poniedziałek, 21 sierpnia 2017 r.

Lubelskie

Prywatny folwark wicedyrektorki

Dodano: 4 lutego 2005, 21:26

Wicedyrektor Zespołu Szkół nr 2 w podlubelskim Jaszczowie nie mogła się zdecydować. Zgadzała się na rozmowy naszych dziennikarzy z nauczycielami i za chwilę zabraniała. Podobnie z robieniem zdjęć. W końcu wezwała policję.

Wszystko zaczęło się kilka dni temu. Do redakcji Dziennika przyszły nauczycielki z tej szkoły. Skarżyły się na dyrektorkę swojej placówki. Twierdziły, że przełożona nazywała je "chamkami, prymitywnymi i niby- magistrami”. Opisywały przypadki łamania prawa pracy. Kobiety poskarżyły się też w kuratorium, a jedna z nich złożyła pozew w Sądzie Pracy. W środę w Dzienniku ukazał się artykuł na ten temat. Pani dyrektor Marzanna Sych zaprzeczyła w nim wszystkim zarzutom. - Od tej pory jest jeszcze gorzej - mówi jedna z nauczycielek, która w obawie przez dyrekcją nie chce się przedstawić.
Dyrektor Sych jest od środy na zwolnieniu. Zastępuje ją wicedyrektor Małgorzata Orzechowska.
- Wicedyrektor wezwała mnie do gabinetu. Dała do zrozumienia, że lepiej jeśli podpiszę się pod listem do kuratorium wychwalającym panią dyrektor - opowiada jedna z nauczycielek. - A ja przecież muszę mieć pracę.
Artykuł w Dzienniku był także tematem nadzwyczajnego spotkania grona pedagogicznego z Tomaszem Surysiem, wójtem gminy Milejów. To jemu podlega szkoła w Jaszczowie. Spotkanie niczego nie rozwiązało. - Nikt się nie odważył odezwać. Nie dziwię się, wszyscy są zastraszeni - skarży się kolejna z nauczycielek.
Wójt przyznaje, że dyskusja się nie kleiła. - Ja nic więcej nie mogę zrobić.
Wczoraj znowu byliśmy w szkole. Przywitała nas pani wicedyrektor Orzechowska. - Nie możecie tu zostać. Jeżeli chcecie z kimkolwiek porozmawiać, musicie poprosić mnie o zgodę. Jesteśmy w szkole i wszystko musi odbywać się za moją zgodą.
Wicedyrektor co chwila zmieniała zdanie. Zgadzała się na rozmowy z nauczycielami, po czym zabraniała. Podobnie z robieniem zdjęć. W końcu wezwała policję. - Zostaliśmy wezwani przez wicedyrektorkę. Podobno ktoś tu zakłóca spokój - oświadczył sierżant sztabowy Jarosław Miszczuk z Komendy Policji w Milejowie.
• W jaki sposób zakłócamy spokój?
Policjant nie potrafił odpowiedzieć. Funkcjonariusze spisali z dokumentów dane naszych dziennikarzy i zażądali opuszczenia szkoły.

Czy wicedyrektorka szkoły może przy pomocy policji wyrzucić dziennikarzy ze szkoły zapytaliśmy Janusza Wójtowicza, rzecznika Wojewódzkiej Komendy Policji w Lublinie.

- Słucham? Szkoła jest miejscem publicznym. Policjanci mogą interweniować wtedy, gdy dziennikarze nachodzą kogoś w miejscu prywatnym, na przykład w domu. Takie rzeczy się zdarzają. Ale w szkole? No, chyba że ktoś w sposób znaczący zakłóca spokój i porządek. Wyjaśnię sprawę.
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!