niedziela, 25 czerwca 2017 r.

Lubelskie

Dzieci głosu nie mają

Dodano: 28 lutego 2002, 21:53
Autor: Zofia Sawecka

Matka sprzedała dziecko za 1500 zł. Organizatorzy adopcji wzięli za nie w Kanadzie 25 tys. dolarów. Teraz przed zamojskim Sądem Okręgowym w Zamościu jeden z nich domaga się 550 tys. zł odszkodowania i zadośćuczynienia za niesłuszne oskarżenie.
Sprawa zaczęła się na początku 1993 r., kiedy to policja ujawniła, że jedna z mieszkanek Zamościa sprzedała swoje dziecko za granicę za 15 mln starych zł, czyli 1500 zł obecnych). Pośredniczył w tym mieszkaniec Biłgoraja. 3 lutego 1993 r. prokurator wszczął śledztwo. Sprawa sprzedaży polskich niemowląt zrobiła się głośna na cały kraj. Prokuratura zamojska prowadziła wątek sprzedaży dzieci do Kanady.
Zamojskie śledztwo zostało zamknięte w czerwcu 1994 r. Prokurator oskarżył pięć osób o handel dziećmi (jedną z nich była pani psycholog). Do osobnego postępowania zostały wyłączone materiały dotyczące głównej podejrzanej - pani adwokat, żony znanego parlamentarzysty.
W akcie oskarżenia wszyscy mieli podobny zarzut, że w celu uzyskania korzyści penetrowali szpitale, domy samotnej matki i dziecka, namawiali do oddania do adopcji matki dzieci panieńskich i pozamałżeńskich oraz z ubogich rodzin wielodzietnych. Obiecywali i dawali pieniądze, współorganizowali postępowania adopcyjne, przechowywali dzieci, przekazywali je rodzinom z Kanady, które płaciły po ok. 25 tys. dolarów za dziecko.
W toku śledztwa okazało się, że dzieci trafiały do Kanady wcześniej, niż sądy orzekały o ich przysposobieniu. Poinstruowani przez pośredników świadkowie zeznawali, że rodziny adopcyjne to od dawna ich znajomi, krewni itp. W latach 1990-1993 tylko do Kanady trafiło nielegalnie ponad 20 polskich niemowląt.
Sprawa stała się bardzo głośna, a o handlu dziećmi w Polsce pisały nawet szwedzkie gazety. Na wniosek prawników zabrano ją sądowi zamojskiemu i przekazano do Warszawy. Tam przewód sądowy otwarto dopiero w 1997 r. Równolegle toczył się bój o interpretację prawa. W 1997 r., w oparciu o tę sprawę, zmieniono zapisy kodeksu karnego. Weszły w życie rok później. Dotychczasowy handel dziećmi został uznany jako nie posiadający znamion czynu zabronionego. To, czym zajmowali się polscy pośrednicy w tej aferze, zostało zapisane w kodeksie jako nielegalna adopcja.
Przypadek pani adwokat w ogóle nie trafił do sądu. Został umorzony przez Prokuraturę Rejonową dla dzielnicy Warszawa-Wola już w grudniu 1994 r. W oparciu o tę decyzję adwokaci pozostałych oskarżonych, którym stawiano identyczne zarzuty, domagali się uniewinnienia ich klientów. Sprawa była umarzana i wracała na wokandę.
Ponieważ wszyscy oskarżeni byli czasowo aresztowani, mieli zatrzymane paszporty itd., dziś domagają się odszkodowań od skarbu państwa. W ub.r. mieszkaniec Warszawy złożył w Sądzie Okręgowym w Zamościu wniosek o przyznanie mu 200 tys. zł odszkodowania i zadośćuczynienia. W grudniu sąd oddalił ten wniosek w całości. Ponieważ ten sam wniosek wpłynął do Sądu Okręgowego w Lublinie, sprawa jeszcze raz wróciła do Zamościa w połowie lutego. Sąd umorzył postępowanie.
Wniosek o odszkodowanie na kwotę 550 tys. zł złożył także adopcyjny pośrednik z Biłgoraja. Zażyczył sobie wyłączenia z tej sprawy wszystkich sędziów Sądu Okręgowego w Zamościu. Orzeczenie jeszcze nie zapadło.
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!