niedziela, 17 grudnia 2017 r.

Lubelskie

Mamy coraz grubsze dzieci!

  Edytuj ten wpis
Dodano: 27 listopada 2008, 20:06

Batony i chipsy. Po takie przekąski najchętniej sięgają nasze dzieci. I tyją. Wczoraj lubelski kurator oświaty zaapelował, aby szkolne sklepiki sprzedawały wyłącznie zdrową żywność.

12-letni Damian z Chełma dostaje kieszonkowe na zakupy w szkolnym sklepiku. Na co wydaje pieniądze? - Lubię chipsy i żelki - przyznaje chłopczyk. Nie jest w tym odosobniony.

- W jednej ze szkół do pielęgniarki zgłosił się 9-latek z bólem brzucha - mówi Krzysztof Babisz, lubelski kurator oświaty. - Okazało się, że zamiast śniadania zjadł dwie paczki chipsów i popił je wodą z kranu. Szkoły, owszem, organizują różne akcje prozdrowotne, ale to tylko teoria. Bo w sklepikach sprzedają niezdrowe jedzenie.

Kurator przejął się opinią jednego z dietetyków, że paczka chipsów, która nie zaszkodzi dorosłemu, dla dziecka ważącego 20-30 kg jest trucizną. - Stąd mój apel do szkół, aby ograniczyły uczniom dostęp do niezdrowych przekąsek.

Kuratorowi wtóruje Bernadeta Kornas, kierownik oddziału oświaty zdrowotnej lubelskiego sanepidu:  Chipsy i batony to bomby kaloryczne. Kto często je jada, szybko tyje, a co za tym idzie, staje się podatny na choroby układu krążenia, cukrzycę.

W Gimnazjum nr 18 w Lublinie żywność typu fast-food jest jedną z częściej wybieranych przez uczniów.

- Wiemy o tym, dlatego chcemy dać dzieciom możliwość wyboru - mówi Małgorzata Dziewulska-Tryl, wicedyrektor szkoły. - Ustawiliśmy automat, w którym zamiast batonów są jogurty i chrupkie pieczywo.

W ZSO nr 3 w Chełmie uczniowie mogą kupić w szkolnym sklepiku m.in. owoce i... marchewki. - To bardzo dobry pomysł - chwali trzecioklasista Marcin Nestorowicz. - Sam często kupuję tu owoce.

O wprowadzeniu zdrowej żywności do szkolnych sklepików myślą też puławscy radni. - Jedzenie chipsów i picie coli to kiepskie nawyki. Szkoła nie powinna pozwalać na takie rzeczy - uważa radna i jednocześnie lekarka Elżbieta Szymańska.

Według opublikowanego w poniedziałek raportu lubelskiego Urzędu Statystycznego, tylko w ubiegłym roku blisko 7 tysięcy dzieci z Lubelszczyzny zakwalifikowano do leczenia z powodu otyłości. Najwięcej, bo ponad 2,3 tys., w regionie chełmsko-zamojskim.
(tom, pab)
  Edytuj ten wpis
Czytaj więcej o:
rr
UPRawniony do głosowania
jpm
(7) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

rr
rr (28 listopada 2008 o 15:35) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Batoniki to tyyyle mleka, do tego super zdrowy, dający energię karmel Teraz wychodzą te reklamy którymi powinni się zająć dużo wcześniej. Dopóki rodzice nie wyrobią w dzieciach nawyków zdrowego odżywiania, nie ma szans na ratunek ze strony W-Fistów! Rodzice- weźcie się za wychowywanie swoich dzieci- szkoła NAPRAWDĘ NIE ZROBI TEGO ZA WAS!
Rozwiń
UPRawniony do głosowania
UPRawniony do głosowania (28 listopada 2008 o 13:46) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Dzięki takiemu odżywianiu prawdoPOdobnie nie dożyją wieku emerytalnego i chyba o to chodzi. Co do dzisiejszych dzieci, to POwszechnie wiadomo, że nie ma komu ich wychowywać bo nie było też komu wychowywać ich rodziców. Większość, oczywiście nie wszyscy, ale zdecydowana większość dzisiejszych nauczycieli to POtworne niedorajdy życiowe, które nie chcą lub nie POtrafią POszukać sobie lepszej pracy za lepsze pieniądze i są tylko POsłusznymi i POręcznymi urzędnikami edukacyjnymi POsłusznie POsługującymi ministerstw POlitycznej POprawności terytorium okuPOwanego POtocznie zwanego kiedyś Polską.
Rozwiń
jpm
jpm (28 listopada 2008 o 12:30) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Nie tylko edukacja rodziców! Moje dzieci nie jadają przy mnie chipsów i nie kupujemy im tego. Ale od kiedy dziecko poszło do szkoły kupuje w sklepiku i częstuje się od innych dzieci chipsami tłumacząc mi, że inne dziecie jedzą to na co dzień. Natomiast pan dyrektor nie widzi nic strasznego w art. sprzedawanych w sklepiku!
Rozwiń
esel
esel (28 listopada 2008 o 10:52) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Widze ze najprostsze rozwiazania sa najlepsze. Dziecko tyje po batonikach i chipsach - wprowadzic zakaz sprzedazy. A moze tym dzieciakom ograniczyc siedzenie przed komputerem, telewizorem? Zamiast wprowadzania zakazow sprzedazy slodyczy wprowadzic wiecej godzin w-fu, wybudowac w szkolach nowe hale sportowe, boiska, zorganizowac dzieciom sportowe zajecia pozalekcyjne. Przede wszystkim uczyc dzieci (i tu rola przede wszystkim rodzicow) zdrowego trybu zycia.
Rozwiń
folkatka
folkatka (28 listopada 2008 o 10:30) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Otóż to! Nalezy edukowac rodziców. Moja mama jest nauczycielką w szkole podstawowej, i na co dzień styka się z tymi patologiami. Najbardziej jaskrawe jest to na wycieczkach. Okazuje się, że znaczna część dzieci nie ma nawyku jadania śniadań, zas pozostałe za śniadanie uważają zupkę chińską! Ta sama zupka chińska plus mrozona pizza to bardzo częsty zestaw obiadowy w wielu domach. Kiedy moja mama organizowała wycieczkę do Krakowa, poleciłam jej bar mleczny znajdujący się niedaleko Wawelu. Fantastyczna sprawa. Zupa 3 zł, kotlet + kartofle i surówka za 5 zł. Mama zaamówiła w tym barze pierogi ruskie dla wszystkich (żeby było szybciej). Okazało sie ze dzieci zaczeły strasznie się krzywić, część zaczęła się pytc wprost czy może iść na frytki. Były tez i takie które pierogi jadły po raz pierwszy.
Mnie ze swej strony zawsze rozwala widok rodziców z dziećmi w Macdonaldzie. Zwłaszcza kiedy idą tam na "niedzielny obiad" - ktory kiedyś we wszystkich rodzinach był prawdziwym rytuałem. Albo kiedy mamusia odbiera latorośl ze szkoły/przedszkola i idzie tam bo nie chce się jej nmic samej ugotować. Dla mnie takie postepowaqnie jest zbrodnią wyrzadzana małemu dziecku
Pozdrawiam smutno:((
Rozwiń
Zobacz wszystkie komentarze (7)

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!