poniedziałek, 21 sierpnia 2017 r.

Lubelskie

Ekstremalna Droga Krzyżowa. Przejdą kilkadziesiąt kilometrów w milczeniu

Dodano: 13 marca 2015, 15:00

Do pokonania mają 44 kilometry. To ci, którzy wyruszą z Lublina. Grupa tomaszowska ma do pokonania aż 72 km. Idą nocą, w milczeniu. Do celu dotrą po kilkunastu godzinach. W ekstremalnych drogach krzyżowych weźmie udział prawie 2 tysiące osób. Do celu dotrze tylko co piąty pątnik.

- Kryzys na pewno się pojawi. Oprócz tego fizycznego może być tej innego rodzaju załamanie - psychiczne. Pojawi się u większości uczestników - ocenia Mirosław Ładniak, duszpasterz pielgrzymów w Archidiecezji Lubelskiej, organizator lubelskiej Ekstremalnej Drogi Krzyżowej. - Myślę, że może pojawić się ok. godziny 3, 4 nad ranem. Ten kryzys człowiek musi przezwyciężyć.

Najstarszy ma 74 lata

Lublin jest jednym z kilkudziesięciu miejsc w kraju, gdzie są organizowane Ekstremalne Drogi Krzyżowe. To wyzwanie dla osób, które pełniej chcą przeżyć czas wielkiego postu. EDK z Lublina wyruszy po raz pierwszy. Nie wszyscy chętni będą mogli wyjść na szlak.

- Lista uczestników Ekstremalnej Drogi Krzyżowej liczy 900 osób, większość jest w wieku 20-40 lat. Najstarszy uczestnik ma 74 lata - dodaje ks. Ładniak. - Chętnych było więcej, ale nie wszyscy zdążyli się zapisać. Na szlaku nie może być jednocześnie więcej niż 450 osób. Bo to by oznaczało, że będzie duży ścisk. Dlatego w przyszłym roku będą co najmniej trzy trasy, żeby każdy mógł się zapisać.

Ekstremalna Droga Krzyżowa wyruszy z Lublina do Wąwolnicy. Trasa, którą w nocy pokonają uczestnicy, liczy 44 km. Wiedzie przez Czuby, Konopnicę, Marynin, Radawiec, Spornik, Palikije, Wojciechów, Stary Gaj i Kębło.

- Nad ranem człowieka morzy sen, doskwiera też chłód - przyznaje Joanna Skałba, jedna z uczestniczek Lubelskiej Ekstremalnej Drogi Krzyżowej. 3 lata temu przeszła taką drogę z Krakowa do Kalwarii Zebrzydowskiej. Około dwóch tygodni temu pani Joanna wspólnie z kilkoma innymi osobami przeszła wyznaczoną lubelską trasę na próbę. - Zdarzyło mi się kilka razy przymknąć oczy ze zmęczenia, ale byli koło mnie przyjaciele - przyznaje pani Joanna.

- Wszystkie osoby, które przeszły szlak na próbę, dotarły do celu - dodaje ks. Ładniak.

Uczestnicy wyruszą w drogę tuż po mszy. - Na szlak wyjdziemy w dwóch kolumnach - zapowiada ks. Ładniak. - Pierwsza grupa "katedralna” wyjdzie o godz. 19 z archikatedry lubelskiej. Druga grupa "dominikańska” o godz. 21 z bazyliki oo. Dominikanów. Będziemy szli w grupach od 2 do 10 osób. Każdy z uczestników dostanie szczegółową mapę i rozważania Drogi Krzyżowej.

Uczestnicy Ekstremalnej Drogi Krzyżowej dojdą do Wąwolnicy po 12-13 godzinach. - Na pewno nie wszyscy dotrą do celu. Statystycznie trasę udaje się pokonać ok. 20 procentom uczestników - przyznaje ks. Ładniak.

Uczestnicy podczas drogi nie mogą ze sobą rozmawiać z wyjątkiem rozważań poszczególnych stacji Drogi Krzyżowej.

24 godziny bez snu

Na szlaku na pewno łatwo nie będzie. - Jest kilka takich odcinków, które jest trudno przejść - podkreśla pani Joanna. - Są to na przykład wejścia i zejścia ze wzniesień. Kiedy szliśmy "na próbę”, ziemia była zamarznięta. Tworzyły się koleiny, po których źle się szło. Poza tym przejście przez las w środku nocy to też jest wyzwanie.

- Między Wojciechowem a Kębłem jest trudny odcinek drogi. Jeśli dodatkowo spadnie deszcz, to grzęźnie się w błocie - dodaje ks. Ładniak. - Z fizycznego punktu widzenia same 44 kilometry to jest spory odcinek do pokonania - przyznaje pani Joanna. - Biorąc pod uwagę, że uczestnicy wyruszą w drogę po pracy, zajęciach na uczelni i nie będą spać przez 24 godziny, to może być trudno przejść szlak. Nogi mogą odmówić posłuszeństwa. Dlatego dobrze mieć jakieś kijki.

Ale nie tylko one mogą się przydać na szlaku. Osoby, które wyruszą, powinny mieć na sobie jak najwięcej znaków odblaskowych, żeby były widoczne. W drogę należy zabrać plecak, kanapki, termos z kawą i herbatą. Należy też się ciepło ubrać. Trzeba mieć ze sobą latarkę, najlepiej czołówkę.
Na trasie będzie karetka pogotowia. W każdej grupie znajdą się też po trzy partole medyczne, a po trasie będą jeździć samochody terenowe. - Teren naszego przejścia będzie też patrolować policja - dodaje ks. Ładniak.

W EDK też Tomaszów Lubelski

W tym roku Ekstremalna Droga Krzyżowa po raz drugi odbędzie się także w Tomaszowie Lubelskiem. - Przygotowaliśmy dla uczestników łącznie cztery trasy - informuje ks. Witold Bednarz, lider tomaszowskiej EDK. - Trzy z nich prowadzą z Tomaszowa Lubelskiego do katedry w Zamościu i mają po 48 km. Czwarta z nich prowadzi z Tomaszowa do Sanktuarium św. Antoniego w Radecznicy. Jest to najdłuższa trasa w Polsce i liczy 72 km.

Uczestnicy tomaszowskiej Ekstremalnej Drogi Krzyżowej wyjdą w drogę 27 marca. EDK rozpocznie się mszą - o godz. 20 w kościele św. Józefa w Tomaszowie Lubelskim. Wyjście ok. 21.15.

Do 20 marca są jeszcze przyjmowane zapisy. Swój udział można zgłosić poprzez stronę www.edk.org.pl.

W EDK mogą brać udział wyłącznie osoby pełnoletnie. Ci, którzy nie mają 18 lat, mogą wyjść na szlak wyłącznie pod opieką rodziców albo za ich zgodą.
folkatka
folkatka
ANTY
(22) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

folkatka
folkatka (16 marca 2015 o 15:37) 0
Zaloguj się, aby oddać głos

( Po całym dniu odpoczynku) Dlaczego poszedłem..? Nie nie dlatego, żeby udowadniać sobie czy wytrwam. To przecież nie żaden bieg na orientację, czy 'selekcja"..? Nie była zresztą to moja pierwsza pielgrzymka do Matki Boskiej Kębelskiej. Ktoś powie, że można wymyśleć każdy inny powód by tylko odbyć nocny spacer niekoniecznie o religijnym charakterze. Cóż jednak można wtedy zyskać poza satysfakcją ze sprawdzenia wlasnej sprawności fizycznej. Poszedłem więc nie dla ilości kilometrów, chociaż każdy z nich kojarzył mi się z jednym dniem postu Jezusa na pustyni, poszedłem by podziękować za wysłuchane prośby, za zdrowie członków mojej rodziny. Poszedłem niosąc prośby przyjaciól i znajomych, którzy wiedzieli że pójdę. Poszedłem by spełnić obietnicę modlitwy za tych, którzy w taką drogę wyjść nie mogli. Dla Anety chorej na nowotwór mózgu, której choroba cofnęła się po udziale we mszy uzdrawiającej, dla Leszka, który po ciężkim wypadku po modlitwach w Wąwolnicy powraca do zdrowia, dla Krzysia, który chciałby dostać dobrą pracę i dla wielu innych. Cóż mógłbym ofiarować w zamian za wysłuchane prośby poza moim bólem, zmęczeniem i oddaniem..? To może zbyt mało za tak wielkie oczekiwania, ale nie posiadam nic więcej. I jeszcze jedno szedłem rozważając wszystkie oczekiwania, smutki, zmartwienia, radości, wzloty i upadki jakich doznałem w ostatnim czasie. Nie umiem tego nazwać, ale wydaje mi się, że na wiele z tych spraw patrzę teraz z zupełnie innej perspektywy, a w kilku przypadkach otrzymałem jasna odpowiedź na moje wątpliwości. Nie chcę polemizować ze sceptykami, ale jeśli znajdą w sobie kiedyś odwagę i wybiorą się do Wąwolnicy zapewniam, że ich życie sie odmieni, a szczególnie wtedy gdy to co niemożliwe stanie się możliwym....

Dzięki Ci za te słowa.

Rozwiń
folkatka
folkatka (16 marca 2015 o 15:36) 0
Zaloguj się, aby oddać głos

Jednym zdaniem oszolomy.Do roboty a nie walesanie sie po nocach a pozniej nie ma na chleb.

Skad w Tobie tyle nietolerancji? Przeszkadzamy Ci w czymkolwiek?

PS ja mam pracę,ale za dnia. Noce mam wolne.  

Rozwiń
ANTY
ANTY (15 marca 2015 o 21:34) 0
Zaloguj się, aby oddać głos

Dokładnie tak ! Moja znajoma -aby wymigać się od roboty przy żniwach -co roku chodziła na Pielgrzymkę do Częstochowy. Zostawiała męża samego z małymi dziećmi -i to w czasie największych prac żniwnych ! Czy takie coś na pewno jest Miłe Bogu ???

Lubiła jak widać rozrywki na noclegach ?

powinien sprawdzić grupy krwi i DNA { swoich dzieci ?} Czy aby na pewno są jego?.

Rozwiń
BellaKoza
BellaKoza (15 marca 2015 o 19:57) 0
Zaloguj się, aby oddać głos

Jednym zdaniem oszolomy.Do roboty a nie walesanie sie po nocach a pozniej nie ma na chleb.


Jednym zdaniem oszolomy.Do roboty a nie walesanie sie po nocach a pozniej nie ma na chleb.

Dokładnie tak ! Moja znajoma -aby wymigać się od roboty przy żniwach -co roku chodziła na Pielgrzymkę do Częstochowy. Zostawiała męża samego z małymi dziećmi -i to w czasie największych prac żniwnych ! Czy takie coś na pewno jest Miłe Bogu ???

Rozwiń
GOSC
GOSC (15 marca 2015 o 14:43) 0
Zaloguj się, aby oddać głos

a ja jak powidziałam tak dojechałam RANO do WĄWOLNICY I BYŁAM ŚWIADKIEM JAK POJEDYNCZE GRUPKI I SAMOTNI PIELGRZYMI DOCHODZILI DO KOŚCIOŁA W WĄWOLNICY. TO BYŁO NIESAMOWITE WRAŻENIE. BARDZO SIĘ WZRUSZYLIŚMY WIDZĄC TYCH MŁODYCH UMORDOWANYCH LUDZI, SZLI DOCHODZILI POWOLI , ZMĘCZENI WIDAĆ BYŁO ŻE MAJĄ OBOLAŁE NOGI. ALE TWARZE BYŁY POGODNE ,SZCZĘŚLIWE I JA TEŻ WIDZĄC TYCH WSPANIAŁYCH MŁODYCH ,WIERZĄCYCH LUDZI BYŁAM SZCZĘSLIWA .BÓG WAM ZAPŁAĆ ZA TĄ WSPANIAŁĄ BARDZO CIĘŻKĄ DROGĘ KRZYŻOWĄ W ZIMNIE I DESZCZU.  KOCHAM WAS .


Jednym zdaniem oszolomy.Do roboty a nie walesanie sie po nocach a pozniej nie ma na chleb.

Rozwiń
Zobacz wszystkie komentarze (22)

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!