niedziela, 4 grudnia 2016 r.

Lubelskie

Nie ma gorszych i lepszych pacjentów

Dodano: 13 grudnia 2002, 19:49

Dla nas nie ma pacjenta lepszego lub gorszego. Szczególnie teraz, zimą - mówi dr Piotr Cioczek, dyrektor szpitala im. Jana Bożego w Lublinie. - Są po prostu ludzie potrzebujący pomocy. Na chirurgicznej izbie przyjęć jest węzeł sanitarny i staramy się tych ludzi doprowadzić do porządku.

Lekarze z lubelskiej Kliniki Chorób Wewnętrznych SPSK 1 wystosowali do swojej dyrekcji protest przeciw konieczności badania osób przywożonych przez policję. Jednym z argumentów było to, że są to pacjenci brudni, o odrażającym wyglądzie i agresywnym w zachowaniu. Pisaliśmy o tym we wczorajszym Dzienniku.
- Problem się nasilił od kiedy zlikwidowano w Lublinie izbę wytrzeźwień - dodaje Cioczek. - Uważam, że miasto poszło po linii najmniejszego oporu, a jako gospodarz terenu jest też odpowiedzialne za los swoich mieszkańców.
Do szpitala przy Biernackiego w Lublinie przywożeni są często pacjenci bez butów, ciepłej odzieży. Personel przynosi ubrania z domu, w ośrodkach opiekuńczych załatwia formalności.
- Właśnie wczorajszej nocy przywieziono dwóch takich pacjentów. Brudnych, zanieczyszczonych, pod wpływem alkoholu - mówi dr Hanna Lewandowska-Stanek, ordynator Wojewódzkiego Ośrodka Toksykologii Klinicznej w szpitalu przy ul. Biernackiego w Lublinie. - Dla nas to nic nowego, jesteśmy jedynym oddziałem detoksykacji. Tu chory upojony alkoholem, z zagrożeniem życia musi znaleźć miejsce. Tacy stanowią 25 procent naszych pacjentów. Oczywiście, że w nas też ich widok czasem powoduje ludzkie odruchy negacji, ale postępujemy zgodnie z etyką lekarską i własnymi zasadami moralnymi.
Doktor Wiesław Przyszlak, z-ca dyrektora ds. lecznictwa w lubelskim SPSK 4 też ma do czynienia z pacjentami w stanie upojenia alkoholowego, z ludźmi niedomytymi. Uważa, że to nie jest problem. A rzeczą lekarza jest ratować zdrowie i życie.
Podinspektor Z. z lubelskiej drogówki nie ukrywa jednak, że ich przyjazd do szpitalnej izby przyjęć przyjmowany jest kwaśno. - Jesteśmy niemile traktowani - mówi. - Wprawdzie ja nie spotkałem się z tym, żeby odmówiono przyjęcia przywiezionego przez nas pacjenta, ale co się nasłuchamy.
- Chwała Bogu, mamy wodę i mydło - zauważa oddziałowa Maria Diadia z Samodzielnego Publicznego Zespołu Zakładów Opieki Zdrowotnej w Zamościu. - Do szpitala kwalifikuje stan zdrowia, a nie stan higieniczny. Jesteśmy od tego, żeby pomagać.
Jak jest w Chełmie? Nie wiemy. Marek Żydok, z-ca dyr. ds. lecznictwa Samodzielnego Publicznego Wojewódzkiego Szpitala Specjalistycznego odmówił udzielania informacji.
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24

CENEO