sobota, 21 października 2017 r.

Lubelskie

Egzamin na prawo jazdy łatwiej zdać zimą (dane WORD)

  Edytuj ten wpis
Dodano: 1 lutego 2010, 15:36

Śnieg i mróz to dla przyszłych kierowców prawdziwi sprzymierzeńcy. Egzamin z jazdy zalicza teraz więcej kandydatów niż wiosną czy latem.

Piotr Gryzio z Nowodworu k. Lubartowa podchodził wczoraj do egzaminu w Wojewódzkim Ośrodku Ruchu Drogowego w Lublinie po raz pierwszy. Zdał.

– Jechało mi się bardzo dobrze – podkreśla. – Podobno rano były gorsze warunki, ale teraz (rozmawiamy ok. godz. 12.30) na drogach nie ma żadnych problemów.

Podobnie mówi pani Anita z Lublina, choć egzamin wczoraj oblała. – Ale z mojej winy. Wymusiłam pierwszeństwo – tłumaczy kursantka. – Śnieg leżący na ulicach nic do tego nie miał.

Statystyki pokazują, że zamiast utrudnić, śnieg zwykle wręcz ułatwia zadanie zdającym na prawo jazdy.

– W innych porach roku z egzaminem radzi sobie ok. 30 proc. zdających. Zimą jest ich o 2–3 proc. więcej – wylicza Artur Banaszkiewicz, wicedyrektor lubelskiego WORD.

Podobnie jest w innych ośrodkach w naszym regionie. – U nas też zimą zdaje o 2–3 proc. więcej kursantów niż np. latem. Zwykle zalicza ok. 29 proc. osób, teraz ok. 32 proc. – mówi Zbigniew Kubina z WORD w Zamościu.

– Także w naszym ośrodku odsetek zdających zimą jest większy – dodaje Tadeusz Łańcucki, zastępca dyrektora WORD w Chełmie.

Jak to możliwe? – W trudnych warunkach jeździ się ostrożniej, z podwójnie wzmożoną uwagą. Dzięki temu popełnia się mniej błędów – tłumaczy Kubina.

– Nie dość, że zdający jeżdżą wolniej, to i ruch na ulicach jest zimą mniejszy – zauważa Łańcucki. – To ułatwia zadanie zdającym.

Na tym nie koniec. Jeden z najtrudniejszych elementów egzaminu, czyli parkowanie, odbywa się na prawdziwych parkingach. – A przez to, że w wielu miejscach zalega śnieg, nie widać linii – mówi Banaszkiewicz. – Wystarczy więc, że kursant "zmieści” się między stojące obok samochody. Przecież egzaminator nie będzie sprawdzał, w którym miejscu pod śniegiem są linie
.
Jeśli – mimo korzystnych dla zimy statystyk – ktoś nie chce teraz zdawać egzaminu, może go przełożyć. Gdy kursant miał już wyznaczony termin, musi zapłacić połowę opłaty – w przypadku kategorii "B” to 56 zł (cały egzamin kosztuje 112 zł).
  Edytuj ten wpis
Czytaj więcej o:
marcel
Gość
Suzuki Bandit 650
(12) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

marcel
marcel (9 lutego 2010 o 18:04) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
problem w tym że egzaminator nie zwraca uwagi na podejście zdającego, nie jest ważna ostrożność, umiejętności czy jakieś predyspozycje do jazdy ale 'widzimisie' egzaminatora i fart, jeżeli na drodze inni uczestnicy jadą w miarę wg zasad i egzaminator ma humor na nie oblewanie to egzamin zdany prawie na pewno. cały ten egzamin to maszynka do dużych pieniędzy. nie zdałem bo egzaminatorowi wydawało się że chyba włączyło się żółte światło... jak bym nie patrzył na światła, a potem bo ktoś inny zaparkował na skrzyżowaniu i musiałem go wymijać. bzdura i bezsens.
Rozwiń
Gość
Gość (2 lutego 2010 o 12:58) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Suzuki Bandit 650 napisał:
Co by nie gadali dla mnie i tak całe szkolenie jak i egzamin na prawko to jedna wielka ściema. Na kursie uczą kursantów "pod egzamin" - przyszły kierowca może nie mieć zielonego pojęcia o poruszaniu się w ruchu drogowym, ma jedynie wykonać głupie manewry, które ocenia człowiek, dla którego wykonanie tychże piruetów upoważnia człowieka do odpowiedzialnego prowadzenia auta. WORD nigdy nie był i nie będzie ośrodkiem szkolenia kierowców. To jest prężnie działająca firma, której jedynym celem jest wyciągnięcie od przyszłych adeptów szos jak największej kasy. Szkoły nauki jazdy - kolejna ściema. Mam prawko kat. B od 14 lat. rocznie robię około 40 tyś. km. W zeszłym roku zapragnąłem zakupić sobie od młodzieńczych lat upragniony motocykl. Ale nie chcąc być na bakier z prawem musiałem sobie zrobić kat. A. Zapisałem się do jednej ze szkół, które szczycą się najwyższą zdawalnością w Lublinie. Będąc małolatem jeździłem trochę motorowerami o niewielkiej pojemności, lecz uważam, że to jedynie namiastka tego jakie umiejętności należy posiadać, żeby prowadzić motor o dużej pojemności i mocy. Idąc tam myślałem, że zostanie mi przekazana choć odrobina wiedzy jak należy obchodzić się z takim pojazdem (np. jazda na mokrej nawierzchni i zachowanie podczas hamownia, przewożenie pasażerów, właściwa eksploatacja motocykla - redukcja biegów z "przegazówką", albo chociaż prawidłowa postawa na motocyklu). Nic z tego. Powiedziano mi czego wymagają i w jaki sposób przebrnąć przez egzamin. Przez 15 godzin jak idiota kręciłem się albo po slalomie albo po ósemce na placu. Trzy razy wyjechałem na trasę wytyczoną przez ośrodek szkolenia, gdzie wyczulono mnie gdzie uważać na linię ciągłą, a gdzie koniecznie włączyć kierunkowskaz, bo egzaminatorzy nagminnie oblewają kursantów. I tyle. Wg szkoły taki człowiek może wyruszyć własnym motorem w trasę ponieważ został znakomicie przeszkolony!?
Egzamin zdałem za pierwszym razem, lecz doskonale wiedziałem, że bezpiecznie dla siebie i innych motocykla prowadzić nie potrafię. Do tej pory szlifuję swoje umiejętności pod okiem starszych kolegów motocyklistów i doskonale wiem ile czasu i sezonów minie zanim sam sobie będę mógł w duszy powiedzieć, że w miarę bezpiecznie potrafię jeździć, bo ideału raczej nigdy nie osiągne.


zdawałam wiele lat temu ale jeździć nauczyłam sie dopiero pózniej pod okiem kolegów
kurs ,egzamin to była formalnośc że trzeba być a niktórzy to i tak na kurs przyjeżżali swoimi samochodami bez prawka
Rozwiń
Suzuki Bandit 650
Suzuki Bandit 650 (2 lutego 2010 o 01:09) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Co by nie gadali dla mnie i tak całe szkolenie jak i egzamin na prawko to jedna wielka ściema. Na kursie uczą kursantów "pod egzamin" - przyszły kierowca może nie mieć zielonego pojęcia o poruszaniu się w ruchu drogowym, ma jedynie wykonać głupie manewry, które ocenia człowiek, dla którego wykonanie tychże piruetów upoważnia człowieka do odpowiedzialnego prowadzenia auta. WORD nigdy nie był i nie będzie ośrodkiem szkolenia kierowców. To jest prężnie działająca firma, której jedynym celem jest wyciągnięcie od przyszłych adeptów szos jak największej kasy. Szkoły nauki jazdy - kolejna ściema. Mam prawko kat. B od 14 lat. rocznie robię około 40 tyś. km. W zeszłym roku zapragnąłem zakupić sobie od młodzieńczych lat upragniony motocykl. Ale nie chcąc być na bakier z prawem musiałem sobie zrobić kat. A. Zapisałem się do jednej ze szkół, które szczycą się najwyższą zdawalnością w Lublinie. Będąc małolatem jeździłem trochę motorowerami o niewielkiej pojemności, lecz uważam, że to jedynie namiastka tego jakie umiejętności należy posiadać, żeby prowadzić motor o dużej pojemności i mocy. Idąc tam myślałem, że zostanie mi przekazana choć odrobina wiedzy jak należy obchodzić się z takim pojazdem (np. jazda na mokrej nawierzchni i zachowanie podczas hamownia, przewożenie pasażerów, właściwa eksploatacja motocykla - redukcja biegów z "przegazówką", albo chociaż prawidłowa postawa na motocyklu). Nic z tego. Powiedziano mi czego wymagają i w jaki sposób przebrnąć przez egzamin. Przez 15 godzin jak idiota kręciłem się albo po slalomie albo po ósemce na placu. Trzy razy wyjechałem na trasę wytyczoną przez ośrodek szkolenia, gdzie wyczulono mnie gdzie uważać na linię ciągłą, a gdzie koniecznie włączyć kierunkowskaz, bo egzaminatorzy nagminnie oblewają kursantów. I tyle. Wg szkoły taki człowiek może wyruszyć własnym motorem w trasę ponieważ został znakomicie przeszkolony!?
Egzamin zdałem za pierwszym razem, lecz doskonale wiedziałem, że bezpiecznie dla siebie i innych motocykla prowadzić nie potrafię. Do tej pory szlifuję swoje umiejętności pod okiem starszych kolegów motocyklistów i doskonale wiem ile czasu i sezonów minie zanim sam sobie będę mógł w duszy powiedzieć, że w miarę bezpiecznie potrafię jeździć, bo ideału raczej nigdy nie osiągne.
Rozwiń
TomekLBN
TomekLBN (1 lutego 2010 o 22:54) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
gringo napisał:
skoro statystyki dotyczą Lubelszczyzny to dlaczego na zdjęciu jest "ELKA" na białostockich numerach?

Bo z taką rejestracją jeżdżą samochody egzaminacyjne:P o ile się nie mylę WORD ma te Toyoty w leasingu z Białegostoku;)

Swoją drogą mój kolega zdał właśnie dzisiaj egzamin na pj:)
Rozwiń
gringo
gringo (1 lutego 2010 o 22:36) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
skoro statystyki dotyczą Lubelszczyzny to dlaczego na zdjęciu jest "ELKA" na białostockich numerach?
Rozwiń
Zobacz wszystkie komentarze (12)

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!