sobota, 10 grudnia 2016 r.

Lubelskie

Prokurator dowiedział się ostatni

Dodano: 5 listopada 2002, 21:48

Myślałam, że zostawiam męża pod dobrą opieką, a zabrałam go w trumnie - mówi żona pacjenta, który w nocy z pierwszego na drugiego listopada na Oddziale Psychiatrycznym chełmskiego szpitala popełnił samobójstwo. Dopiero po dwóch dniach szpital zawiadomił prokuraturę.

Piećdziesięcioletni Józef P. z Dubeczna zgłosił się do swojego lekarza rodzinnego skarżąc się na depresję. Ten przepisał mu lekarstwa. Nie pomogły. W czwartek, 31 października, lekarz zdecydował, że chory powinien dalsze leczenie odbywać w szpitalu, ponieważ istnieje zagrożenie, że targnie się na swoje życie. Tego samego dnia karetka z przychodni w Hańsku (pow. włodawski), przewiozła Józefa P. na Oddział Psychiatryczny chełmskiego szpitala.
- Zadzwoniłam w czwartek, żeby dowiedzieć się o stan męża - opowiada żona mężczyzny.
- Pielęgniarka powiedziała mi, że mój mąż czuje się dobrze, spaceruje po korytarzu i jest z nim dobry kontakt. Następnego dnia, około godz. 19, zadzwoniłam znowu. Kobieta, która odebrała telefon, była bardzo opryskliwa. Zbyła mnie, nie udzielając żadnych informacji.
Powiedziała tylko, że mąż już śpi. Osiem godzin później Józef P. w toalecie podciął sobie żyły maszynką do goleniai powiesił się na pidżamie. O zdarzeniu poinformowano rodzinę rano. Jednak ani tego
dnia, ani następnego szpital nie powiadomił policji o nagłej śmierci pacjenta. Dopiero w poniedziałek, czwartego listopada, szpital przekazał informację prokuraturze. Od śmierci Józefa P. minęło prawie pięćdziesiąt godzin.
W tym czasie, jak twierdzi rodzina, w szpitalu usunięto wszystkie ślady zdarzenia. Wyprano nawet pidżamę zmarłego.
Prokurator wszczął postępowanie wyjaśniające. Sprawdzi, dlaczego szpital tak późno powiadomił go o wypadku. Powinien zrobić to zaraz po całym zdarzeniu. Dzisiaj odbędzie się sekcja zwłok, która ostatecznie ustali przyczynę zgonu. Dla rodziny zmarłego sprawa jest oczywista. Szpital, gdzie chory miał być pod fachową opieką, zaniedbał swoje obowiązki i ukrywał fakty. Zastanawiają się nad dochodzeniem odszkodowania od dyrekcji.
- Nie mogę tego zrozumieć - mówi
Józefa P., matka zmarłego. - Dlaczego nie powiadomili policji? I to przez tyle czasu.
Od razu wszystko sprzątnęli. Ktoś za to powinien odpowiedzieć.
W szpitalu ani ordynator oddziału, ani zastępca dyrektora nie chcieli komentować tragicznego zdarzenia ani tego, co mówi rodzina. Dyrektor szpitala Jacek Solarz przez cały dzień był nieuchwytny. Jak zapowiedziała jego sekretarka prawdopodobnie również dzisiaj nie znajdzie czasu na rozmowę z Dziennikiem.
- Wszczęliśmy postępowanie wyjaśniające. Chcemy sprawdzić, czy personel szpitala dopełnił swoich obowiązków - mówi Czesław Wajda, prokurator rejonowy.
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24

CENEO