wtorek, 12 grudnia 2017 r.

Lubelskie

Nikt nie chce zająć się chorym chłopcem

  Edytuj ten wpis
Dodano: 4 lutego 2009, 16:46

Mleko i środki czystości - takie dary trafiły do chorego malca, który cały czas jest w Domu Dziecka w Kijanach. Niestety, nie zgłosiła się ani jedna rodzina, która zechciałaby się nim zaopiekować.

- Teraz jego stan jest stabilny, chociaż kilka tygodniu temu nie było z nim dobrze. Najpierw trafił z infekcją do szpitala w Lublinie, potem z kolejną do Lubartowa - mówi Agnieszka Korzeniewska, dyrektor Domu Dziecka w Kijanach. Ubolewa, że do tej pory nie zgłosiła się ani jedna rodzina, która chciałby chłopca adoptować lub zostać dla niego rodziną zastępczą.

- Dzwonią ludzie, pytają o niego, pani z Lublina przywiozła mleko i środki czystości. Mamy też dostać paczkę od mieszkanki Częstochowy. Ale on najbardziej potrzebuje miłości - podkreśla dyr. Korzeniewska.

Przypomnijmy. Kubuś urodził się w sierpniu w szpitalu przy ul. Lubartowskiej w Lublinie. Młoda matka zostawiła go w szpitalu i dwa dni po porodzie zrzekła się praw do syna. Okazało się też, że dziecko cierpi na bardzo poważną chorobę: cytomegalię. Do zakażenia wirusem doszło w łonie matki. Kubuś ma uszkodzoną wątrobę, powiększoną śledzionę, niedokrwistość, niedosłuch i cierpi na zaburzenie ośrodkowej koordynacji nerwowej, co oznacza, że najprawdopodobniej jest opóźniony w rozwoju.

Najpierw malec przebywał w Dziecięcym Szpitalu Klinicznym w Lublinie, gdzie zdiagnozowano jego schorzenie. Stamtąd trafił do szpitala w Poniatowej (pododdział szpitala w Opolu Lubelskim), gdyż nie było, gdzie go umieścić. Na początku stycznia zgodnie z decyzją sądu przyjechał do Domu Dziecka w Kijanach.

- Kubuś ma tyle chorób, że mógłby nimi obdzielić kilka osób. Takie dziecko nie powinno znaleźć się w placówce, ale w kochającej rodzinie - uważa Agnieszka Korzeniewska. Jeśli rodzina nie znajdzie się do sierpnia, to maluch trafi do Domu Opieki Społecznej, co byłoby dla niego najgorszym rozwiązaniem.

- Najważniejsze że Kubuś cały czas się rozwija, robi postępy. Liczymy, że te uszkodzenia układu nerwowego nie są aż tak poważne, jak zakładano początkowo - mówi z ulgą dyr. Korzeniewska.
  Edytuj ten wpis
Czytaj więcej o:
TEŻ OPTYMISTKA
ktoś nr.2
ktos nr,2
(4) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

TEŻ OPTYMISTKA
TEŻ OPTYMISTKA (19 lutego 2009 o 22:54) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
AŻ TRUDNO UWIERZYĆ,ŻE W TAK KRÓTKIM CZASIE NASTĄPIŁA ZNACZNA POPRAWA STANU ZDROWIA MARTYNKI.CZYTAM,A ŁZY SAME PŁYNA MI Z OCZU. BARDZO CHCIAŁABYM, BY TO DZIECKO WYGRAŁO Z CHOROBĄ. WIERZĘ TEŻ W DZIAŁANIE SIŁ WYŻSZYCH.
Rozwiń
ktoś nr.2
ktoś nr.2 (19 lutego 2009 o 22:38) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
ktos nr,2 napisał:
Tym dzieckiem zajęło się wielu ludzi dobrej woli. Bardzo ciekawe są wyniki badań, zarówno te które przeprowadzono jeszce w Polsce już po wypisaniu Martynki z Kliniki Lubelskiej i przekazaniu jej pod opiekę ludzi z hospicjum, z orzeczeniem praktycznie śmierci w bardzo krótkim czasie.
Następnie wyniki badań powtarzanych wielokrotnie już w niemieckiej klinice. Zastanawia mnie ta wielokrotność badań , zastanawia mnie także fakt przepisania morfiny przez polską lekarkę , i jej natychmiastowe zdecydowane odstawienie w klinice niemieckiej. Również zastanawia mnie chyba cud , że po trzech dniach, jak to podano specjalnie dobranej chemioterapii nie stwierdzono komórek nowotworowych w szpiku kostnym i we krwi dziecka, i ze szpik kostny zdążył się już zregenerować - chyba samoistnie ? oraz podjął pracę. Czyli , że przeszczep szpiku okazuje się zbędny. W reszcie zastanawia mnie tez nagły proces rozpoczęcia przyjmowania wszystkich pokarmów bez ich zwracania , co raczej przy zniszczonym w Polsce nabłonku żołądka i przewodu pokarmowego jest niemożliwe. Chyba , że uznać to za kolejny cud. Wątroba dziecka okazuje się normalna a nerki pracują poprawnie, czyżby kolejny cud? Przecież to po prawie dwóch chemioterapiach w kraju, druga została przerwana , ze względu na przerzuty nowotworu do płuc i narządów wewnętrznych jest niemożliwe. Niemożliwym również wydaje się fakt przeżycia tego dziecka przez ponad miesiąc od momentu wypisania go ze szpitala w Polsce. Jednak dziecko mimo , że oddano je rodzicom umierające przeżyło. Jest jeszcze sprawa gorączki z którą dziecko powróciło do domu, ta też zniknęła samoistnie. Czy aby nie za dużo tych niewyjaśnionych zagadek ? Faktem jest , ze dziecko ma się coraz lepiej, wbrew oczekiwaniom lekarzy w Polsce i wbrew rozpisanemu dla pracowników hospicjum harmonogramowi umierania. Martynko wracaj jak najszybciej w pełni zdrowa już. Twój powrót do życia jest już faktem .



Przepraszam nie ten temat pomyłka proszę moda o wykasowanie tego postu.
Rozwiń
ktos nr,2
ktos nr,2 (19 lutego 2009 o 22:27) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Tym dzieckiem zajęło się wielu ludzi dobrej woli. Bardzo ciekawe są wyniki badań, zarówno te które przeprowadzono jeszce w Polsce już po wypisaniu Martynki z Kliniki Lubelskiej i przekazaniu jej pod opiekę ludzi z hospicjum, z orzeczeniem praktycznie śmierci w bardzo krótkim czasie.
Następnie wyniki badań powtarzanych wielokrotnie już w niemieckiej klinice. Zastanawia mnie ta wielokrotność badań , zastanawia mnie także fakt przepisania morfiny przez polską lekarkę , i jej natychmiastowe zdecydowane odstawienie w klinice niemieckiej. Również zastanawia mnie chyba cud , że po trzech dniach, jak to podano specjalnie dobranej chemioterapii nie stwierdzono komórek nowotworowych w szpiku kostnym i we krwi dziecka, i ze szpik kostny zdążył się już zregenerować - chyba samoistnie ? oraz podjął pracę. Czyli , że przeszczep szpiku okazuje się zbędny. W reszcie zastanawia mnie tez nagły proces rozpoczęcia przyjmowania wszystkich pokarmów bez ich zwracania , co raczej przy zniszczonym w Polsce nabłonku żołądka i przewodu pokarmowego jest niemożliwe. Chyba , że uznać to za kolejny cud. Wątroba dziecka okazuje się normalna a nerki pracują poprawnie, czyżby kolejny cud? Przecież to po prawie dwóch chemioterapiach w kraju, druga została przerwana , ze względu na przerzuty nowotworu do płuc i narządów wewnętrznych jest niemożliwe. Niemożliwym również wydaje się fakt przeżycia tego dziecka przez ponad miesiąc od momentu wypisania go ze szpitala w Polsce. Jednak dziecko mimo , że oddano je rodzicom umierające przeżyło. Jest jeszcze sprawa gorączki z którą dziecko powróciło do domu, ta też zniknęła samoistnie. Czy aby nie za dużo tych niewyjaśnionych zagadek ? Faktem jest , ze dziecko ma się coraz lepiej, wbrew oczekiwaniom lekarzy w Polsce i wbrew rozpisanemu dla pracowników hospicjum harmonogramowi umierania. Martynko wracaj jak najszybciej w pełni zdrowa już. Twój powrót do życia jest już faktem .
Rozwiń
eveM
eveM (5 lutego 2009 o 09:47) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Kubuś to spokojny, pogodny dzieciak, miałam okazje tam być- obdarzył nas takimi uśmiechami a jak rozmawiał, serce ściska że nie ma osób chętnych do pomocy- fakt ze ja sama nie mam warunków, ale mogłam go obdarzyć chociaż tym co mu potrzebne do życia, i napewno obdarze jeszcze, ale sama mam dwójke dzieciaków dlatego żal że nie moge pomóc w inny sposób:( Ale ludzka obojętnośc nie ma granic...
Rozwiń
Zobacz wszystkie komentarze (4)

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!