środa, 18 października 2017 r.

Lubelskie

Nie skacz. Szkoda życia

  Edytuj ten wpis
Dodano: 20 lipca 2006, 21:04

Scenariusz był podobny. Wypoczynek nad jeziorem, piwo, skok na główkę do płytkiej wody. Kamil z Chełma i Norbert z Hrubieszowa leżą na jednej sali. U jednego skończyło się na przejściowym niedowładzie rąk. Drugi musi przejść długą rehabilitację, aby odzyskać czucie w nogach

Ewa Stępień

Prof. Tomasz Mazurkiewicz, szef Kliniki Ortopedii Szpitala Klinicznego nr 4 jest przerażony. - Jeszcze tylu skoczków w tak krótkim czasie nie mieliśmy. W całym ubiegłym roku było dwóch. A teraz, aż pięciu w dwa tygodnie. Mają 20-29 lat. Wszyscy z uszkodzonym kręgosłupem szyjnym oraz mniejszym lub większym paraliżem kończyn.
Dwóch pacjentów lekarze już wypisali. 23-latek po skoku do rzeki w ciężkim stanie leży na intensywnej terapii. Dwaj kolejni mają się lepiej. Są w Klinice Ortopedii. Wczoraj ich odwiedziliśmy.
- Możemy porozmawiać? - pytamy Kamila Miszczaka, 22-latka z Chełma
- O mojej głupocie? - uśmiecha się mężczyzna.
I opowiada, jak to z nim było. - Grupą znajomych pojechaliśmy nad jezioro Sumin. Z mola skoczyłem na główkę. Trudno było ocenić dno. Dochodziła północ. Wiadomo, że wcześniej piwo wypiłem. Po skoku jeszcze nic się nie działo, wróciłem do domu. I dopiero wtedy odjęło mi czucie w rękach. Na szczęście po operacji wszystko wróciło do normy. Ale do wody już chyba nie wejdę.

W czasie rozmowy pielęgniarze wwożą do sali Norberta Kuźniarskiego. 20-latek z Hrubieszowa jest właśnie po badaniach. - Jednego jestem pewien. Po pijaku do wody nie skoczę - rozmawia chętnie. - Byliśmy nad Jeziorem Białym. Skoczyłem z mostka ratownika. Ocknąłem się, kiedy lekarz zakładał mi kołnierz ortopedyczny. Na początku nie czułem całego ciała. Nie ruszałem rękami, nogami. Przeraziłem się, że będę sparaliżowany.
Na szczęście ręce są już sprawne. Gorzej z nogami. Paraliż jeszcze się utrzymuje. - Pochwalę się, że dziś ruszyłem palcem u nogi. Na dalszą rehabilitację jadę do Warszawy.
Mężczyźni mieli szczęście w nieszczęściu. Wielu młodych skoczków trafiających każdego roku do lubelskiego szpitala zostaje kalekami na całe życie. W ciągu roku na 2 tys. przypadków uszkodzeń kręgosłupa w Polsce, około 25 proc. spowodowanych jest niefortunnymi skokami do wody. •


Sebastian Serafin, ratownik WOPR nad jeziorem Firlej

- Ludzie nad wodą zachowują się niebezpiecznie. Trzeba się z nimi naużerać. Z jednej strony pomostu jest 1,6 metra głębokości, z drugiej jeszcze płycej. Stoję tam ciągle i krzyczę, żeby nie skakali. A letnicy są często po alkoholu, agresywni. Pomogliby policjanci, ale ich na plażach nie widać. Kiedy nie ma ratowników ludzie robią co chcą. •

  Edytuj ten wpis
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!