środa, 22 listopada 2017 r.

Lubelskie

Cztery minuty = życie. Pierwsza pomoc uratowała życie Norbertowi

  Edytuj ten wpis
Dodano: 4 marca 2010, 21:00

Pomoc udzielona w szkole w Lublinie uratowała życie Norbertowi choremu na serce. Jego
rodzice postanowili działać, by nauczyć wszystkich uczniów i nauczycieli udzielania pierwszej pomocy.

– Jeśli dzięki naszej akcji zostanie uratowane choć jedno życie, to już będzie sukces. Dla mnie jedno uratowane życie, to życie mojego syna – mówi Paweł Reja, ojciec 17-letniego Norberta.

Norbert właśnie przeszedł zabieg wszczepienia urządzenia regulującego pracę serca. Czuje się już dobrze, wczoraj po raz pierwszy wstał ze szpitalnego łóżka. Ale jeszcze niedawno było źle.
– 15 stycznia odwiozłem syna do szkoły. Po 20 minutach otrzymałem telefon, że Norbert jest nieprzytomny – wspomina ojciec.

Chłopiec zasłabł przed wejściem do szkoły. Jego koleżanki, natychmiast zaalarmowały nauczycieli. – Norbertem zajęli się nauczyciele przeszkoleni z pierwszej pomocy, jedna z matek wezwała pogotowie – opowiada Krzysztof Szulej, dyrektor Zespołu Szkół Ogólnokształcących nr 4 w Lublinie. – Chłopiec był już siny. Dzięki akcji reanimacyjnej udało się przywrócić puls.

Nieprzytomnego Norberta zabrała karetka. – Stan chłopca był bardzo ciężki. Minuty zdecydowały o jego życiu. Gdyby nie pierwsza pomoc nie moglibyśmy już nic zrobić – mówi dr Elżbieta Sadurska, ordynator Kliniki Kardiologii Dziecięcej Dziecięcego Szpitala Klinicznego w Lublinie.

Chłopiec został uśpiony farmakologicznie i dopiero po tygodniu wybudzony ze śpiączki. – Różne trudne myśli przychodziły nam w tym czasie do głowy – nie kryje Paweł Reja. – Pojawiła się też myśl, by podziękować tym, którzy udzielili mu pierwszej pomocy. I może zrobić coś więcej dla innych, którzy też mogą znaleźć się w podobnej sytuacji.

Pomysłem na szeroko zakrojoną akcję z zakresu pierwszej pomocy ojciec Norberta podzielił się z dyrektorem szkoły. Okazało się, że ten myślał o takiej samej inicjatywie.

– W naszej szkole jest już 12 nauczycieli przeszkolonych z pierwszej pomocy, dzieci też wiedzą, jak się zachować – mówi dyrektor Szulej. – Chcielibyśmy zachęcić inne szkoły do edukacji w tym zakresie. Stąd pomysł na akcję "Cztery minuty = życie”.

Akcję zorganizowało stowarzyszenie "Nasze orlęta” skupiające rodziców uczniów lubelskich szkół. Skierowana jest do szkół podstawowych, gimnazjalnych i ponadgimnazjalnych. Pierwszy etap, który ruszy w połowie marca, to szkolenia z pierwszej pomocy przedlekarskiej. Następny to konkursy wiedzy i umiejętności praktycznych dostosowane do wieku uczniów. Finał zaplanowano na 1 czerwca.

– To będzie pierwsza edycja, która obejmie szkoły w Lublinie. Chcielibyśmy, by do drugiej włączyły się szkoły z całego regionu – mówi ojciec Norberta.

– Ze szczególną troską obejmuję patronatem tę akcję – zapewnia lubelski kurator oświaty Krzysztof Babisz. – Tym bardziej że mieliśmy przypadki, gdy szkoła nie zainteresowała się należycie uczniem, który potrzebował pomocy. A to przecież chodzi o ludzkie życie.

  Edytuj ten wpis
Czytaj więcej o:
Gość
Gość
????
(10) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Gość
Gość (13 marca 2010 o 07:53) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Gość napisał:
Myślę, że szkoły poprostu nie są należycie wyposażone w sprzęt do nauki reanimacji by można było uczyć pierwszej pomocy na lekcjach PO. Poza tym czy jest sens rozbijać lekcje z np. reanimacji na pare lekcji? Przecież tego nie da się omówić i nauczyć wszystkich uczniów w ciągu 45minut lekcyjnych.

Uważam, że do tego jak najbardziej potrzebne są tego typu akcje i szkolenia.
Tylko wtedy będzie można należycie nauczyć się jak pomagać ludziom w przypadku zagrozenia życia.

Sądzę iż ta akcja to niebanalny pomysł.

I nie należałoby w żaden sposób obrażać nikogo!

A ja myślę, że marnowany jest czas na zajęciach "po". Od pewnego czasu prowadzone są one z podziałem na grupy(połowa klasy!!!!!!!!!!!!).
Tam należy uczyć uczniów zasad pierwszej pomocy - do bólu!!!!! Tylko, ilu obecnych nauczycieli (w dużej mierze tylko przyuczonych do przedmiotu -po studiach podyplomowych - kilka dodatkowych godzin...) - to potrafi???
Jeden sprzęt w ciągu roku może"obejść" kilka szkół (mniejsze koszty) i może być własnością samorządu, a "fachowców" może wspomóc lekarz.
Ludzkie życie jest najważniejsze, a nie czyjaś wygoda i szkolna fikcja(byle papiery trzymały się kupy)!!!
Uczmy pierwszej pomocy systemowo, a nie akcyjnie.

Bez obrazy kogokolwiek, z szacunkiem do ludzkiego życia....
Rozwiń
Gość
Gość (12 marca 2010 o 19:25) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Myślę, że szkoły poprostu nie są należycie wyposażone w sprzęt do nauki reanimacji by można było uczyć pierwszej pomocy na lekcjach PO. Poza tym czy jest sens rozbijać lekcje z np. reanimacji na pare lekcji? Przecież tego nie da się omówić i nauczyć wszystkich uczniów w ciągu 45minut lekcyjnych.

Uważam, że do tego jak najbardziej potrzebne są tego typu akcje i szkolenia.
Tylko wtedy będzie można należycie nauczyć się jak pomagać ludziom w przypadku zagrozenia życia.

Sądzę iż ta akcja to niebanalny pomysł.

I nie należałoby w żaden sposób obrażać nikogo!
Rozwiń
????
???? (12 marca 2010 o 09:02) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
"W naszej szkole jest już 12 nauczycieli przeszkolonych z pierwszej pomocy, dzieci też wiedzą, jak się zachować – mówi dyrektor Szulej. – Chcielibyśmy zachęcić inne szkoły do edukacji w tym zakresie. Stąd pomysł na akcję "Cztery minuty = życie”."

Od czego są zajęcia PO????? Dlaczego tam tego nie uczy się - teoretycznie i praktycznie ??????
Skutecznie, jak czytania i pisania!!!!
95 % społeczeństwa nie wie jak zachować się w takim przypadku... Gdyby to był priorytet - nauczyć postępowania w nagłym przypadku - byłoby bezpieczniej dla wszystkich.....i 100% kadry szkoły wiedziałoby, co wtedy robić.
Póki co, to tylko lokalna akcja(pozytywna) ale tylko akcja... A system??????????????????

To pytania do obu panów, którzy zrobili sobie "lansika" niejako "przy okazji".
Rozwiń
Krzysztof Szulej
Krzysztof Szulej (11 marca 2010 o 09:55) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Chciałbym odnieść się do komentarzy "latarki" i "nauczycielki". Nie wiem, o jakich laurach jest mowa. Moja rola w wydarzeniu ograniczyła się do telefonicznego zawiadomienia ojca chłopca o zdarzeniu, a następnie podjęcia się współpracy z p. Reją w zakresie organizacji akcji, którą wymyślił. Myślę, że każdy zgodzi się, że wydarzenia z 15 stycznia pokazały, jak potrzebna jest w szkołach (i nie tylko) edukacja w zakresie pierwszej pomocy. Oczywiście, dla uzupełnienia opisu można podać nazwiska pani, która wezwała pogotowie, uczennic, które zawiadomiły nauczycieli, nauczycieli, którzy natychmiast zjawili się na miejscu i rozpoczęli reanimację, szkolnej intendentki, która zawiadomiła sekretarkę, sekretarki, która zawiadomiła pielęgniarkę, pielęgniarki (wymienionej w komentarzu p. Małgosi) i dentystki, które przybiegły chwilę później i przejęły akcję ratunkową z rąk nauczycieli do chwili przyjazdu pogotowia itd. Każdej z tych osób należy się szacunek i podziękowanie. Liczy się jednak przede wszystkim rezultat i wnioski, jakie wyciągniemy z tego doświadczenia.
Rozwiń
świadek
świadek (10 marca 2010 o 18:55) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Byłam świadkiem całego wydarzenia. sądzę iż nie należałoby w tej sytuacji nikogo obwiniać. Norbert żyję a to jest najważniejsze. Akcja ratunkowa, reanimacja przebiegły sprawnie, a pogotowie dojechało w dośc nie długim czasie.

Znieczulica jest i będzie.
Ale wypada pamietać, że każdy z nas ma własna głowę i nie warto patrzeć na innych.

Jestem uczniem LO dosć nie dawno w naszej szkole przeprowadzane były kursy pierwszej pomocy, ale i tak wiele osób nie potraktowało tego poważnie. W rzeczywistości ludzie zwyczajnie boją się.


Tego dnia napotkałam się też ze stwierdzeniem 'nie warto, pewnie pijany...' ludzie przechodzili obok...



koleżanka z klasy.
Rozwiń
Zobacz wszystkie komentarze (10)

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!