sobota, 19 sierpnia 2017 r.

Lubelskie

Lublin chce eksportować towary do Japonii i na Słowację

Dodano: 8 kwietnia 2014, 15:30

Szukając kontrahentów w Japonii należy uzbroić się w cierpliwość. Zaś w Rosji należałoby postawić na innowacje. W podlubelskiej Elizówce dyskutowano o obiecujących rynkach dla naszych produktów rolno-spożywczych

Na rynek japoński nie wchodzi się z dnia na dzień. Japończycy bardzo rzadko decydują się na szybkie podpisanie umowy o współpracy. - Zwykle trwa to 2-3 lata - uprzedza Eliza Klonowska-Siwak z Ambasady RP w Tokio. Sporo barierą jest również język. Próbować jednak należy i to nie tylko na rynkach azjatyckich, ale też europejskich. Przekonywali o tym uczestnicy wczorajszej konferencji "Eksport przyszłe kierunki rozwoju”, którą zorganizowano w sali konferencyjnej Lubelskiego Rynku Hurtowego. Uczestniczyli w niej m.in. przedstawiciele ambasad. Praktycznych rady było sporo. W Japonii najlepiej zacząć od udziału w targach branżowych, np. w tych z obszaru rolno-spożywczego organizowanych przez ambasadę RP w lutym. - Należy przyjechać na takie targi, wystawić swoje produkty, wymienić się ok. 200-300 wizytówkami - wylicza Klonowska-Siwak. Japończycy stawiają na bezpośredni kontakt. Nie lubią ani kontaktów telefonicznych, ani e-mailowych. - Chcą się spotkać, uścisnąć rękę. Podczas spotkania pada mnóstwo pytań, czasem takich samych. Japończycy chcą mieć jednak pewność, że odpowiedź będzie taka sama - tłumaczy przedstawicielka Ambasady RP w Tokio. - Dobrze, jeśli takie spotkanie odbywa się w ambasadzie. Na rynku japońskim zainteresowaniem cieszyła się wieprzowina, która stała się już rozpoznawalna w tym kraju. Niestety, ze względu na potwierdzone w Polsce dwa przypadku afrykańskiego pomoru świń, wwóz mięsa został wstrzymany. Sytuacja jest patowa. - Od 2 miesięcy walczymy z tym zakazem m.in. poprzez rozmowy z przedstawicielami ministerstw - zdrowia i rolnictwa - zaznacza Klonowska-Siwak. Nie dotyczy to tylko wieprzowiny. - Od 20 lat polska wołowina nie funkcjonuje na rynku japońskim. W tym roku jest szansa, że to się zmieni - ma nadzieję Klonowska-Siwak. Udowodnić Rosji Na razie eksportować wieprzowiny nie możemy również do Rosji. - Nie jest to łatwa sytuacja, zwłaszcza dla producentów działających w branży objętej embargiem - mówi Michał Szymczak z Ambasady RP w Moskwie. Decydując się jednak na współpracę z Rosjanami należy skupić się na mniej popularnych obszarach. - Od najbliższego Polsce obwodu kurskiego po Władywostok - podaje Szymczak. - W Rosji zainteresowaniem cieszą się m.in. firmy działające w sektorze przetwórstwa. Ambasada służy pomocą. - W ostatnim czasie staramy się stawiać na innowacyjność. Chcemy udowodnić Rosji, że Polska nie tylko jabłkiem stoi (co drugi owoc z Polski trafia na rosyjski rynek - red.) - dodaje przedstawiciel Ambasady RP w Moskwie. Dla Słowaków tanio Kolejnym krajem, na którym polskie produkty mogą być konkurencyjne jest Słowacja. - Polska żywność jest tańsza. Jest równie dobra, jak słowacka. Dodatkowym atutem dla województwa lubelskiego jest również to, że jest dość blisko - przekonuje Tomasz Chłoń, ambasador Polski na Słowacji. Zdaniem ambasadora, dodatkowym atutem jest łatwość porozumiewania się między przedstawicielami obu państw. W ubiegłym roku obroty polsko-słowackie były na poziomie 7,1 mld euro. - Produkty rolno-spożywcze eksportowane na Słowację stanowią 17 procent - podaje ambasador Chłoń. Zdaniem Mieczysława Twaroga, prezesa Stowarzyszenia Eksporterów Polskich, łatwiej jest działać w grupie. - Pojedynczo jest trudno zdobyć partnerów zagranicznych - podkreśla Twaróg. - Aby oferta eksportowa była ciekawa siły muszą połączyć środowiska naukowe i wytwórcy.
Czytaj więcej o: Lublin inwestycje biznes
marcel
mordotymoja
50+
(4) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

marcel
marcel (29 kwietnia 2014 o 10:49) 0
Zaloguj się, aby oddać głos

Andrej Babiś i jego firmy nie wpuszczą na rynkek słowacki i czeski polskiej żywności. Zapomnijcie o tym. Jego władza i pieniądze sprawiają, że wszystko co polskie na tych rynkach to "be". I tu stoi zadanie przed panem ambasadorem aby tak nie było. Ale czy on coś robi w tym kierunku ? Myślę że nie... Tak więc ten rynek nie jest dla polskich firm.... Tyle w temacie.....

Rozwiń
mordotymoja
mordotymoja (21 kwietnia 2014 o 09:10) 0
Zaloguj się, aby oddać głos

Ja też dużo chce.Piszcie o przedsięwzięciach dokonanych.Przez to chcenie doprowadzacie naród do nędzy.

Rozwiń
50+
50+ (11 kwietnia 2014 o 18:20) 0
Zaloguj się, aby oddać głos

Na rynku jaPOńskim jedynie lubelskie bezrobocie można eksPOrtować!!

POzostałe usługi są w POlsce droższe i GORSZE....

Rozwiń
BojKot
BojKot (8 kwietnia 2014 o 17:25) 0
Zaloguj się, aby oddać głos

Do wyborów pozostało 1,5 miesiąca...

Hipokryci nad hipokrytami, którzy doprowadzili do deficytu zamówień publicznych na rzecz krajowych firm do poziomu 2955 procent.

"W 2013 r. zagraniczne firmy zdobyły w Polsce zamówienia publiczne za niemal 60 mld zł. Polskie spółki za granicą zarabiają grosze - alarmuje "Puls Biznesu".

Tymczasem polskie firmy na międzynarodowym rynku zamówień publicznych prawie nie istnieją. W ubiegłym roku wygrały zaledwie 89 zagranicznych przetargów za 0,4 mld zł. Jeśli traktować zamówienia publiczne jako kategorię handlu międzynarodowego, Polska ma tu gigantyczny deficyt równy 2955 proc."

Dlatego ja już wybrałem wyborów... bojkot!

Rozwiń
Zobacz wszystkie komentarze (4)

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!