wtorek, 22 sierpnia 2017 r.

Lubelskie

Niecodzienny finał wyprawy do kościoła

Dodano: 21 maja 2006, 21:11

Puszek nabroił, panią skazali Anna Socha, sołtyska Kolonii Żuków (powiat lubelski), pozwoliła odpocząć w swym domu staruszce, która zmęczyła się w drodze do kościoła. Na staruszkę zdenerwował się piesek i dziabnął ją w nogę. Teraz Socha musi za to płacić odszkodowanie.

Puszek ma niecałe 2 lata i około 40 centymetrów wzrostu. Jest chory na kręgosłup, bierze środki przeciwbólowe. W październikowe południe siedział spokojnie w kącie. Domownicy szykowali obiad. Nagle do sieni weszła starsza kobieta. Pani Leokadia szła do kościoła z sąsiedniej wsi. Zmęczyła się drogą i zmarzła. Dlatego postanowiła wejść do domu Sochów.
– Siedziała u nas ponad godzinę – mówi Anna Socha. – Nikt jej nie wyganiał. Aż w końcu teściowa sama zaczęła się szykować do wyjścia
na mszę. Widząc to starsza kobieta zerwała się tak niefortunnie,
że nadepnęła psu na ogon. Puszek dziabnął ją za to w nogę.
Gospodyni domu chciała kobiecie opatrzyć ranę i zawieźć na pogotowie, ale staruszka nie dała się dotknąć. Zażądała za to, by wezwać wnuczkę i jej męża.
Kilka tygodni później sołtyska dostała wezwanie do Sądu Grodzkiego w Bychawie. Za nieupilnowanie psa, czyli wykroczenie, Anna Socha dostała naganę sądu.
Skazujący wyrok w takich sprawach jest podstawą do pozwu o odszkodowanie. Ten fakt wykorzystał mąż wnuczki staruszki. Wystąpił do sądu o zapłatę 1230 zł na rzecz staruszki. 95 zł – to koszt paliwa związanego z dowozem staruszki do szpitala w celu założenia szwów i późniejszych wizyty lekarskie; 99 zł – koszt zniszczonego obuwia; 36 zł – zniszczone rajstopy i skarpety, koszt antybiotyków i opatrunków; 1000 zł – zadośćuczynienie za ból i doznaną krzywdę – wyliczał w pozwie.
– Jak można pozwać kogoś, kto chciał tylko zrobić przysługę – denerwuje się teściowa Sochy. – Przecież widziałam, jak to się stało. Ta kobieta nadepnęła psa. To nieszczęście z niczyjej winy. Nawet po tym dziabnięciu noga nie krwawiła. A tu człowieka po sądach ganiają.
– Mogę przysiąc, że nic temu psu nie zrobiłam – zarzeka się pani Leokadia. – Szwy mi zakładali, potem zdejmowali. A mąż wnuczki woził mnie tylko
po lekarzach. Widocznie należy mu się za to jakaś zapłata.
W ubiegłym tygodniu Socha zgodziła się na ugodę w sądzie. Ale teraz tego żałuje.
– Nie czuję się winna, ale zostałam
do tej ugody zmuszona – mówi. – Sędzia straszył, że jeśli nie zgodzę się polubownie, to zapłacę większą karę. Będę wnosić o przeprowadzenie normalnego procesu.
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!