czwartek, 17 sierpnia 2017 r.

Lubelskie

Jaś powinien zostać w Polsce!

Dodano: 12 lutego 2008, 19:23

Ojciec Jasia jest Polakiem. Tak powiedziała lubelskim urzędnikom jego biologiczna matka, Białorusinka.

Chcieliśmy znaleźć tego mężczyznę, bo wtedy moglibyśmy automatycznie nadać Jasiowi obywatelstwo polskie. Matka obiecała wyjawić tożsamość ojca dziecka, ale się rozmyśliła - ubolewa Piotr Paszkowski, rzecznik Ministerstwa Spraw Zagranicznych.

To niezwykle kłopotliwa sytuacja. Z apelem do konsula, by zgodził się pozostawić dziecko w Polsce, powinien wystąpić rzecznik praw dziecka lub praw obywatelskich - uważa Paszkowski. Nieoficjalnie dowiedzieliśmy się, że może to nastąpić dzisiaj.

Dramat Jasia opisywaliśmy wielokrotnie. Chłopiec urodził się w Lublinie w kwietniu ub. roku. Cierpi na nieuleczalną chorobę genetyczną - mukowiscydozę. Matka Białorusinka zostawiła go tuż po narodzinach i zrzekła się praw do niego.

Chłopczykiem przez kilka miesięcy opiekował się szpital w Poniatowej, bo żaden inny nie zgodził się go przyjąć. W końcu pod koniec października trafił do rodziny zastępczej w Gdyni. Na początku stycznia o Jasia upomniała się Białoruś i zażądała jego wydania. W ub. tygodni lubelski sąd zgodził się na to. Malec trafi tam do ośrodka dla umysłowo chorych w Grodnie.

Tymczasem okazało się, że przed wyjazdem Jasio musi przejść badania kontrolne. Wczoraj trafił w tym celu na oddział szpitala w Gdańsku. Na badania nalegał Miejski Ośrodek Pomocy Społecznej w Gdyni.

- Mieliśmy spotkanie dotyczące zabezpieczenia stanu zdrowia dziecka w czasie transportu na Białoruś. Czekamy też na oficjalne postanowienie sądu, bo na razie go nie mamy. Dziś będziemy też rozmawiać z konsulem na temat transportu Jasia - mówi Franciszek Bronk, zastępca dyrektora MOPS.

Sprawa wywołuje duże emocje. - Skoro tak chcą zabrać Jasia na Białoruś, to dlaczego nie zapłacili do tej pory za jego leczenie w naszych szpitalach? Przecież to ich obywatel - mówi anonimowa osoba z otoczenia zastępczej matki chłopca.
- Leczenie dziecka w Poniatowej kosztowało 8 tys. zł. Nikt nam za to nie zapłacił. NFZ odmówił, podobnie Ministerstwo Zdrowia, twierdząc, że to obcokrajowiec - potwierdza Karol Stpiczyński, dyrektor Szpitala w Opolu Lubelskim, któremu podlega placówka w Poniatowej.
(mm)
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!