poniedziałek, 23 października 2017 r.

Lubelskie

Letnicy płonęli jak pochodnie

  Edytuj ten wpis
Dodano: 30 czerwca 2006, 21:07

Zbigniew T. długo nie zapomni tej nocy. Dom jego sąsiadów stanął w ogniu. Poparzeni ludzie krzyczeli z bólu. Z hukiem pękały szyby...
W nocy z czwartku na piątek zapalił się drewniany dom letniskowy w Jagodnie nad jeziorem Zagłębocze. 51-letnia właścicielka posesji Anna Sz., 46-letnia Halina M. oraz jej syn 16-letni Mateusz wydostali się na zewnątrz. W szoku pobiegli do jeziora, aby schłodzić rany.

Sąsiad ofiar, Zbigniew T., natychmiast wybrał ratunkowy numer 112. O godz. 1.37 zgłoszenie odebrali strażacy z oddalonej o 25 km Łęcznej. - Miało się palić w Lejnie, w powiecie parczewskim - mówi asp. sztab. Sławomir Michalski, rzecznik prasowy Państwowej Straży Pożarnej w Łęcznej. Dlatego informację przekazano do Parczewa. Kiedy ekipy ratunkowe dojechały na miejsce dochodziła 2.15 i było już po pożarze. Zastali tylko zgliszcza.
- Zgłoszenie było na tyle nieprecyzyjne, że pojechaliśmy na drugi brzeg jeziora. A taki domek pali się błyskawicznie - tłumaczy opóźnienie mł. bryg. Janusz Krasuski, komendant z Parczewa.
Kiedy strażacy błądzili wokół jeziora, wokół pogorzeliska rozgrywał się dramat. Biegnącą do wody trójkę ofiar zatrzymała Karolina Gwiazda, absolwentka Akademii Medycznej. - Byli strasznie poparzeni - opowiada. - Podałam im nurofen od bólu i pantenol od poparzeń. Polewaliśmy ich wodą. Mówili, że domek zajął się od kadzidełka przeciwko komarom.
Karetki zabrały poszkodowanych z poparzeniami drugiego stopnia do szpitala w Parczewie. Stamtąd do Lublina, bo w Centrum Leczenia Oparzeń w Siemianowicach na Śląsku, gdzie leczą tak poważne poparzenia, nie było wolnych miejsc.
- Jedna osoba jest w stanie ciężkim i rokowanie, co do jej zdrowia i życia jest niepewne. Stan pozostałych jest zadowalający - usłyszeliśmy wczoraj ok. godz. 19 od lekarza dyżurnego z Kliniki Chirurgii Urazowej i Medycyny Ratunkowej przy ul. Staszica w Lublinie.
W Jagodnie huczy. Mieszkańcy oskarżają strażaków o nieudolność. - Nie chcieli nam dać apteczki. Mówili, że się nie znają na oparzeniach.
- A co apteczka mogła pomóc przy oparzeniu? - broni się Tadeusz Przesmycki, komendant Ochotniczej Straży Pożarnej w Sosnowicy.
Ale wysuwają też cięższy zarzut. - Niektórzy ze strażaków byli pod wpływem alkoholu - twierdzą. - Ale gdy policja wzięła ich na alkomaty, to ci pijani już uciekli.
- To letnicy byli pijani - denerwuje się Józef Matejuk, komendant OSP w Orzechowie Nowym. I powołuje się na badanie alkomatem, jakie policjanci przeprowadzili po akcji ratunkowej. - Policja z Łęcznej nie stwierdziła, żeby któryś ze strażaków był pod wpływem alkoholu.
Strażacy wstępnie przyjęli, że przyczyną pożaru było zwarcie w instalacji elektrycznej.
Sebastian Pawlak, Rafał Panas

Ryszard Starko - rzecznik prasowy lubelskiego komendanta wojewódzkiego PSP

- W domkach letniskowych trzeba sprawdzać, czy kable są całe (mogły je uszkodzić gryzonie), czy nie ma przebić. Domki są nieużywane przez część roku. Wilgoć i pleśń mogą powodować zwarcia. Budynki stoją zazwyczaj na małych działkach. Ludzie, budując się, nie pamiętają, żeby zapewnić dojazd dla strażaków czy pogotowia ratunkowego. •
  Edytuj ten wpis
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!