wtorek, 21 listopada 2017 r.

Lubelskie

Dzięcioły jedzą, ile mogą i nic

  Edytuj ten wpis
Dodano: 14 marca 2006, 19:54

Jeśli proces zamierania dębów w rezerwacie Kozie Góry w Lasach Kozłowieckich będzie trwał, za cztery lata nie będzie co chronić. Bo nie będzie żadnego dębu.
Dęby zabija groźny szkodnik, opiętek. Już jedna larwa tego owada jest w stanie zabić spore drzewo. Żeruje ona bowiem w linii spiralnej. A jeżeli jej chodnik otoczy pień, przerywany jest transport substancji odżywczych i drzewo usycha.

W porównaniu z ub. rokiem liczba martwych i zarażonych szkodnikami drzew wzrosła niemal dwukrotnie, z 338 do 640. Zdecydowana większość z nich to rzadkie w Polsce dęby bezszypułkowe, dla których ochrony powołano rezerwat.
- Drzewa martwe i zarażone powinny być wycięte i wywiezione z lasu - uważa Sławomir Michalewski z Zespołu Ochrony Lasu w Radomiu, który opiekuje się lasami Lubelszczyzny.
Ale żaden dąb nie został wycięty. - W rezerwacie nie wolno mi niczego zrobić bez zgody wojewódzkiego konserwatora przyrody - rozkłada ręce Stanisław Kuśmierz, nadleśniczy Nadleśnictwa Lubartów, na terenie którego znajduje się rezerwat.
Tymczasem Beata Sielewicz, wojewódzki konserwator przyrody, na razie zgody nie chce wydać. - Trzeba sprawę dokładnie rozważyć - mówi. - Oprócz opinii leśników mam także stanowisko naukowców, również entomologów leśnych, których zdaniem usunięcie drzew niewiele da. Proces zamierania dębów trwa od lat i nic na to nie poradzimy. Atak opiętków tylko go przyspieszył.
Służby ochrony przyrody utwierdzają w tym przekonaniu ekologowie. Michowska organizacja "Zielona Swoboda” chciała protestować w Lublinie, gdyby taka zgoda została wydana. - W rezerwacie powinna rządzić natura, a nie nadleśniczy - grzmi Michał Chomiuk, lider organizacji.
Tymczasem natura rządzi nie tak, jak to sobie przyrodnicy zaplanowali. W rezerwacie pięknie rosną graby i leszczyny, zagłuszając młode dębczaki. - Występowaliśmy o możliwość ich przerzedzenia, aby dęby mogły się odnawiać naturalnie, ale i na to nie było zgody - dodaje nadleśniczy.
Na razie walkę z opiętkami w Kozich Górach prowadzą tylko dzięcioły. Zaatakowane przez larwy dęby są dokładnie skute przez ich twarde dzioby. - Dzięcioł nigdy się nie myli - chwali ptaki Andrzej Marzęda, specjalista ds. ochrony lasu Regionalnej Dyrekcji Lasów Państwowych w Lublinie. - On zawsze kuje tam, gdzie pod korą żeruje larwa.
  Edytuj ten wpis
Czytaj więcej o:
kajo
(1) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

kajo
kajo (6 września 2010 o 19:44) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Jak ekolodzy dalej będą tak się rządzić i ta pani to dęby uschną zamiast dopuścić do głosu osobę która ma o tym pojęcie to sami (obrońcy przyrody) doprowadzą do jej zagłady - żal
Rozwiń
Zobacz wszystkie komentarze (1)

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!