sobota, 19 sierpnia 2017 r.

Lubelskie

Kto komu przykręci śrubę?

Dodano: 24 sierpnia 2006, 20:09

Władze Bogdanki oskarżają NIK o atak na spółkę, kiedy ważą się jej losy. Szefowi kontrolerów zagroziły sądem. Ten zapewnia, że jego ludzie działali rzetelnie, a władze kopalni same wcześniej twierdziły, że górnikom grozi niebezpieczeństwo.

O wynikach kontroli NIK w Bogdance pisaliśmy wczoraj. Po jej zakończeniu skierowano do prokuratury aż trzy zawiadomienia. Śledczy mają zbadać m.in., czy górnicy pracujący pod ziemią nie byli narażeni na niebezpieczeństwo.
- Dyrektor Cichosz (szef lubelskiej delegatury NIK - red.) przeszarżował. Mimo naszych wyjaśnień, NIK z uporem powtarza te same oskarżenia i udowadnia postawioną z góry tezę - oburza się Stanisław Stachowicz, prezes Lubelskiego Węgla Bogdanka S.A. Poruszyło go zwłaszcza porównanie niebezpieczeństwa w Bogdance z zawaleniem się hali w Katowicach. Według władz firmy, rozpowszechnianie wieści o "istnieniu realnego zagrożenia dla życia i zdrowia pracowników” to nadużycie.
O co cała awantura? O śruby M-24 i strzemiona do montażu obudowy podziemnych chodników. Kontrolerzy twierdzą, że nie miały one wymaganych atestów i dlatego są niebezpieczne dla górników. Kopalnia kupowała je od 2001 roku od firmy Kozamex. - Na 250 tysięcy zerwało się 88 śrub. Jako jedyni w Polsce poinformowaliśmy o tym Główny Instytut Górnictwa - podkreśla Stachowicz. - Z każdą dostawą przychodził atest, potwierdzający bezpieczeństwo produktu.
Jednak według kontrolerów, Kozamex używał podczas przetargów podrobionych dokumentów technicznych. Władze spółki przywołują ekspertyzy Akademii Górniczo Hutniczej, Politechniki Śląskiej oraz urzędów górniczych. Wynika z nich, że specjaliści nie wykryli wzrostu zagrożenia w kopalni.
- Jak zarząd Bogdanki może mówić, że nie było niebezpieczeństwa, skoro jeszcze niedawno sam je zauważał? - pyta Marian Cichosz, szef lubelskiej delegatury NIK, który przesłał do naszej redakcji kopię pisma do Kozamexu podpisanego przez Zbigniewa Krasowskiego zastępcę prezesa spółki. Jest tam napisane, że Krasowski w kwietniu 2005 roku alarmował po kolejnym zerwaniu śruby: "Przedstawiony problem stanowi wielkie zagrożenie dla ludzi pracujących w wyrobisku”.
- Badaliśmy sytuację z lat 2001-2005, a władze Bogdanki powołują się na ekspertyzy z 2006 roku, kiedy sytuacja w kopalni mogła być już lepsza - Cichosz podkreśla, że kontrolerzy korzystali z ekspertyz specjalistów.
Afera wybuchła w chwili, kiedy ważą się losy Bogdanki. Rząd planuje przyłączyć spółkę do grupy energetycznej z Eneą i elektrownią w Kozienicach. Władze spółki i związki zawodowe ostro protestują. Uważają, że to degradacja dla dobrze prosperującej firmy.
W czerwcu Ministerstwo Skarbu Państwa zmieniło radę nadzorczą Bogdanki. Ta może wymienić zarząd firmy. Podobnie stało się już w innych państwowych firmach np. Zakładach Azotowych Puławy S.A.





Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!