piątek, 15 grudnia 2017 r.

Lubelskie

Goło i niewesoło

  Edytuj ten wpis
Dodano: 15 stycznia 2002, 20:58
Autor: Maria Balicka

Największa w regionie hurtownia taniej odzieży w Świdniku zwalnia wszystkich pracowników. Jej upadek może pociągnąć za sobą małe sklepy. Wszystko przez ostrzejsze przepisy

- Dzięki "Galantowi” moja córka ma na pływalni najpiękniejsze kostiumy kąpielowe. Co to będzie, jak zostanie zlikwidowany? Będziemy chodzić nago - napisały klientki do Bogusława Kowalskiego, właściciela świdnickiej firmy.
A groźba zamknięcia działającej od 12 lat hurtowni jest realna. 55 pracowników firmy właśnie otrzymało wypowiedzenia. Umowy wygasną w marcu. Właściciel "Galanta” zaopatruje aż 1,5 tys. sklepów w regionie. Tak jak koledzy z branży ma kłopoty finansowe, bo poprzedni rząd zmienił przepisy. Według Kowalskiego importowanie ubrań sortowanych w Niemczech już się nie opłaca. Poza tym wygasa dotychczasowe zezwolenie. Na dodatek, w wyniku weryfikacji dokumentów przywozowych, celnicy przyłożyli domiary za trzy lata wstecz, w sumie na 1 mln zł. W efekcie hurtownia jest bliska bankructwa.
- Już miałem ofertę wynajęcia hal na dyskotekę, ale mam nadzieję, że się jeszcze obronię, że do tego nie dojdzie. Nie poddam się łatwo - zapowiada Kowalski.
"W tych sklepach są rzeczy, które nam odpowiadają. Za 50 zł możemy ubrać tu całą rodzinę. Na inne nie stać większości z nas: nie tylko emerytów i bezrobotnych. Dla nas to ratunek. To nie jest konkurencja dla fabryk, ani sklepów z odzieżą. Nie zamykajcie nam naszych sklepów”.
Listę z takim nagłówkiem i deklaracją zbierania podpisów na znak protestu przyniosły do jednego z lubelskich sklepów z używaną odzieżą stałe klientki. Są wśród nich nie tylko osoby źle sytuowane. Także zamożne i szykowne, ale oszczędne. Tu za niewielkie pieniądze mogą kupić markowy ciuch czy gustowny dodatek.
- Ale to się już kończy. Właśnie wróciłam z hurtowni w Wierzchowiskach. Też ciągnie na resztkach. Towar jest coraz gorszy i droższy. Jak tak dalej pójdzie, trzeba będzie zwijać interes - ocenia Jadwiga Mączka, właścicielka jednego z 300 lubelskich szmateksów. Ubierają się u niej studentki, urzędniczki, a nawet lekarki.
W Sawinie niedaleko Chełma jeszcze niedawno było pięć lumpeksów. Zostały tylko trzy. - Martwię się o przyszłość - mówi Barbara Jasińska, właścicielka jednego z nich. Handluje od 5 lat i widzi, jaka jest na wsi bieda. Klientki nierzadko proszą o odłożenie wybranego ciuszka do czasu, aż babcia dostanie rentę.
- Sami doszliśmy do tego, co mamy. Państwo nie dało nam tej pracy,
a nam ją zabiera. Transport, hurtownie, sklepy to praca dla armii ludzi. Klienci też stracą. Jak zabraknie tanich sklepów, to w innych ceny pójdą
w górę - mówi Adam Nieckoś z Zamościa.
W jego mieście też jest blisko 300 ciuchlandów.
I choć mają wielu klientów, ich właściciele drżą
o przyszłość.
  Edytuj ten wpis
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!