.
Dla początkujących nic się nie zmieni. Będą natomiast inne stopnie i uprawnienia na wyższych poziomach wtajemniczenia. Ci co złapali już bakcyla żeglarskiego, muszą się więc uzbroić w cierpliwość.
Także dlatego, że nauki jest mnóstwo, od wkuwania po praktykę. Trzeba wiedzieć,

czym się różni bramstenga od bramrei

i potrafić zaknagować szota grota. To wszystko trwa ok. dwóch miesięcy i kończy się egzaminem.
Warto też poduczyć się praktycznie. Niekoniecznie pociągając za liny podczas rejsu, ale nawet czyszcząc zęzę (najobrzydliwsze miejsce na jachcie, gdzie gromadzi się śmierdząca z reguły woda). Starsi koledzy będą to pamiętać.
Niekoniecznie trzeba od razu mieć nowy własny jacht. Jak się ma kilka tysięcy złotych, to mały, używany jacht można już kupić. Górnej granicy cenowej nie ma. Ale kluby żeglarskie dysponują własnymi łajbami. I to nie byle jakimi! Yacht Klub Polski Lublin posiada największy i (ponoć) najpiękniejszy śródlądowy jacht w Polsce, "Biegnącą po falach”. Niestety, u nas go nie uświadczy, pływa na Mazurach.
A jak ktoś się boi, że oberwie w głowę bomem, może powiosłować.

Aby zostać kajakarzem,

nie trzeba uprawnień. Wystarczy chcieć, umieć pływać i przyłączyć się do któregoś klubu, albo po prostu zakupić kajak (nowy już za tysiąc zł). Możliwości są znacznie większe. Pływać można po praktycznie wszystkich jeziorach i każdej większej rzece.

A jak zdobyć kartę pływacką?

U pierwszego ratownika na pierwszym basenie. Trzeba przepłynąć 200 metrów na powierzchni, 5 metrów pod wodą i skoczyć "na główkę” do wody. W zasadzie teraz nie ma potrzeby posiadania karty, by zdobyć uprawnienia żeglarskie, czy choćby wypożyczyć rower wodny, ale warto ją mieć. Bo co konserwatywniejsze kluby nadal wolą przyjąć kogoś, kto pokaże kartę. W końcu obejrzenie karty jest mniej absorbujące, niż wrzucanie gościa do wody w celu przekonania się, czy... nie utonie. •
  Edytuj ten wpis
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!