wtorek, 22 sierpnia 2017 r.

Lubelskie

Pilot oskarża prądy i dowódców

Dodano: 6 listopada 2006, 20:06

Prokuratura uważa, że winę za wrześniową katastrofę samolotu z Dęblina ponosi porucznik Jacek R., pilot samolotu. Na wczorajszej rozprawie przed Wojskowym Sądem Garnizonowym w Lublinie oficer nie przyznał się do winy. Uważa, że dowódcy w ogóle nie powinni go wysyłać do latania w terenie górskim.




12 września ub. roku. Jacek R. poleciał na lotnisko w Aleksandrowicach po ośmiu pasażerów. Byli to piloci zespołu akrobatycznego „Biało-Czerwone Iskry”. W drodze powrotnej wleciał do kotliny w Beskidach. Nie udało mu się podnieść samolotu. Uderzył w zbocze. To cud, że nikomu nic się nie stało.
Eksperci, którzy badali przyczyny wypadku uznali, że Jacek R. samowolnie zmienił trasę przelotu. Nie powinien wlatywać do kotliny.
– W kotlinie wystąpiły prądy powietrzne, które nie pozwoliły, żeby samolot wzniósł się i przeleciał nad wzniesieniem – tłumaczył się oficer. Jego zdaniem dowódcy nie powinni go skierować w miejsce, gdzie mogą wystąpić tak niekorzystne warunki pogodowe. – Nie byliśmy przeszkoleni do lotów w górach – przekonywał.
Porucznik skarżył się, że jeden z dowódców tuż po katastrofie, nakazywał mu kłamać na temat przygotowań do lotu. – Miałem mówić, że przed lotem polecił mi przeczytanie rozdziału o lotach w górach – wyjaśniał w sądzie oficer.
Dziś sąd przesłucha świadków. (er)
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!