niedziela, 17 grudnia 2017 r.

Lubelskie

Kupował stacje benzynowe i nie płacił tyle ile obiecał. Milionowe straty sprzedających

Dodano: 1 czerwca 2015, 12:50

Właściciel sieci stacji paliw odpowie za milionowe oszustwa. Według prokuratury, Jacek T. kupował kolejne obiekty, ale nie płacił sprzedającym tyle, ile obiecał. Mężczyzna został zatrzymany przez policjantów z Centralnego Biura Śledczego.

39-latek z Warszawy na przestrzeni kilku ostatnich lat powiększał swoje „imperium”. Śledczy wpadli na jego trop wiosną. – Mężczyzna kupował kolejne stacje paliw wraz z całą infrastrukturą, wprowadzając w błąd poprzednich właścicieli, co do zamiaru zapłaty wcześniej wynegocjowanej ceny – informują policjanci.

Schemat działania Jacka T. był prosty. Szukał ofert sprzedaży stacji paliw, a później ustalał ze sprzedającym cenę. Następnie umawiał się na podpisanie aktu notarialnego na zakup nieruchomości.

– Bezpośrednio przed jego podpisaniem proponował jednak wpisanie zaniżonej wartości nieruchomości – mówi Beata Syk-Jankowska, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Lublinie. – Pozostałą kwotę miał przekazać sprzedającym w gotówce, po wizycie u notariusza, czego nie czynił.

Według śledczych, sprzedający stacje ponosili milionowe straty. Jacek T. remontował i wynajmował nieruchomości kolejnym osobom, doskonale na tym zarabiając.

Chociaż 39-latek mieszka w Warszawie, to z ustaleń prokuratury wynika, że wszystkich oszustw dokonywał w tej samej kancelarii notarialnej w Piaskach. Usłyszał zarzuty dotyczące pięciu wyłudzeń.

Według prokuratury w marcu ubiegłego roku umówił się z właścicielami stacji benzynowej w Kutnie, że kupi ich nieruchomość za 1,8 mln. Przekonał sprzedających, by w akcie notarialnym wpisać tylko kwotę 800 tys. zł. Pozostały milion złotych Jacek T. miał zapłacić w gotówce, czego według śledczych nie zrobił.

Podobny scenariusz miał zrealizować trzy miesiące później, kupując stację benzynową w Domaniewicach. Zamiast 1,8 mln zł, w akcie notarialnym wpisano ponad 440 tys. zł. Pozostałych pieniędzy sprzedający nie dostali.

Zdaniem śledczych, Jacek T. w identyczny sposób przejął stacje paliw w Ropczycach. Nie zapłacił wówczas umówionych 1,7 mln zł. W przypadku Tczewa i Krakowa, straty sprzedających miały wynieść odpowiednio 2 i 1,2 mln zł.

Policjanci z CBŚ zatrzymali zarówno Jacka T., jak również jego partnerkę, 32-letnią Katarzynę W. Kobieta odpowie za współudział w trzech oszustwach. W ich warszawskim mieszkaniu zabezpieczyli szereg różnego rodzaju dokumentów oraz ok. 2 mln zł w gotówce.

– Oboje przesłuchani nie przyznali się do winy. Złożyli wyjaśnienia, których z uwagi na dobro śledztwa nie ujawniamy – dodaje Syk-Jankowska.

Śledczy nie zdradzają również, czy będą podejmowane jakiekolwiek czynności wobec notariusz, u której podpisywano akty dotyczące sprzedaży stacji paliw. Jacek T. został tymczasowo aresztowany na 3 miesiące. Grozi mu do 10 lat więzienia. Śledczy apelują, by osoby które mają informacje o działalności 39-latka kontaktowały się z lubelskim Zarządem Centralnego Biura Śledczego Policji.

Czytaj więcej o: policja stacje benzynowe
Gość
Antoni M.
Gość
(22) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Gość
Gość (24 stycznia 2016 o 10:08) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Schemat działania jest taki: Jacek Tymicki ogólnie mieszkaniec Lublina w Warszawie zameldowany będzie z wami negocjował zakup stacji paliw, potem do aktu notarialnego zabiera ze sobą mecenasa Pawła Kaczkowskiego i umawia się na akt notarialny w Kancelaria Notarialna notariusz - Halina Żołnierczuk-Madej w Piaskach. Potem zaproponuje wam część kasy pod stołem. Jak się zgodzicie akt będzie podpisany, jak się nie zgodzicie to do aktu nie dojdzie. Tymicki wymyśli jakiś powód że przesuwa akt na inny termin. Fakt jest taki że jak Tymicki Jacek wyczuje że nie pójdziecie na układ z obniżoną ceną to do zakupu nie dojdzie. Paweł Kaczkowski jego mecenas i notariusz Halna Żołnierczuk Madej to są ludzie z nim powiązani i wszędzie w sprawach on ich powołuje na świadków jego transakcji.
Rozwiń
Antoni M.
Antoni M. (4 czerwca 2015 o 12:35) 0
Zaloguj się, aby oddać głos

 

Bo mafia paliwowa to rząd,mafia paliwowa dała 18 mln na kampanię Bronka,to kto poskoczy ,kto ich ruszy ??

Ja
Rozwiń
Gość
Gość (4 czerwca 2015 o 08:17) 0
Zaloguj się, aby oddać głos

To komuchy z dawnych służb specjalnych

Rozwiń
guest
guest (3 czerwca 2015 o 16:29) 0
Zaloguj się, aby oddać głos

Bo mafia paliwowa to rząd,mafia paliwowa dała 18 mln na kampanię Bronka,to kto poskoczy ,kto ich ruszy ??

Rozwiń
Jan Piński
Jan Piński (3 czerwca 2015 o 15:42) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Dlaczego rząd nie likwiduje mafii paliwowej?

Co najmniej 3 mld zł rocznie traci budżet państwa z powodu nielegalnego handlu paliwami. Traci również kilka tysięcy uczciwych przedsiębiorców, którzy nie są w stanie konkurować z firmami mafii paliwowej, niepłacącymi akcyzy i podatków. – W latach 2006–2007 przy Ministerstwie Finansów działał specjalny zespół powołany przez premiera, złożony z funkcjonariuszy służb, prokuratorów i specjalistów z resortu finansów. Wypracowali dwa rozwiązania, które całkowicie zlikwidowałyby ten problem – mówi w rozmowie z „Uważam Rze" Bogdan Święczkowski, były szef ABW. – Pierwszym było doprowadzenie do zmniejszenia dysproporcji wysokości akcyzy między olejem napędowym a opałowym. Dziś ta różnica to kilkaset procent. Drugim było doprowadzenie do tego, żeby kasy były bezpośrednio na dystrybutorach. Jeżeli można nakazać taksówkarzom posiadanie kas fiskalnych, to tym bardziej można opodatkować stacje benzynowe. Nie rozumiem, dlaczego przez sześć lat rządów PO nie wprowadzono rozwiązań wypracowanych przez tamten zespół – podsumowuje Święczkowski. – Mafia paliwowa praktycznie przestałaby istnieć. Prokuratorzy mieliby mniej roboty, ale politycy mniej pieniędzy – komentuje prof. Robert Gwiazdowski, prezydent Centrum im. Adama Smitha.

Rachunek za bezczynność

W Polsce są dwa rodzaje lewego paliwa. Pierwsze pochodzi z przemytu. Drugie ze zmieszania (tzw. blendowania) różnych związków chemicznych (nieobłożonych akcyzą), w wyniku czego otrzymuje się pełnowartościowe paliwo. Wprowadza się je później do obrotu przez sieć spółek popularnie zwanych słupami. Państwo traci na akcyzie, bo ta jest pobierana przez producenta lub importera towaru akcyzowego. Tracą też uczciwi przedsiębiorcy, bo ich towar jest znacznie droższy i nie ma szans w starciu z taką konkurencją.

Tego typu oszustwo jest jednym z popularniejszych na świecie i znaleziono metody, by je błyskawicznie wyeliminować. Trzeba zwyczajnie przerzucić płatność akcyzy na punkt dystrybucji. Czyli przy kasie. W efekcie rentowność sprzedaży lewego paliwa drastycznie spadnie, bo akcyza, podatek VAT i opłata paliwowa to ponad 50 proc. ceny. A nikt nie jest w stanie masowo sprzedawać paliwa z cysterny.

W ten sposób walkę z mafią paliwową wygrano w latach 70. XX wieku w USA. Tamtejsza mafia, założona przez emigrantów z ZSRR (tzw. fala lat 70.), stosowała taki sam proceder jak grupy przestępcze w Polsce. Biznes był opłacalny, mimo że w USA akcyza jest znacznie niższa niż w krajach europejskich i nie ma podatku VAT.

W Polsce rocznie z tytułu akcyzy od paliw silnikowych (czyli benzyny i oleju napędowego) do budżetu trafia aż 26 mld zł. – Szacujemy, że szara strefa to około 10 proc. rynku – mówi Leszek Wieciech, dyrektor Polskiej Organizacji Przemysłu i Handlu Naftowego (POPHN). W 2012 r. akcyzę na olej napędowy podniesiono o 14 proc. Wpływy do budżetu wzrosły jednak minimalnie, a wypadku oleju opałowego, obłożonego ulgową stawką, nawet spadły – z 356 mln zł do 272 mln zł.

Oficjalnie na działaniach mafii paliwowej Skarb Państwa traci rocznie miliard złotych. Takie są przynajmniej wyniki wyrywkowych kontroli prowadzonych przez Służbę Celną. W 2011 r. wykryto oszustwa na podatku VAT na kwotę 421 mln zł, a na akcyzie na 569 mln zł. Rok później było to odpowiednio 661 mln zł i ponad 362 mln zł. Te ujawnione straty pokazują, że szacunki mówiące nawet o 3 mld zł strat budżetowych mogą być zaniżone.

Według Marka Matuszewskiego, posła PiS, który przez wiele lat działał w radzie nadzorczej spółki paliwowej, zapotrzebowanie na lewe paliwo jest w dużej części winą polityki państwowych gigantów branży. – Na produkcji i sprzedaży hurtowej Orlen zarabia od 60 do 70 gr na litrze, a na sprzedaży detalicznej na swoich stacjach w ogóle nie zarabia. Cena paliwa w hurcie jest taka sama jak detaliczna na stacji Orlen czy Bliska. No to w jaki sposób przedsiębiorca ma na stacji zarabiać? Jeżeli Orlen nie daje mu nawet minimalnego zarobku? Na mafijne paliwo łaszczą się ci, którzy mają do wyboru bankructwo albo ryzyko – tłumaczy Matuszewski w rozmowie z „Uważam Rze". – Wyjściem – jak w niektórych krajach – jest rozdzielenie finansowania produkcji i dystrybucji, czyli ustawowy zakaz przepływu pieniędzy. Detal Orlenu powinien się sam finansować. Ludzie pobrali kredyty i myśleli, że to jest normalny, wolny kraj... Mały czy średni przedsiębiorca na litrze paliwa zarabia 0–2 gr, a żeby przeżyć, musi zarabiać 20 gr. Dlatego w krajach zachodnich rozdzielono produkcję i detal – mówi Matuszewski. Jak dodaje, sam nie jest zwolennikiem poboru akcyzy na dystrybutorach. Obawia się nałożenia przez państwo dodatkowych obowiązków na drobnych przedsiębiorców, którzy i tak są nadmiernie dociążeni.

http://www.uwazamrze.pl/artykul/1031525/dlaczego-rzad-nie-likwiduje-mafii-paliwowej

Rozwiń
Zobacz wszystkie komentarze (22)

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!