sobota, 25 listopada 2017 r.

Lubelskie

Janowiec: Rada pedagogiczna pod obserwacją skarbnika gminy

  Edytuj ten wpis
Dodano: 1 września 2013, 16:11

Skarbnik gminy Janowiec uczestniczyła w obradach rady pedagogicznej miejscowego Zespołu Szkół, choć nauczyciele byli temu przeciwni. – To jawne łamanie prawa – uważa Leszek Bińczak, były dyrektor szkoły, powołując się na ustawę oświatową.

Rada pedagogiczna w janowieckim Zespole Szkół odbyła się w czwartek. Oprócz nauczycieli i dyrekcji placówki wziął w niej udział zwolniony w maju przez wójta były już dyrektor Leszek Bińczak.

– Byłem gościem, nie brałem udziału w pracach gremium, a jedynie je obserwowałem. Miałem do tego prawo, bo dostałem zgodę p.o. dyrektor i nauczycieli – tłumaczy Bińczak.

Takiej zgody nie dostała za to Zofia Cieloch, skarbnik gminy Janowiec, która też przyszła na radę. Kiedy o nią poprosiła sala buchnęła śmiechem. Urzędniczka wyszła za drzwi, ale po chwili pojawiła się na zebraniu i przez cały czas przysłuchiwała się obradom tłumacząc, że może to robić, jako przedstawiciel organu prowadzącego.

– To jawne łamanie prawa – uważa Bińczak. – Proszę spojrzeć w ustawę o systemie oświaty. Jest tam wyraźnie napisane kto i na jakich zasadach może brać udział w posiedzeniach rady pedagogicznej. Zgodnie z tym na sali nie powinno być nikogo oprócz dyrekcji, nauczycieli oraz ewentualnych zaproszonych gości.

Były dyrektor, który po zwolnieniu z funkcji jest w sporze z władzami gminy, podkreśla też, że uczestnicząc w radzie skarbnik usłyszała o sprawach, o których nie powinna wiedzieć.

– Były tam przecież podejmowane decyzje personalne, m.in. dotyczące promocji do następnej klasy uczniów mających jedynkę z jakiegoś przedmiotu – wyjaśnia Bińczak.

Co na to skarbnik Janowca? – Rada pedagogiczna nie jest żadnym gremium zamkniętym, na którym musi być zachowana tajność – uważa Zofia Cieloch.

– Pan Bińczak nie jest tu żadnym autorytetem w tej sprawie, ani też ustawodawcą. Równie dobrze mogę zapytać też jego, co tam robił i co wniósł do dyskusji. Przecież jest tylko byłym pracownikiem szkoły. A ja wiem, jakie mam prawa, jako przedstawiciel organu prowadzącego placówkę oświatową – dodaje Cieloch.

Dyrektor kontra wójt. Nie widać końca sporu

To kolejna odsłona przepychanek między byłym dyrektorem Zespołu Szkół Leszkiem Bińczakiem a wójtem gminy Tadeuszem Koconiem, nie widać. Spór trwa od kilku miesięcy. Pod koniec maja wójt zawiesił dyrektora, bo – jego zdaniem – niedostatecznie dbał o dyscyplinę finansową placówki.

Miał też nadużywać alkoholu, a na spotkaniach towarzyskich lżyć swoich współpracowników, a kobietom składać propozycje seksualne. Ten ripostował, że powód zwolnienia był zupełnie inny – miała to być kara za to, że nie chciał zatrudnić w szkole rodziny jednego z radnych.

Sytuacja zrobiła się kuriozalna, gdy zarządzenie wójta o zwolnieniu Bińczaka uchylił wojewoda lubelski, a w międzyczasie dokument ten wycofał... sam wójt.

– Szkołą zarządza pani wicedyrektor, której dałem pełnomocnictwo do końca 2013 roku – tłumaczy Tadeusz Kocoń. – Rzeczywiście cofnąłem zarządzenie o zwolnieniu pana Bińczaka, ale jednocześnie wypowiedziałem dyrektorowi umowę o pracę. Wojewoda nie jest władny tego zmienić. Pan Bińczak nie jest już pracownikiem szkoły.

13 września w puławskim sądzie pracy odbędzie się pierwsza rozprawa, na której Bińczak będzie domagał się od wójta przywrócenia do pracy i wypłaty wynagrodzenia za okres zwolnienia. Z kolei na 22 września wyznaczono termin referendum w sprawie odwołania wójta Koconia ze stanowiska.
  Edytuj ten wpis
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!