czwartek, 24 sierpnia 2017 r.

Lubelskie

Matka: Zostawcie tu Jasia

Dodano: 14 lutego 2008, 17:37

Ojciec Jasia jest Polakiem, dlatego chcę, żeby tu został i znalazł kochającą rodzinę. Na Białorusi umrze ...

- powiedziała biologiczna matka chłopca, do której udało nam się wczoraj dotrzeć. Kobietę przesłuchała już prokuratura.

- Miałam brać ślub z ojcem Jasia, ale jak się dowiedział o ciąży, porzucił nas - płacze Białorusinka. - Dlatego, choć kocham dziecko, musiałam je oddać do adopcji. Jest ciężko chore, wymaga nieustannej opieki. Nie poradziłabym sobie sama.

Kobieta wyjawiła nam wczoraj nazwisko ojca Jasia. Chwilę potem potwierdziła je w prokuraturze. Dlaczego dotąd milczała? - Bo mi zagroził, że poinformuje policję, że przebywam w Polsce na dziko.

Kobieta od 13 lat mieszka nielegalnie w Polsce, od 10 w Lublinie. Ma jeszcze troje dzieci: urodzonego na Białorusi syna i dwie córeczki, które przyszły na świat w Lublinie. Jasia widziała tylko na zdjęciu w gazecie. Zapewnia, że chodzi na grób jego brata bliźniaka.

- Szkoda mi Jasia. Chcę, żeby znalazł dobrą rodzinę w Polsce. U nas, na Białorusi, umrze... - wzdycha kobieta. Boi się, że teraz wraz z dziećmi zostanie deportowana na Wschód.

- Tam nie mamy gdzie mieszkać, dzieci znają tylko język polski, chodzą do polskich szkół. Żyjemy w strachu z dnia na dzień. Proszę, pozwólcie nam zostać w Polsce. Bo teraz moje dzieci boją się chodzić do szkoły, musimy się ukrywać - rozpacza.
Wczoraj Białorusinkę przesłuchała prokuratura. - Zamierzamy złożyć apelację od postanowienia sądu (o deportacji chłopca na Białoruś - dop. red.). Mamy świadomość wyjątkowości sytuacji. Nasze działania mają na celu dobro dziecka - mówi Beata Syk-Jankowska, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Lublinie.

W środę prokuratura lubelska wysłała wniosek do sądu o wstrzymanie deportacji Jasia oraz równolegle wszczęła postępowanie o ustalenie ojcostwa Jasia.
Matka chłopca złożyła też podanie do wojewody lubelskiego, żeby zalegalizował jej pobyt w Polsce.

- Pismo wpłynęło do wydziału spraw obywatelskich. Postaramy się jej pomóc, musi jednak się do nas zgłosić - zapewnia Małgorzata Tatara, rzecznik wojewody lubelskiego.

Kwestię pomocy Jasiowi i jego całej rodzinie bada też Rzecznik Praw Dziecka. Chłopczyk od wtorku przebywa w szpitalu w Gdańsku. Stan jego zdrowia pogorszył się na tyle, że uniemożliwia podróż na Białoruś.

Istnieje szansa na to, by malec na stałe pozostał w Polsce i tutaj znalazł zastępczą rodzinę. Trzeba jednak potwierdzić, że wskazany przez Białorusinkę Polak, jest biologicznym ojcem chłopczyka.

Od tego się zaczęło

Chłopiec urodził się w Lublinie w kwietniu ub. roku. Cierpi na nieuleczalną chorobę genetyczną - mukowiscydozę. Jego brat-bliźniak zmarł tuż po narodzinach. Matka Białorusinka zrzekła się praw do dziecka. Chłopczyk pod koniec października trafił do rodziny zastępczej w Gdyni. Na początku stycznia o Jasia upomniała się Białoruś i zażądała jego wydania. W ub. tygodniu lubelski sąd przychylił się do tego wniosku.
Czytaj więcej o:
Witkowski
(1) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Witkowski
Witkowski (15 lutego 2008 o 11:08) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
W chwili, gdy kobieta z Białorusi, zrzekła się praw do własnego dziecka, co jest niegodne matki, winna zamilknąć, a nie
wygłaszać sądy, co jest dla niego dobre, a co nie. To jest jakaś komedia zmierzająca do wzniecenia "wojny o Jasia"
z Biłorusią.
Rozwiń
Zobacz wszystkie komentarze (1)

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!