poniedziałek, 20 listopada 2017 r.

Lubelskie

Pociągi pod NIEspecjalnym nadzorem

  Edytuj ten wpis
Dodano: 9 stycznia 2008, 13:38

Kolejarze za późno zgłaszają przestępstwa, a SOK-iści nie oprzykładają się do swojej pracy - NIK ma wiele zastrzeżeń co do bezpieczeństwa na PKP.

Kolejarze niemal dwie doby zwlekali ze zgłoszeniem kradzieży elementów odpowiedzialnych za bezpieczeństwo przejazdu. Trwonili pieniądze na nieskuteczne zabezpieczenia. I wydawali kasę na usuwanie graffiti z budynków, na których ochronę też niemało wydali.

Takie alarmujące dane znalazły się opublikowanym właśnie raporcie Najwyższej Izby Kontroli, która badała bezpieczeństwo mienia PKP na przełomie lat 2005 i 2006. Najmocniej oberwało się spółce PKP Polskie Linie Kolejowe.

Gdy na wyposażonym w samoczynną sygnalizację przejeździe koło Nałęczowa złodzieje zniszczyli jeden z elementów, kolejarze zgłosili to Straży Ochrony Kolei dopiero po 46 godzinach. Aż 18 godzin zajęło im zawiadomienie o kradzieży linek zawieszonych na słupach trakcyjnych koło Chełma.

Zakład Linii Kolejowych w Lublinie nie dociekał nawet, jak SOK broni najbardziej narażonych na kradzież i dewastację urządzeń. ZLK ograniczał się tylko do przesyłania mundurowym listy tych miejsc. Ale to, co z listą robili, już kolejarzy nie obchodziło.

NIK wytknęła też kolejarzom wydawanie pieniędzy na nieskuteczne zabezpieczenia. Chodzi o tzw. system DNA. Polega on na rozpylaniu na zagrożone kradzieżą elementy specjalnego aerozolu, w którym zawarte są mikroskopijne cząsteczki, widoczne w świetle ultrafioletowym.

Miało to pozwolić odnalezienie kradzionego mienia w skupach złomu. Zdaniem kontrolerów ciężko jest mówić o skuteczności systemu, gdy SOK-iści i policjanci nie są wyposażeni w lampy UV. A i sami kolejarze przyznają, że system skutecznością nie grzeszy.

- Przypadkowego złodzieja odstraszy, ale tego, który ma pewny skup złomu już nie. On i tak i tak to ukradnie - stwierdza Zygmunt Osiak, zastępca dyrektora Zakładu Linii Kolejowych w Lublinie.

Z największym rozmachem w takie znakowanie zaangażował się podległy lubelskiemu oddziałowi regionalnemu zakład w Kielcach.

To nie wszystko. Kontrolerzy NIK stwierdzili, że umowy PKP ze Strażą Ochrony Kolei nie gwarantowały skutecznej ochrony dworców. SOK miał pilnować sześciu dworców, ale tylko w Skarżysku Kamiennej i Chełmie odpowiadał za złe wykonanie usług. I to teoretycznie.

Oddział Gospodarowania Nieruchomościami PKP w Lublinie zapłacił SOK 1 mln zł za nadzór nad wspomnianymi sześcioma dworcami (2005-początek 2006 r.). Nie obciążył natomiast karami za nieupilnowanie porządku w Chełmie i Skarżysku Kamiennej.

Tam chuligani wmalowali farbą napisy na elewacji dworca. Renowacja pochłonęła 85 tys. zł. Według kontrolerów kierownictwo Oddziału Gospodarowania Nieruchomościami niedostateczne interesowało się ochroną porządku i bezpieczeństwa i dlatego nie mogło udowodnić SOK złej pracy.

- Jak można udowodnić sokistom, że popełnili błąd, bo nie byli właśnie w tym miejscu gdzie wandale niszczyli elewację? Problem polega na braku monitoringu. Ze względów finansowych nie mogliśmy zainstalować kamer na wszystkich dworcach. Po ich umieszczeniu na dworcu w Skarżysku Kamiennej nie ma problemów - mówi Paweł Chmielewski dyrektor lubelskiego Oddziału Gospodarowania Nieruchomościami. Dodaje, że w mijającym roku kamery zawisły także na dworcach w Dęblinie, Chełmie i Puławach.

  Edytuj ten wpis
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!