Przeglądarka, z której korzystasz jest przestarzała.

Starsze przeglądarki internetowe takie jak Internet Explorer 6, 7 i 8 posiadają udokumentowane luki bezpieczeństwa, ograniczoną funkcjonalność oraz nie są zgodne z najnowszymi standardami.

Prosimy o zainstalowanie nowszej przeglądarki, która pozwoli Ci skorzystać z pełni możliwości oferowanych przez nasz portal, jak również znacznie ułatwi Ci przeglądanie internetu w przyszłości :)

Pobierz nowszą przeglądarkę:

Lubelskie

20 lutego 2008 r.
21:12
Edytuj ten wpis

Gazetka zniknęła z sieci

0 3 A A

Witryna internetowa wydawanego w Białej Podlaskiej czasopisma "Templum Novum” od wczoraj nie działa.

AdBlock
Szanowny Czytelniku!
Dzięki reklamom czytasz za darmo. Prosimy o wyłączenie programu służącego do blokowania reklam (np. AdBlock).
Dziękujemy, redakcja Dziennika Wschodniego.
Kliknij tutaj, aby zaakceptować
Nieuchwytny jest też szef wydawnictwa i redaktor naczelny gazety. A wszystko po wybuchu afery z dotacją z Ministerstwa Kultury.

We wtorek napisaliśmy, że w styczniu ub. roku resort przyznał "Templum” 10 tys. zł dotacji w ramach programu "Promocja Czytelnictwa”. Ministerstwem kierował wówczas Kazimierz Ujazdowski, a na czele rządu stał Jarosław Kaczyński.

Dopiero teraz wyszło na jaw, że "Templum” promuje treści faszystowskie. Można w nim znaleźć artykuły z sympatią prezentujące ideologów faszyzmu czy neofaszystowskich bojówkarzy. Nowe władze resortu są oburzone.

- Nie wykluczam, że dostałem taki wniosek do podpisania. Ale tego typu decyzje podejmuje specjalny ośmioosobowy zespół rekomendujący. Nie jestem w stanie czytać wszystkiego - tłumaczy teraz Ujazdowski.

Gazetę wydaje Agencja Arte z Białej Podlaskiej. Prowadzą ją ludzie związani z Narodową Scenę Rockową, znaną z dystrybucji płyt neonazistowskich grup. Redaktorem naczelnym "Templum” jest Mariusz Bechta, były kandydat na radnego w wyborach samorządowych do Rady Miasta Białej Podlaskiej z listy PiS, a obecnie pracownik warszawskiego IPN.

Bechta od kilku dni jest nieuchwytny. Nie odbiera telefonu komórkowego. Nie można go zastać ani w domu (gdzie mieści się redakcja "Templum Novum”) ani w IPN. W jedynym wywiadzie, jakiego udzielił, całe zamieszanie nazwał "robieniem sprawy z niczego”, które wynika z "przesadnie pojmowanej poprawności politycznej”.
Nie można już także wejść na stronę internetową "Templum”. Witryna od wczoraj nie działa.
(mb, pap)

Komentarze 3

Najlepsze · Najnowsze
Avatar
chart / 21 lutego 2008 o 22:12
A to bardzo ciekawe, bo właśnie ją przeglądam. Czyżby panowie redaktorzy z "Dziennika" nie tylko nie umieli przejrzeć czasopisma w wersji papierowej, ale nawet nie potrafią posługiwać się internetem? Tak, to wzmaga zaufania do waszych publikacji.
Avatar
wydawca / 21 lutego 2008 o 11:13
Jacek Bartyzel: Garota antyfaszyzmu


Jeszcze nie ucichła hucpa wzniecona przez makabrycznego bajkopisarza J.T. Grossa, a już kolejni tropiciele myślozbrodni wskazują następne ofiary wyselekcjonowane do rytualnych mordów me®dialnych.

Pewna gorliwa paniusia z czerwonego ZNP w Łodzi (nie wymieniam jej nazwiska, bo po co Herostratesom robić reklamę) zażądała, ni mniej ni więcej, tylko „dyskusji” nad usunięciem z lektur szkolnych takich „antysemickich” lektur, jak „Nie-Boska komedia”, „Lalka” i „Chłopi”. Jeśli operacja „dezantysemityzacji” kanonu literatury polskiej (i nie tylko – Szekspir, na przykład, też jest do kasacji, choćby za „Kupca weneckiego”) przebiegnie sprawnie, to wkrótce lista lektur obowiązkowych będzie zapewne składała się z powieści wybitnej działaczki ZNP i „dziewczyny Szamana” (towarzysza Koby) – Wandy Wasilewskiej, no i oczywiście sekatora do przetrząsania naszych sumień, czyli „arcydzieł” Grossa. Przecież „sam” Adam Michnik już po gniocie o Jedwabnem obwieścił, że to największe wydarzenie w dziejach polskiej literatury od czasów Mickiewicza. Inicjatywę paniusi z ZNP wsparła także swoim autorytetem „sama” prof. Maria Janion pouczając gawiedź, że „Nie-Boska komedia” to „arcydzieło skażone”. Ta sama Janion, która doprowadziła do żałosnej ruiny – niegdyś tak kwitnącą – polonistykę, i to w kluczowym dla naszej tradycji obszarze badań literatury romantycznej, najpierw przez lata miażdżąc ją w prokrustowym łożu marksizmu, później modniejszych odmian lewackiego bełkotu. Dość powiedzieć, że z jej seminariów wyszła między innymi panna Kazia Szczuka, a to tylko telewizyjny wierzchołek góry lodowej, którą tworzą polonistyczne katedry w kraju, opanowane dziś przez gender studies i temu podobne pseudonaukowe bzdety.

Lecz furda paniusia z ZNP, która nadgorliwie wybiegła zanadto przed szereg, czym wystraszyła niejednego szermierza postępu, gdyż lekkomyślne ukazywanie tak dalekosiężnych celów mogłoby jednak obudzić potulnych i sennych tubylców do jakiejś reakcji. Lepiej przecież rzucać się na ofiary, które można zdefiniować w języku już dobrze ogranym i łatwo przyswajanym przez otumanioną publikę. Szczuć na Prusa-antysemitę, który skamieniały stoi sobie grzecznie na skwerku przed Wizytkami i patrzy na nas dobrodusznie swoimi ciepłymi oczami zza binokli – to już doprawdy zbyt prymitywne, żeby nawet „głupi Słowianin” to kupił. Ale zarzucić garotę na szyję jakiegoś żyjącego „faszysty” czy nawet „nazisty” – o, ten numer wciąż jest samograjem.

Dobrze sprawdzone w tym procederze rottweilery przyniosły właśnie triumfalnie do kwatery głównej tego polowania, czyli „Gazety Wyborczej”, świeży ochłap „nazisty”, wywęszony nie gdzie indziej, jak w Ministerstwie Kultury i Dziedzictwa Narodowego, a w postaci periodyku „Templum Novum”, który za czasów ministrowania Kazimierza Ujazdowskiego otrzymał dotację w wysokości „aż” 10 tysięcy zł (Dostają pieniądze i cytują nazistę, „GW” 20 II 2008). Głównym „myślozbrodniarzem” jest oczywiście redaktor naczelny „Templum Novum” – historyk i publicysta Mariusz Bechta, ale dostało się za brak czujności też ministrowi Ujazdowskiemu, pouczonemu, że nie tylko on, ale i podlegli mu urzędnicy winni mieć zawsze organ węchu niezawodnie wyczuwający „nazizm”. Mój Boże, Kazik Ujazdowski (mój wychowanek z tajnego kółka samokształceniowego i kolega z Ruchu Młodej Polski, zresztą) – taki wzorcowy przykład uśmiechniętego, przyjaznego ludziom i światu konserwatyzmu – i też prawie nazista, a przynajmniej „sponsor nazistów”! Co tu się jednak dziwić, jeśli tropicielami byli zaprawieni w takiej robocie funkcjonariusze „antyfaszystowskiej” czerezwyczajki pod nazwą „Nigdy Więcej”. Jeżeli przejrzeć (kto ciekaw) wyniki prowadzonego przez nich „monitoringu” (za czyje pieniądze, nawiasem mówiąc?), to widać, że działają oni według wypróbowanego jeszcze za tow. Jagody vel Jehudy wzorca w postaci okólnika naczalstwa: „jest w waszej obłasti, 15 tysięcy faszystów. Zlikwidować”. Nie trzeba się chyba rozwodzić nad tym, iż fakt, że dotację w tym okresie otrzymała także neobolszewicka „Krytyka Polityczna”, nie budzi zastrzeżeń strażników politycznej poprawności.

Typowy czytelnik „GW”, czyli tubylczy troglodyta z pretensjami do bycia „yntelygętem” i „europejczykiem”, nie ma oczywiście zielonego pojęcia czym jest „Templum Novum”, ale etykietka „nazizmu” wyjaśnia mu wszystko. Od razu wie dlaczego ma się zatrząść z oburzenia podczas tego seansu „dwóch minut nienawiści”. Nie tracąc jednak nadziei, że nie wszyscy jeszcze są tak wytresowani, spróbujemy przybliżyć pokrótce czym jest to pismo. Nie ukrywam, że jest w tym szczypta interesowności: sam bowiem zamieściłem w nim jedną rzecz, tj. szkic o metapolityce.

Jak kilka czy najwyżej kilkanaście innych tego typu periodyków o charakterze pisma idei, „Templum Novum” jest dziełem grupki bezinteresownych zapaleńców, zmagających się na co dzień z najbardziej przyziemną przeszkodą, czyli brakiem pieniędzy, lecz mimo to poświęcających swój czas i energię dla sprawy, którą kieruje wiara, że płomień idei musi być quand même podtrzymywany. Jego specyfiką jest przy tym zupełny brak ideologicznego sekciarstwa, otwartość – jeśli wolno użyć tego sprostytuowanego słowa – w tym znaczeniu, jakim jest ciekawość świata idei i chęć ich badania, nawet z ryzykiem potknięcia się o idee „zbójeckie”, co, jak widać, ma swoje skutki. Trudno jednoznacznie zaszufladkować jego profil: redaktor (Mariusz Bechta) jest „normalnym” katolikiem, dla którego przewodnikiem jest „Dominus Iesus”, zakorzenionym też mocno w tradycji polskiej (co widać także po jego pracach naukowych), lecz sprofilował pismo tak, że stało się ono autentycznym miejscem prezentacji stanowisk i dyskusji bardzo szerokiego spectrum polskiej prawicy (i nie tylko). Można na jego łamach przeczytać teksty tradycjonalistów katolickich, jak Adam Gwiazda czy Ryszard Mozgol, jak również tradycjonalistów „integralnych” spod znaku Evoli, jak Marek Rostkowski a nawet rodzimych „neopogan”, jak Barnim Regalica. Gościli tu i „postkonserwatyści” Tomasz Gabiś czy Arkadiusz Karbowiak, i konserwatywny monarchista Adam Wielomski, czołowy badacz myśli narodowej prof. Bogumił Grott i penetrujący rozmaite „trzecie drogi” Romuald Okraska, a także najciekawsi i najbardziej zadziorni historycy czasów najnowszych: profesorowie Paweł Piotr Wieczorkiewicz i Marek Jan Chodakiewicz. Są ważne archiwalia, jak przedwcześnie zmarłego publicysty katolickiego Kazimierza Sołtysika czy Ferdynanda Goetla. Gdybym miał zaryzykować jakąś tezę uogólniającą, to rzekłbym – biorąc pod uwagę, z jednej strony, zainteresowania i sympatie samego redaktora, historyka Narodowych Sił Zbrojnych, z drugiej zaś, częstą obecność pisarzy (całkowicie przemilczanych przez establishment) związanych z nurtem piłsudczykowskim (KPN): Bohdana Urbankowskiego i Jerzego Wawrowskiego – że symboliczną ojczyzną ideową pisma jest nurt heroicznego romantyzmu politycznego, obecny w XX wieku zarówno w tradycji piłsudczykowskiej, jak w niektórych odłamach obozu narodowego, jak „Sztuka i Naród” czy „żołnierze wyklęci” z NSZ i NZW. Jest to zatem z pewnością także to, czego tak nienawidzą Gross czy Ireneusz Krzemiński: „katoendecja”. Tylko że akurat ten jej odłam, który nie musi się dziś bać, że będą mu wypadać trupy kapusiów z szafy IPN-u.

Nie przypadkiem w podtytule pisma czytamy: „Kanonada Narodowego Romantyzmu” (co starsi, jak piszący te słowa, mogą skojarzyć nie tylko z okupacyjną Konfederacją Narodu czy z KPN, ale także z ruchem literackim: Konfederacja Nowego Romantyzmu, którego animatorem był właśnie dr Urbankowski). Podkreślam ten moment „romantyczności”, bo on ma także związek z dzisiejszą „aferą” – do czego jeszcze wrócę.

Niepospolicie ciekawa jest także rozpiętość tematów poruszanych przez autorów „Templum Novum”. Można tu przeczytać erudycyjny artykuł o źródłach średniowiecznej teologii politycznej w reformach cesarza Dioklecjana i tekst o lewicowym komunitaryście Christopherze Laschu, opowiadania kołymskie Warłama Szałamowa i blok poświęcony poezji Gałczyńskiego. Stoczona została dyskusja o aktualności nacjonalizmu, w której zresztą mocniej, moim zdaniem, zabrzmiały twierdzenia o jego anachroniczności. Nie ukrywam, że nie wszystko, co tam znalazłem, przypada mi do gustu; trudno na przykład było mi podzielić entuzjazm Manuela Ferrerasa-Tascóna dla latynoamerykańskich populistów, ale takie właśnie, naprawdę pluralistyczne, jest to pismo. Można odnieść do niego również słowa tyczące „Stańczyka”, które padły w wywiadzie z red. Gabisiem – że jest to „przestrzeń duchowej wolności”.

Specialité de la maison „Templum Novum” są także przekłady autorów obcych – na ogół wciąż mało w Polsce znanych i też reprezentujących duży wachlarz poglądów, zarówno współczesnych, jak i przedwojennych. Czytelnicy mogli zapoznać się i ze stanowiskiem proamerykańskiego liberała Pierre’a Manenta i zaciekłego wroga liberalizmu i Ameryki – „papieża” Nowej Prawicy, Alaina de Benoista; patriarchy amerykańskiego konserwatyzmu Russella Kirka i narodowego syndykalisty José Luisa Jéreza Riesco; z rzeczy dawniejszych – klasyka literatury katolickiej Giovanniego Papiniego i „prawicowego anarchisty” – Francisa Parkera Yockey’a. Lecz także – i tu dochodzimy do clou dzisiejszej „afery” – próbki tekstów charyzmatycznych postaci faszystowskiego mainstreamu lat 30. i 40. ubiegłego wieku, jak José Antonio Primo de Rivera, Maurice Bardèche czy Léon Degrelle.

Zakładam, że czytelnik tych słów może zadać sobie w tym miejscu pytanie: czy warto drukować takich autorów – i to nie tylko z powodów pragmatycznych, jako że „najlepszą częścią odwagi jest ostrożność”, jak mawiał Falstaff, i po co narażać się delatorom z „Nigdy Więcej”? Najprostszą odpowiedzią, jakiej udzieliłbym jako historyk myśli politycznej, byłoby, że warto chociażby ze względów poznawczych: dotąd, na ogół, autorów takich w Polsce można było czytać tylko w karykaturalnych opracowaniach historyków z marksistowskiej stajni. Ale oczywiście, gdybym na tym poprzestał, byłby to zwykły wykręt. Powiem zatem, że warto – a nawet trzeba – tłumaczyć i czytać autorów, nazwijmy ich tu umownie, faszystowskich, po to, aby odkłamać i zrozumieć jeden z najbardziej zmistyfikowanych fragmentów naszej historii, naszej – właśnie europejskiej – tradycji. Pierwszy a najbardziej nagminny fałsz, który trzeba odrzucić, to identyfikacja faszyzmu – jako zjawiska pewnej epoki – ze zbrodniami hitlerowskiego narodowego socjalizmu. Nicolás Gómez Dávila powiada arcytrafnie w jednym ze swoich scholiów, że nazizm jest odpowiedzialny nie tylko za swoje zbrodnie, ale za to, że „udając podobieństwo do pewnych szlachetnych tematów germańskiej medytacji, zamordował również nadzieję na nowy rozkwit Zachodu”.

Rzekłbym ja z kolei, że trzeba na nowo przeczytać – nie po to, aby z entuzjazmem, wykrzyknąć: „eureka!”, co znamionuje zawsze umysły tępe i prostacze, ale, aby zrozumieć – „nonkonformistów” z tamtej epoki: zrozumieć ich obawy i nadzieje, ich ideały i tragiczne pomyłki. Zrozumieć tę rozpacz, którą odczuwał młody Francuz, Hiszpan, Niemiec czy Polak widząc degrengoladę mieszczańskiej Europy, balującej na Titanicu w przeddzień bolszewickiej apokalipsy. Zrozumieć radykalizm tych „romantyków faszystowskich”, którzy widzieli, że tradycyjny konserwatyzm jest trupem niezdolnym do przeciwstawienia się żelaznym batalionom Trockiego czy Stalina, toteż trzeba przeciwstawić mu taką samą, i tak samo bezwzględną, żelazną pięść. Zrozumieć tych, którzy wciąż jeszcze karmieni w humanistycznych gimnazjach i liceach klasycznymi wzorcami, chcieli żyć „stylem doryckim”, woleli wznosić okrzyk „niech żyje śmierć!” i umrzeć młodo, ale bohatersko, jak Achilles, aniżeli zestarzeć się w hańbie rentierstwa, z opasłym brzuchem i wstęgą Legii Honorowej, kiedy wokół wszystko gnije i wali się świat. Zrozumieć dlaczego na przykład taki Andrzej Trzebiński patrząc na pomnik Sobieskiego mógł powtarzać sobie, że podchorążacy i Goszczyński z Nabielakiem zrobili w noc listopadową pierwszą prawdziwą rewolucję faszystowską.

Wybitny znawca faszyzmu w Polsce, prof. Andrzej Piskozub powiada, że faszyzm był „ideologią rozwścieczonego Europejczyka”. Koresponduje to z autooceną Alfreda Fabre-Luce’a, który wspominał – krytycznie – że stał się wówczas faszystą, ponieważ zmierzył postępy dekadencji Europy, którym mieszczański świat nie był w stanie zaradzić. Wielu także – od wspomnianego Piskozuba po choćby Paula Séranta – zgadza się z opinią, że faszyzm jako prąd intelektualno-polityczny Europy lat 30. był ostatnim stadium (i „przesileniem” – jak proroczo przeczuł to Brzozowski) długiej i skomplikowanej historii romantyzmu. Maksymalizm i radykalizm, estetyczna postawa wobec życia, heroizm i pogarda śmierci – wszystko to znalazło swoje ujście w „romantyzmie faszystowskim” – z całą jego wzniosłością, ale także ze wszystkimi pomyłkami i winami.

Warto podkreślić, że wszyscy „faszyści”, jakich przedrukowywało „Templum Novum” to zarazem tacy „dziwni faszyści” – by posłużyć się formułą badacza hiszpańskiej Falangi S.G. Payne’a. Wszyscy oni bowiem (José Antonio, Bardèche, Degrelle) byli katolikami i to żarliwymi, mistycznymi – na „średniowieczny” sposób, wszystkich ożywiał duch i etos „krucjatowy”. Chcieli być rycerzami krucjaty przeciwko śmiertelnemu wrogowi Boga i człowieka – komunizmowi. Z pewnością najbardziej kontrowersyjny – i trudny do pojęcia – jest tu właśnie przypadek Degrelle’a. Na pewno nie był to ideologiczny nazista (jak pisze o nim „Wyborcza”), lecz katolik i społeczny radykał, nienawidzący plutokracji na równi z bolszewizmem. Był też Degrelle autentycznym bohaterem, który na froncie antybolszewickim wykazał się – do końca, do słynnej rajdu samolotem z Norwegii do Hiszpanii – nieprawdopodobnym męstwem i brawurą. A jednak niepodobna też zaprzeczyć, że uległ jakiemuś amokowi osobistego uwielbienia dla Hitlera, wierząc jego deklaracji, że tenże „jest Grekiem” i widząc w nim obrońcę chrześcijańskiego Zachodu, jakiegoś następcę cesarzy Sacrum Imperium. Jest to zagadka psychologiczna trudna do pojęcia – i do usprawiedliwienia, ponieważ błędy duszy mogą być tylko – w razie skruchy – wybaczone, ale nigdy usprawiedliwione. Lecz trzeba też powiedzieć, wbrew kłamstwom „Wyborczej” i jej pomagierów, że redaktorzy „Templum Novum” żadnej aprobaty dla tego zbłądzenia Degrelle’a nie dają. Przeciwnie: opatrują jego tekst druzgocącym komentarzem krytycznym (Adama Wielomskiego). Oni tylko chcą zbadać i zrozumieć: to wszystko.

Powiedzmy na koniec, że Mariusz Bechta i jego koledzy podjęli godny uznania a nie opluwania trud, aby na przekór pesymizmowi kolumbijskiego reakcjonisty pokazać, że owe „szlachetne tematy medytacji” – nie tylko germańskiej – nie przepadły wskutek ich znieprawienia przez wyznawców prymitywnego kultu rasy i krwi, lecz że można na powrót nad nimi rozmyślać i w ten sposób służyć przyszłemu odrodzeniu Wielkiej Tradycji Zachodu. Natomiast gończym psom spod znaku antyfaszystowskiego gestapo możemy powiedzieć tylko jedno: wara wam od naszego dziedzictwa! Możecie sobie przetrząsać sumienia takim, jak wy, bękartom Lenina. My nad winami naszych przodków medytujemy nad ich grobami, a spowiadamy się tylko z własnych – i nie w gazetach czy w telewizorze, a w konfesjonałach.

dr hab. Jacek Bartyzel
Jacek Bartyzel: Garota antyfaszyzmu


Jeszcze nie ucichła hucpa wzniecona przez makabrycznego bajkopisarza J.T. Grossa, a już kolejni tropiciele myślozbrodni wskazują następne ofiary wyselekcjonowane do rytualnych mordów me®dialnych.

Pewna gorliwa paniusia z czerwonego ZNP w Łodzi (nie wymieniam jej nazwiska, bo po co Herostratesom robić reklamę) zażądała, ni mniej ni więcej, tylko „dyskusji” nad usunięciem z lektur szkolnych takich „antysemickich” lektur, jak „Nie-Bo... rozwiń
Avatar
bodzio1488 / 21 lutego 2008 o 10:22
Ha, ha!!!! Kolejne bzdety. Strona działa i ma się dobrze, a pismo cały czas jest w sprzedarzy w niektórych empikach. Zamknijcie lepiej te żydowskie szczekaczki, jak macie pisać takie bzdury, które kupy się nie trzymają.
Avatar
chart / 21 lutego 2008 o 22:12
A to bardzo ciekawe, bo właśnie ją przeglądam. Czyżby panowie redaktorzy z "Dziennika" nie tylko nie umieli przejrzeć czasopisma w wersji papierowej, ale nawet nie potrafią posługiwać się internetem? Tak, to wzmaga zaufania do waszych publikacji.
Avatar
wydawca / 21 lutego 2008 o 11:13
Jacek Bartyzel: Garota antyfaszyzmu


Jeszcze nie ucichła hucpa wzniecona przez makabrycznego bajkopisarza J.T. Grossa, a już kolejni tropiciele myślozbrodni wskazują następne ofiary wyselekcjonowane do rytualnych mordów me®dialnych.

Pewna gorliwa paniusia z czerwonego ZNP w Łodzi (nie wymieniam jej nazwiska, bo po co Herostratesom robić reklamę) zażądała, ni mniej ni więcej, tylko „dyskusji” nad usunięciem z lektur szkolnych takich „antysemickich” lektur, jak „Nie-Boska komedia”, „Lalka” i „Chłopi”. Jeśli operacja „dezantysemityzacji” kanonu literatury polskiej (i nie tylko – Szekspir, na przykład, też jest do kasacji, choćby za „Kupca weneckiego”) przebiegnie sprawnie, to wkrótce lista lektur obowiązkowych będzie zapewne składała się z powieści wybitnej działaczki ZNP i „dziewczyny Szamana” (towarzysza Koby) – Wandy Wasilewskiej, no i oczywiście sekatora do przetrząsania naszych sumień, czyli „arcydzieł” Grossa. Przecież „sam” Adam Michnik już po gniocie o Jedwabnem obwieścił, że to największe wydarzenie w dziejach polskiej literatury od czasów Mickiewicza. Inicjatywę paniusi z ZNP wsparła także swoim autorytetem „sama” prof. Maria Janion pouczając gawiedź, że „Nie-Boska komedia” to „arcydzieło skażone”. Ta sama Janion, która doprowadziła do żałosnej ruiny – niegdyś tak kwitnącą – polonistykę, i to w kluczowym dla naszej tradycji obszarze badań literatury romantycznej, najpierw przez lata miażdżąc ją w prokrustowym łożu marksizmu, później modniejszych odmian lewackiego bełkotu. Dość powiedzieć, że z jej seminariów wyszła między innymi panna Kazia Szczuka, a to tylko telewizyjny wierzchołek góry lodowej, którą tworzą polonistyczne katedry w kraju, opanowane dziś przez gender studies i temu podobne pseudonaukowe bzdety.

Lecz furda paniusia z ZNP, która nadgorliwie wybiegła zanadto przed szereg, czym wystraszyła niejednego szermierza postępu, gdyż lekkomyślne ukazywanie tak dalekosiężnych celów mogłoby jednak obudzić potulnych i sennych tubylców do jakiejś reakcji. Lepiej przecież rzucać się na ofiary, które można zdefiniować w języku już dobrze ogranym i łatwo przyswajanym przez otumanioną publikę. Szczuć na Prusa-antysemitę, który skamieniały stoi sobie grzecznie na skwerku przed Wizytkami i patrzy na nas dobrodusznie swoimi ciepłymi oczami zza binokli – to już doprawdy zbyt prymitywne, żeby nawet „głupi Słowianin” to kupił. Ale zarzucić garotę na szyję jakiegoś żyjącego „faszysty” czy nawet „nazisty” – o, ten numer wciąż jest samograjem.

Dobrze sprawdzone w tym procederze rottweilery przyniosły właśnie triumfalnie do kwatery głównej tego polowania, czyli „Gazety Wyborczej”, świeży ochłap „nazisty”, wywęszony nie gdzie indziej, jak w Ministerstwie Kultury i Dziedzictwa Narodowego, a w postaci periodyku „Templum Novum”, który za czasów ministrowania Kazimierza Ujazdowskiego otrzymał dotację w wysokości „aż” 10 tysięcy zł (Dostają pieniądze i cytują nazistę, „GW” 20 II 2008). Głównym „myślozbrodniarzem” jest oczywiście redaktor naczelny „Templum Novum” – historyk i publicysta Mariusz Bechta, ale dostało się za brak czujności też ministrowi Ujazdowskiemu, pouczonemu, że nie tylko on, ale i podlegli mu urzędnicy winni mieć zawsze organ węchu niezawodnie wyczuwający „nazizm”. Mój Boże, Kazik Ujazdowski (mój wychowanek z tajnego kółka samokształceniowego i kolega z Ruchu Młodej Polski, zresztą) – taki wzorcowy przykład uśmiechniętego, przyjaznego ludziom i światu konserwatyzmu – i też prawie nazista, a przynajmniej „sponsor nazistów”! Co tu się jednak dziwić, jeśli tropicielami byli zaprawieni w takiej robocie funkcjonariusze „antyfaszystowskiej” czerezwyczajki pod nazwą „Nigdy Więcej”. Jeżeli przejrzeć (kto ciekaw) wyniki prowadzonego przez nich „monitoringu” (za czyje pieniądze, nawiasem mówiąc?), to widać, że działają oni według wypróbowanego jeszcze za tow. Jagody vel Jehudy wzorca w postaci okólnika naczalstwa: „jest w waszej obłasti, 15 tysięcy faszystów. Zlikwidować”. Nie trzeba się chyba rozwodzić nad tym, iż fakt, że dotację w tym okresie otrzymała także neobolszewicka „Krytyka Polityczna”, nie budzi zastrzeżeń strażników politycznej poprawności.

Typowy czytelnik „GW”, czyli tubylczy troglodyta z pretensjami do bycia „yntelygętem” i „europejczykiem”, nie ma oczywiście zielonego pojęcia czym jest „Templum Novum”, ale etykietka „nazizmu” wyjaśnia mu wszystko. Od razu wie dlaczego ma się zatrząść z oburzenia podczas tego seansu „dwóch minut nienawiści”. Nie tracąc jednak nadziei, że nie wszyscy jeszcze są tak wytresowani, spróbujemy przybliżyć pokrótce czym jest to pismo. Nie ukrywam, że jest w tym szczypta interesowności: sam bowiem zamieściłem w nim jedną rzecz, tj. szkic o metapolityce.

Jak kilka czy najwyżej kilkanaście innych tego typu periodyków o charakterze pisma idei, „Templum Novum” jest dziełem grupki bezinteresownych zapaleńców, zmagających się na co dzień z najbardziej przyziemną przeszkodą, czyli brakiem pieniędzy, lecz mimo to poświęcających swój czas i energię dla sprawy, którą kieruje wiara, że płomień idei musi być quand même podtrzymywany. Jego specyfiką jest przy tym zupełny brak ideologicznego sekciarstwa, otwartość – jeśli wolno użyć tego sprostytuowanego słowa – w tym znaczeniu, jakim jest ciekawość świata idei i chęć ich badania, nawet z ryzykiem potknięcia się o idee „zbójeckie”, co, jak widać, ma swoje skutki. Trudno jednoznacznie zaszufladkować jego profil: redaktor (Mariusz Bechta) jest „normalnym” katolikiem, dla którego przewodnikiem jest „Dominus Iesus”, zakorzenionym też mocno w tradycji polskiej (co widać także po jego pracach naukowych), lecz sprofilował pismo tak, że stało się ono autentycznym miejscem prezentacji stanowisk i dyskusji bardzo szerokiego spectrum polskiej prawicy (i nie tylko). Można na jego łamach przeczytać teksty tradycjonalistów katolickich, jak Adam Gwiazda czy Ryszard Mozgol, jak również tradycjonalistów „integralnych” spod znaku Evoli, jak Marek Rostkowski a nawet rodzimych „neopogan”, jak Barnim Regalica. Gościli tu i „postkonserwatyści” Tomasz Gabiś czy Arkadiusz Karbowiak, i konserwatywny monarchista Adam Wielomski, czołowy badacz myśli narodowej prof. Bogumił Grott i penetrujący rozmaite „trzecie drogi” Romuald Okraska, a także najciekawsi i najbardziej zadziorni historycy czasów najnowszych: profesorowie Paweł Piotr Wieczorkiewicz i Marek Jan Chodakiewicz. Są ważne archiwalia, jak przedwcześnie zmarłego publicysty katolickiego Kazimierza Sołtysika czy Ferdynanda Goetla. Gdybym miał zaryzykować jakąś tezę uogólniającą, to rzekłbym – biorąc pod uwagę, z jednej strony, zainteresowania i sympatie samego redaktora, historyka Narodowych Sił Zbrojnych, z drugiej zaś, częstą obecność pisarzy (całkowicie przemilczanych przez establishment) związanych z nurtem piłsudczykowskim (KPN): Bohdana Urbankowskiego i Jerzego Wawrowskiego – że symboliczną ojczyzną ideową pisma jest nurt heroicznego romantyzmu politycznego, obecny w XX wieku zarówno w tradycji piłsudczykowskiej, jak w niektórych odłamach obozu narodowego, jak „Sztuka i Naród” czy „żołnierze wyklęci” z NSZ i NZW. Jest to zatem z pewnością także to, czego tak nienawidzą Gross czy Ireneusz Krzemiński: „katoendecja”. Tylko że akurat ten jej odłam, który nie musi się dziś bać, że będą mu wypadać trupy kapusiów z szafy IPN-u.

Nie przypadkiem w podtytule pisma czytamy: „Kanonada Narodowego Romantyzmu” (co starsi, jak piszący te słowa, mogą skojarzyć nie tylko z okupacyjną Konfederacją Narodu czy z KPN, ale także z ruchem literackim: Konfederacja Nowego Romantyzmu, którego animatorem był właśnie dr Urbankowski). Podkreślam ten moment „romantyczności”, bo on ma także związek z dzisiejszą „aferą” – do czego jeszcze wrócę.

Niepospolicie ciekawa jest także rozpiętość tematów poruszanych przez autorów „Templum Novum”. Można tu przeczytać erudycyjny artykuł o źródłach średniowiecznej teologii politycznej w reformach cesarza Dioklecjana i tekst o lewicowym komunitaryście Christopherze Laschu, opowiadania kołymskie Warłama Szałamowa i blok poświęcony poezji Gałczyńskiego. Stoczona została dyskusja o aktualności nacjonalizmu, w której zresztą mocniej, moim zdaniem, zabrzmiały twierdzenia o jego anachroniczności. Nie ukrywam, że nie wszystko, co tam znalazłem, przypada mi do gustu; trudno na przykład było mi podzielić entuzjazm Manuela Ferrerasa-Tascóna dla latynoamerykańskich populistów, ale takie właśnie, naprawdę pluralistyczne, jest to pismo. Można odnieść do niego również słowa tyczące „Stańczyka”, które padły w wywiadzie z red. Gabisiem – że jest to „przestrzeń duchowej wolności”.

Specialité de la maison „Templum Novum” są także przekłady autorów obcych – na ogół wciąż mało w Polsce znanych i też reprezentujących duży wachlarz poglądów, zarówno współczesnych, jak i przedwojennych. Czytelnicy mogli zapoznać się i ze stanowiskiem proamerykańskiego liberała Pierre’a Manenta i zaciekłego wroga liberalizmu i Ameryki – „papieża” Nowej Prawicy, Alaina de Benoista; patriarchy amerykańskiego konserwatyzmu Russella Kirka i narodowego syndykalisty José Luisa Jéreza Riesco; z rzeczy dawniejszych – klasyka literatury katolickiej Giovanniego Papiniego i „prawicowego anarchisty” – Francisa Parkera Yockey’a. Lecz także – i tu dochodzimy do clou dzisiejszej „afery” – próbki tekstów charyzmatycznych postaci faszystowskiego mainstreamu lat 30. i 40. ubiegłego wieku, jak José Antonio Primo de Rivera, Maurice Bardèche czy Léon Degrelle.

Zakładam, że czytelnik tych słów może zadać sobie w tym miejscu pytanie: czy warto drukować takich autorów – i to nie tylko z powodów pragmatycznych, jako że „najlepszą częścią odwagi jest ostrożność”, jak mawiał Falstaff, i po co narażać się delatorom z „Nigdy Więcej”? Najprostszą odpowiedzią, jakiej udzieliłbym jako historyk myśli politycznej, byłoby, że warto chociażby ze względów poznawczych: dotąd, na ogół, autorów takich w Polsce można było czytać tylko w karykaturalnych opracowaniach historyków z marksistowskiej stajni. Ale oczywiście, gdybym na tym poprzestał, byłby to zwykły wykręt. Powiem zatem, że warto – a nawet trzeba – tłumaczyć i czytać autorów, nazwijmy ich tu umownie, faszystowskich, po to, aby odkłamać i zrozumieć jeden z najbardziej zmistyfikowanych fragmentów naszej historii, naszej – właśnie europejskiej – tradycji. Pierwszy a najbardziej nagminny fałsz, który trzeba odrzucić, to identyfikacja faszyzmu – jako zjawiska pewnej epoki – ze zbrodniami hitlerowskiego narodowego socjalizmu. Nicolás Gómez Dávila powiada arcytrafnie w jednym ze swoich scholiów, że nazizm jest odpowiedzialny nie tylko za swoje zbrodnie, ale za to, że „udając podobieństwo do pewnych szlachetnych tematów germańskiej medytacji, zamordował również nadzieję na nowy rozkwit Zachodu”.

Rzekłbym ja z kolei, że trzeba na nowo przeczytać – nie po to, aby z entuzjazmem, wykrzyknąć: „eureka!”, co znamionuje zawsze umysły tępe i prostacze, ale, aby zrozumieć – „nonkonformistów” z tamtej epoki: zrozumieć ich obawy i nadzieje, ich ideały i tragiczne pomyłki. Zrozumieć tę rozpacz, którą odczuwał młody Francuz, Hiszpan, Niemiec czy Polak widząc degrengoladę mieszczańskiej Europy, balującej na Titanicu w przeddzień bolszewickiej apokalipsy. Zrozumieć radykalizm tych „romantyków faszystowskich”, którzy widzieli, że tradycyjny konserwatyzm jest trupem niezdolnym do przeciwstawienia się żelaznym batalionom Trockiego czy Stalina, toteż trzeba przeciwstawić mu taką samą, i tak samo bezwzględną, żelazną pięść. Zrozumieć tych, którzy wciąż jeszcze karmieni w humanistycznych gimnazjach i liceach klasycznymi wzorcami, chcieli żyć „stylem doryckim”, woleli wznosić okrzyk „niech żyje śmierć!” i umrzeć młodo, ale bohatersko, jak Achilles, aniżeli zestarzeć się w hańbie rentierstwa, z opasłym brzuchem i wstęgą Legii Honorowej, kiedy wokół wszystko gnije i wali się świat. Zrozumieć dlaczego na przykład taki Andrzej Trzebiński patrząc na pomnik Sobieskiego mógł powtarzać sobie, że podchorążacy i Goszczyński z Nabielakiem zrobili w noc listopadową pierwszą prawdziwą rewolucję faszystowską.

Wybitny znawca faszyzmu w Polsce, prof. Andrzej Piskozub powiada, że faszyzm był „ideologią rozwścieczonego Europejczyka”. Koresponduje to z autooceną Alfreda Fabre-Luce’a, który wspominał – krytycznie – że stał się wówczas faszystą, ponieważ zmierzył postępy dekadencji Europy, którym mieszczański świat nie był w stanie zaradzić. Wielu także – od wspomnianego Piskozuba po choćby Paula Séranta – zgadza się z opinią, że faszyzm jako prąd intelektualno-polityczny Europy lat 30. był ostatnim stadium (i „przesileniem” – jak proroczo przeczuł to Brzozowski) długiej i skomplikowanej historii romantyzmu. Maksymalizm i radykalizm, estetyczna postawa wobec życia, heroizm i pogarda śmierci – wszystko to znalazło swoje ujście w „romantyzmie faszystowskim” – z całą jego wzniosłością, ale także ze wszystkimi pomyłkami i winami.

Warto podkreślić, że wszyscy „faszyści”, jakich przedrukowywało „Templum Novum” to zarazem tacy „dziwni faszyści” – by posłużyć się formułą badacza hiszpańskiej Falangi S.G. Payne’a. Wszyscy oni bowiem (José Antonio, Bardèche, Degrelle) byli katolikami i to żarliwymi, mistycznymi – na „średniowieczny” sposób, wszystkich ożywiał duch i etos „krucjatowy”. Chcieli być rycerzami krucjaty przeciwko śmiertelnemu wrogowi Boga i człowieka – komunizmowi. Z pewnością najbardziej kontrowersyjny – i trudny do pojęcia – jest tu właśnie przypadek Degrelle’a. Na pewno nie był to ideologiczny nazista (jak pisze o nim „Wyborcza”), lecz katolik i społeczny radykał, nienawidzący plutokracji na równi z bolszewizmem. Był też Degrelle autentycznym bohaterem, który na froncie antybolszewickim wykazał się – do końca, do słynnej rajdu samolotem z Norwegii do Hiszpanii – nieprawdopodobnym męstwem i brawurą. A jednak niepodobna też zaprzeczyć, że uległ jakiemuś amokowi osobistego uwielbienia dla Hitlera, wierząc jego deklaracji, że tenże „jest Grekiem” i widząc w nim obrońcę chrześcijańskiego Zachodu, jakiegoś następcę cesarzy Sacrum Imperium. Jest to zagadka psychologiczna trudna do pojęcia – i do usprawiedliwienia, ponieważ błędy duszy mogą być tylko – w razie skruchy – wybaczone, ale nigdy usprawiedliwione. Lecz trzeba też powiedzieć, wbrew kłamstwom „Wyborczej” i jej pomagierów, że redaktorzy „Templum Novum” żadnej aprobaty dla tego zbłądzenia Degrelle’a nie dają. Przeciwnie: opatrują jego tekst druzgocącym komentarzem krytycznym (Adama Wielomskiego). Oni tylko chcą zbadać i zrozumieć: to wszystko.

Powiedzmy na koniec, że Mariusz Bechta i jego koledzy podjęli godny uznania a nie opluwania trud, aby na przekór pesymizmowi kolumbijskiego reakcjonisty pokazać, że owe „szlachetne tematy medytacji” – nie tylko germańskiej – nie przepadły wskutek ich znieprawienia przez wyznawców prymitywnego kultu rasy i krwi, lecz że można na powrót nad nimi rozmyślać i w ten sposób służyć przyszłemu odrodzeniu Wielkiej Tradycji Zachodu. Natomiast gończym psom spod znaku antyfaszystowskiego gestapo możemy powiedzieć tylko jedno: wara wam od naszego dziedzictwa! Możecie sobie przetrząsać sumienia takim, jak wy, bękartom Lenina. My nad winami naszych przodków medytujemy nad ich grobami, a spowiadamy się tylko z własnych – i nie w gazetach czy w telewizorze, a w konfesjonałach.

dr hab. Jacek Bartyzel
Jacek Bartyzel: Garota antyfaszyzmu


Jeszcze nie ucichła hucpa wzniecona przez makabrycznego bajkopisarza J.T. Grossa, a już kolejni tropiciele myślozbrodni wskazują następne ofiary wyselekcjonowane do rytualnych mordów me®dialnych.

Pewna gorliwa paniusia z czerwonego ZNP w Łodzi (nie wymieniam jej nazwiska, bo po co Herostratesom robić reklamę) zażądała, ni mniej ni więcej, tylko „dyskusji” nad usunięciem z lektur szkolnych takich „antysemickich” lektur, jak „Nie-Bo... rozwiń
Avatar
bodzio1488 / 21 lutego 2008 o 10:22
Ha, ha!!!! Kolejne bzdety. Strona działa i ma się dobrze, a pismo cały czas jest w sprzedarzy w niektórych empikach. Zamknijcie lepiej te żydowskie szczekaczki, jak macie pisać takie bzdury, które kupy się nie trzymają.
Zobacz wszystkie komentarze 3

Skomentuj

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:
Twój komentarz został dodany

Pozostałe informacje

Kłótnia o sprzedaż alkoholu przy kościołach. "To jest igranie z Bogiem"

Kłótnia o sprzedaż alkoholu przy kościołach. "To jest igranie z Bogiem" 3 12

To jest igranie z panem Bogiem. To komentarz jednego z kraśnickich radnych odnośnie odległości, w jakiej mają być usytuowane punkty sprzedaży i podawania alkoholu od kościołów. W Kraśniku odległość ta musi być co najmniej 20-metrowa. Dyskusja w temacie sprzedaży alkoholu w mieście i ewentualnego nocnego ograniczenia tej sprzedaży była burzliwa. Ostatecznie żadne decyzje nie zapadły. 

Będzie al. Tadeusza Mazowieckiego w Lublinie. Radna PiS: Stalinowiec, agent

Będzie al. Tadeusza Mazowieckiego w Lublinie. Radna PiS: Stalinowiec, agent 85 43

Nowa droga na przedłużeniu ul. Bohaterów Monte Cassino otrzyma imię Tadeusza Mazowieckiego. W Lublinie będzie też skwer Władysława Bartoszewskiego

Jan Gilas. Bohater doczekał się ulicy w Lublinie
galeria

Jan Gilas. Bohater doczekał się ulicy w Lublinie 0 1

Był 9 września 1939 r., gdy na Lublin posypały się niemieckie bomby, jedna z nich wpadła do Ratusza i nie wybuchła. Ratuszowy woźny wyniósł ją z budynku i zmarł z wysiłku przed schodami. Jego imię nosi od wczoraj uliczka stykająca się z deptakiem. Tabliczkę z nazwą odsłaniała wzruszona rodzina

Pomnik Lecha i Marii Kaczyńskich powstanie w Lublinie. Radni podjęli decyzję
galeria
film

Pomnik Lecha i Marii Kaczyńskich powstanie w Lublinie. Radni podjęli decyzję 367 25

Jest zgoda na pomnik Lecha i Marii Kaczyńskich obok Centrum Kultury. Na jego budowę zgodziła się dziś Rada Miasta. Nie pozwoliła jednak, by wykonać go według wizji radnej PiS, Małgorzaty Suchanowskiej. Większość rady zdecydowała, że projekt będzie wybrany w konkursie. Nalegali na to radni Wspólnego Lublina

Nawet 53 tys. zł miesięcznie. Ekstra zarobki radnych w państwowych spółkach
galeria

Nawet 53 tys. zł miesięcznie. Ekstra zarobki radnych w państwowych spółkach 17 15

Od 36 do 53 tys. złotych miesięcznie – tyle średnio zarabiali w państwowych spółkach trzej radni wojewódzcy PiS. Chodzi o Andrzeja Pruszkowskiego, Jana Franię i Grzegorza Muszyńskiego. Tak wynika z ich oświadczeń majątkowych za 2017 rok.

Sprawdź co powinna robić przed snem kobieta
wiersze między newsami

Sprawdź co powinna robić przed snem kobieta 0 0

Lektura obowiązkowa dla feministek. W końcu ktoś wyliczył, jakie obowiązki mają gospodynie domowe i określił miejsce poezji w ich życiu

Kraśnicka: Już 130 pielęgniarek na zwolnieniach. Jest porozumienie z lekarzami
film

Kraśnicka: Już 130 pielęgniarek na zwolnieniach. Jest porozumienie z lekarzami 215 46

W piątek ma dojść do decydujących rozmów w szpitalu przy alei Kraśnickiej w Lublinie. W czwartek już 130 pielęgniarek było na L4.

Schetyna na UMCS: Ukraińscy politycy nie chcą już współpracować z polskimi władzami

Schetyna na UMCS: Ukraińscy politycy nie chcą już współpracować z polskimi władzami 7 16

- Polsko-ukraińskich relacji po prostu nie ma - w taki sposób przewodniczący PO podsumował relacje Polski z Ukrainą.

Nowe centrum rehabilitacji w Nałęczowie już otwarte (zdjęcia)
galeria

Nowe centrum rehabilitacji w Nałęczowie już otwarte (zdjęcia) 2 1

Otwarte jest już nowe centrum rehabilitacyjno-fizjoterapeutyczne "Werandki" w Nałęczowie. - To pierwszy tak nowoczesny ośrodek po wschodniej stronie Wisły. Wychodzimy na przeciw potrzebom pacjentów z całej Polski - tłumaczy jego dyrekcja. Będą tam mogli skorzystać z czterech "stref": kardiologii, ortopedii, treningu i diagnostyki.

Twórczość Szczepana Twardocha w Kazimierzu Dolnym
26 maja 2018, 16:00

Twórczość Szczepana Twardocha w Kazimierzu Dolnym 1 0

Co Gdzie Kiedy. Kazimierski Ośrodek Kultury, Promocji i Turystyki (ul. Lubelska 12) zaprasza na kolejną odsłonę Soboty Literackiej. 26 maja o godz. 16 odbędzie się spotkanie poświęcone Balladzie o pewnej panience Szczepana Twardocha.

Gmina Biała Podlaska: Inwestycje drogowe zablokowane, ceny za wysokie

Gmina Biała Podlaska: Inwestycje drogowe zablokowane, ceny za wysokie 3 0

Gmina Biała Podlaska musi powtarzać przetargi na roboty drogowe. Wszystko dlatego, że wykonawcy swoją pracę wyceniają coraz drożej.

Joanna Mucha: Prokurator powinien się zająć władzami stadniny w Janowie

Joanna Mucha: Prokurator powinien się zająć władzami stadniny w Janowie 0 17

Śledztwo w sprawie niegospodarności w stadninie koni w Janowie Podlaskim jest sztucznie przedłużane. Prokuratura powinna się zająć osobami, które obecnie tam rządzą, a dawny prezes Marek Trela powinien wrócić do pracy – przekonuje posłanka PO Joanna Mucha

Juwenalia 2018 w Białej Podlaskiej. Zdjęcia z korowodu studenckiego
galeria

Juwenalia 2018 w Białej Podlaskiej. Zdjęcia z korowodu studenckiego 0 2

We wtorek i środę odbyły się Juwenalia Państwowej Szkoły Wyższej im. Jana Pawła II w Białej Podlaskiej.

Hit transferowy w Pszczółce Polski Cukier AZS UMCS

Hit transferowy w Pszczółce Polski Cukier AZS UMCS 0 4

Brianna Joelle Kiesel zasiliła szeregi Pszczółki Polski AZS UMCS Lublin. 24-letnia Amerykanka ma na swoim koncie występy w najlepszej lidze świata, WNBA. Ostatnio reprezentowała szwedzkie Umea Udominate

Nocne sklepy z alkoholem w Lublinie nie zbankrutują. Pomysł radnych PiS nie przeszedł

Nocne sklepy z alkoholem w Lublinie nie zbankrutują. Pomysł radnych PiS nie przeszedł 0 16

Nie będzie w Lublinie ograniczeń nocnej sprzedaży alkoholu. Ich wprowadzenia chcieli radni PiS, ale większość Rady Miasta była temu przeciwna. W czwartek uchwalony został za to zakaz sprzedaży trunków m.in. obok szkół i kościołów. Radni ustalili też maksymalną liczbę zezwoleń dla sklepów i lokali gastronomicznych.

ALARM24

Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!

Najczęściej czytane

Dzisiaj · Tydzień · Wideo · Premium
Uwaga czytelniku!
Nie teraz Przeczytaj i wyraź zgodę

Informujemy, że w dniu 25 maja 2018 r. na terenie całej Unii Europejskiej, w tym także w Polsce, wejdzie w życie Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego w sprawie ochrony danych osobowych. W związku z tym chcielibyśmy Ci przekazać kilka informacji na temat zasad przetwarzania Twoich danych osobowych.

Rozumiem

Używamy plików cookies, aby ułatwić Ci korzystanie z naszego serwisu oraz do celów statystycznych. Jeśli nie blokujesz tych plików, to zgadzasz się na ich użycie oraz zapisanie w pamięci urządzenia. Pamiętaj, że możesz samodzielnie zarządzać cookies, zmieniając ustawienia przeglądarki. Więcej informacji w naszej polityce prywatności.