sobota, 10 grudnia 2016 r.

Lubelskie

Im płacą za siedzenie

Dodano: 20 listopada 2002, 22:06

Codziennie przed godz. 7 podpisują listę obecności. Potem czytają gazety, słuchają radia, jedzą kanapki. I idą do domu. Raz w miesiącu odbierają w kasie wypłatę. Od 770 do 1110 złotych.

Pracowali w magazynie. Pożegnali się z pracą w październiku ub. roku. Szef PGKiM w Hrubieszowie stracił do nich zaufanie po kontroli. Przyjęto nowych magazynierów a dla nich zabrakło miejsca. Poszli do sądu. Ten nakazał przyjąć ich z powrotem. Ostatniego dnia września wrócił do PGKiM Janusz Horajecki, kierownik działu zaopatrzenia i magazynów, a jednocześnie przewodniczący NSZZ Pracowników PGKiM, dzień później jego dwaj koledzy. Wtedy zaczęły się schody. Wszyscy teoretycznie rozpoczęli pracę, ale do tej pory nie kiwnęli nawet palcem. - Pytamy prezesa, co mamy robić. "Czekajcie, dam wam zajęcie. I nic” - irytuje się Wacław Bojarczuk, który jest przewodniczącym Komisji Zakładowej NSZZ "Solidarność”. - Załoga się denerwuje i ma rację - dodaje Horajecki. - Nic nie robimy i dostajemy tyle samo co wszyscy, a ja nawet więcej. Chcemy pracować, nic więcej.
PGKiM wypłaca im co miesiąc na rękę od 770 do 1110 zł. Za czas kiedy byli bez pracy otrzymali już łącznie ponad 16 tys. zł, ale to nie koniec. Złożyli w sądzie kolejny pozew. Domagają się od pracodawcy wynagrodzenia za okres, gdy mieli już korzystny wyrok sądu, ale jeszcze nie zostali przywróceni do pracy. - Według naszych obliczeń całość kosztów procesów sądowych, w tym wynajęcie adwokata - to ok. 50 tys. zł. Zapłaci pracodawca. To przykład rażącej niegospodarności - twierdzi Horajecki.
Co na to PGKiM? Prezes Czesław Czerkawski nie chciał wczoraj komentować sytuacji. - Poczekajmy do spotkania załogi naszej spółki z burmistrzem.
Franciszek Suchecki, burmistrz Hrubieszowa uważa, że stanowisko prezesa PGKiM jest karygodne. - W czwartek spotkam się z zarządem, radą nadzorczą i załogą. Rozwiązanie musi się znaleźć.
- Rocznie mamy do czynienia z kilkunastoma skargami pracowników, którzy pomimo wyroków, nie mogą wrócić do pracy - mówi Zbysław Momot, zastępca okręgowego inspektora pracy w Lublinie. - Pracodawca albo nie chce w ogóle przyjąć takiej osoby do pracy bądź ją szykanuje kierując do zajęć rażąco odbiegających od jej kwalifikacji. W pierwszym przypadku kierujemy sprawy do prokuratury. Niekiedy wystarczy nasza interwencja u pracodawcy.
Leszek Wójtowicz, (er)
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24

CENEO