sobota, 21 października 2017 r.

Lubelskie

Kolędowanie nie jest proste

  Edytuj ten wpis
Dodano: 4 stycznia 2005, 22:23

Ksiądz Andrzej z Lublina po kolędzie chodzi od kilku lat. Odwiedził setki mieszkań. Jedną wizytę duszpasterską pamięta bardzo dokładnie. - Dostałem informację od swoich parafian, że w jednym z mieszkań mieszka kilka kobiet pracujących w agencji towarzyskiej - wspomina. - Szedłem tam z pewnymi obawami.

Jak się okazało, zupełnie niepotrzebnie. - Zadzwoniłem, zapukałem i usłyszałem tylko jakieś szmery i hałasy. Ktoś stał za drzwiami, ale nie otworzył. Po kilku minutach poszedłem dalej - wyjaśnia ksiądz.
Kolędowanie wcale nie jest prostą sprawą; zwłaszcza w dużym mieście. W końcu nigdy nie wiadomo, gdzie i na kogo się trafi. Jeden z lubelskich duszpasterzy akademickich wiedział, gdzie trafi: do domu studenckiego, w którym mieszkało... - Całkiem sporo obcokrajowców. Byli tam mieszkańcy Afryki, muzułmanie, a nawet jeden student z Trynidadu i Tobago. To były pouczające wizyty. Ci ludzie traktowali mnie bardzo życzliwie - podkreśla ksiądz. I zaraz dodaje, że rzadko miał okazję tak interesująco rozprawiać o kwestiach wiary.
Kolędujący księża twierdzą, że nie otwiera im 10, góra 15 proc. odwiedzanych. - Na wsi jest takich jeszcze mniej - dodaje ks. Stanisław, z niewielkiej, podlubelskiej parafii. - Kiedy tylko zbliżam się do jakiegoś domu, zawsze ktoś po mnie wychodzi, a w środku czeka poczęstunek czy gorąca herbata.
I koperta. W środku od kilkunastu do kilkudziesięciu złotych. Ale są tacy, co dają dużo, dużo więcej.
Księżą katoliccy chodzą z kolędą od ubiegłego tygodnia. Wkrótce dołączą do nich prawosławni. - Dziennie będziemy odwiedzać po kilkanaście domów - mówi ks. Andrzej Łoś z prawosławnej diecezji lubelsko-chełmskiej. - W całym Lublinie i Świdniku mamy do odwiedzenia 300 mieszkań, więc mamy czas i na modlitwę, i na długie rozmowy.
Księża prawosławni, w przeciwieństwie do katolickich, odwiedzają tylko i wyłącznie mieszkania swoich parafian. - Ja pukam do każdych drzwi i szukam katolików - tłumaczy ks. Andrzej. - W dużym mieście co chwila ktoś się przeprowadza czy wyjeżdża. Mam okazję poznać także nowych parafian.
Kiedyś trzeba było ich poznawać znacznie bardziej szczegółowo. Ks. prof. Ryszard Kamiński z Instytutu Teologii Pastoralnej KUL jest znawcą zagadnienia. - Początkowo, czyli w średniowieczu, kolęda była obowiązkową daniną za opiekę duszpasterską. W XV wieku wykorzystywano ją do tępienia praktyk zabobonnych - wylicza profesor. - Dopiero w XVIII zaczęła przybierać dzisiejsze formy, czyli wizytę mającą na celu poznanie parafian i ich problemów. Przy okazji prowadzono spis wiernych.
A co dziś jest celem kolędy? Pobłogosławienie i ożywienie kontaktów księdza z wiernymi. - I sprowadzenie ducha miłości i pokoju - dodaje ks. Kamiński.

Andrzej Mańka, lubelski poseł Ligi Polskich Rodzin

Ja już księdza przyjąłem i to zgodnie z tradycją. Rodzina była w komplecie, a na stole był biały obrus, woda święcona i kropidło. Ile dałem na ofiarę? To niech już pozostanie moją i Kościoła tajemnicą.


Izabella Sierakowska posłanka SdPL z Lublina

Mieszkamy na wsi i naszego księdza dobrze znamy i dobrze z nim żyjemy. Ale ja też nie powiem, ile daliśmy. Raz, że to nie uchodzi, a dwa, że to dzieci dawały.
  Edytuj ten wpis
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!