niedziela, 22 października 2017 r.

Lubelskie

Dzieci wkładają do buzi, co im wpadnie w ręce

  Edytuj ten wpis
Dodano: 16 kwietnia 2008, 19:23
Autor: Ewa Stępień

Nocna operacja wyjmowania baterii z przewodu pokarmowego trzyletniego Kubusia trwała dwie godziny.

Zakończyła się sukcesem.

Chłopczyk czuje się dobrze. Wczoraj przy jego łóżku czuwała babcia. - Córka zadzwoniła, że wnuczek jest w szpitalu - opowiada Jadwiga Kaniewska spod Chełma. - Wszystko stało się tak nagle, że nie zdążyliśmy rzeczy ze sobą zabrać.

Przedwczoraj Kubuś bawił się w domu zegarkiem. W pewnym momencie jego mama zaczęła szukać baterii. Zapytała synka, gdzie są. Pokazał na buzię. Była siedemnasta. Trzy godziny później chłopiec był już w szpitalu. Tuż po pierwszej w nocy zaczęła się operacja. - Rozcięliśmy brzuszek. I centymetr po centymetrze, dotykając palcami przeszukiwaliśmy trzy metry jelit - mówi prof. Jerzy Osemlak, kierownik Kliniki Chirurgii i Traumatologii Dziecięcego Szpitala Klinicznego w Lublinie. - Kiedy natrafiliśmy na baterie, wypchnęliśmy je przez odbyt bez rozcinania narządów wewnętrznych.

Baterie leżą teraz w pojemniczku w gabinecie lekarskim. Po kilku godzinach w przewodzie pokarmowym zbrązowiały, mają widoczne ślady żrącego działania kwasu solnego z żołądka. Już się zaczynały rozpuszczać. Ich połknięcie mogło się dla dziecka zakończyć tragicznie. - Był już w Polsce taki przypadek. Kwas z przewodu pokarmowego rozpuścił baterie. Uwolnione toksyczne substancje chemiczne przeżarły ściany żołądka i uszkodziły aortę. Dziecko zmarło - mówi profesor. - Dobrze, że mama Kubusia w porę zauważyła zniknięcie baterii.

Lekarze ze szpitala dziecięcego mają całą kolekcję przedmiotów połkniętych przez dzieci. To np. sporej wielkości łyżeczka, śruba, metalowy klucz. W lutym opisywaliśmy historię trzyletniego Kacperka, który połknął srebrna bransoletkę.

Przez trzy tygodnie wszyscy czekali, aż chłopczyk wydali ją drogami naturalnymi. Był już szykowany do zabiegu. Tymczasem na zdjęciu rentgenowskim, które zrobiono tuż przed operacją, biżuterii nie było. Mimo że kilka dni wcześniej prześwietlenie pokazywało ją w okolicach biodra. Lekarze uznali, że chłopczyk bransoletkę wydalił, lecz rodzice przegapili jej wyjście.
  Edytuj ten wpis
Czytaj więcej o:
shire
Mir
(2) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

shire
shire (17 kwietnia 2008 o 12:13) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Sam wiem jak to jest. Mój synek kiedy miał 1,5 roczku, połknął plastikowy guzik od bielizny pościelowej. I to pomimo tego iż był razem z nami (ze mną i żoną) w pokoju. Nawet nie wiedzieliśmy kiedy to zrobił. Wydawało się nam jednak, iż jednego brakuje. Pytany przez nas, czy miał w rączce guzik - potwierdzał. Jednak z odpowiedzią na pytanie, co z nim zrobił było trudniej - raz pokazywał iż włożył go do buźki, innym razem że wrzucił za tapczan, a innym jeszcze coś innego. Przyjęliśmy tezę że jednak połknął. Skontaktowaliśmy się z chirurgiem, który zalecił nam czekać (gdyż w większości przypadków nie ma konieczności interwencji chirurgicznej - dzieci same wydalają połknięte przedmioty) i obserwować stolec, a w przypadku niepokojących objawów, natychmiast zgłosić się do szpitala. Guzik w kupce pokazał się po 5 dniach, ale te 5 dni było przesycone ciągłym strachem i napięciem, o zdrowie naszego bobasa. Nikomu nie życzę takiej sytuacji.
Rozwiń
Mir
Mir (17 kwietnia 2008 o 07:12) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Gratuluję mamie tego chłopca czujności i zdrowego rozsądku. Sam mam dzieci w podobnym wieku i wiem jak trudno jest nad nimi zapanować. Życzę dużo zdrówka!! Pozdrawiam
Rozwiń
Zobacz wszystkie komentarze (2)

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!