niedziela, 17 grudnia 2017 r.

Lubelskie

Przez rok więzili go w domu i żyli za jego pieniądze. "Bałem się. Bili mnie i straszyli"

Dodano: 14 marca 2016, 21:02

– Straszyli mnie i bili. Zabierali mi co miesiąc pieniądze i nic nie mogłem sobie kupić. Bałem się – wspomina swoich prześladowców pan Krzysztof. Fot. Maciej Kaczanowski
– Straszyli mnie i bili. Zabierali mi co miesiąc pieniądze i nic nie mogłem sobie kupić. Bałem się – wspomina swoich prześladowców pan Krzysztof. Fot. Maciej Kaczanowski

Dwoje mieszkańców Poniatowej przez ponad rok znęcało się nad swoim znajomym – ustalili śledczy. Więzili go w domu, bili i straszyli. Jednocześnie mieli żyć za pieniądze pana Krzysztofa i wyłudzać kredyty na jego nazwisko.

Dwoje mieszkańców Poniatowej przez ponad rok znęcało się nad swoim znajomym – ustalili śledczy. Więzili go w domu, bili i straszyli. Jednocześnie mieli żyć za pieniądze pana Krzysztofa i wyłudzać kredyty na jego nazwisko.

34-letni Łukasz K. oraz jego 26-letnia partnerka Maria S. usłyszeli już prokuratorskie zarzuty. Najpoważniejszy z nich dotyczy znęcania się nad znajomym – 46-letnim panem Krzysztofem. Mężczyzna jest niezaradny życiowo i z ustaleń śledczych wynika, że został bezwzględnie wykorzystany.

– Straszyli mnie i bili. Zabierali mi co miesiąc pieniądze i nic nie mogłem sobie kupić. Bałem się – wspomina swoich prześladowców pan Krzysztof, mieszkaniec jednej z wsi nieopodal Opola Lubelskiego.

Policjanci ustalili, że koszmar 46-latka trwał przez około rok. Sprawa wyszła na jaw, bo Łukasz K. uchylał się od płacenia alimentów. Próbował udaremnić egzekucję komorniczą. W tej sprawie wszczęto postępowanie. Śledczy zainteresowali się znajomym dłużnika, na którego ten przepisywał swój majątek. Kolega poszedł na współpracę i opowiedział o mężczyźnie przetrzymywanym w jednym z bloków w Poniatowej. Mundurowi odwiedzili wskazane mieszkanie i znaleźli pana Krzysztofa. 

– Rozpłakał się na widok policjantów – mówi st. asp. Edyta Żur, oficer prasowy opolskiej policji. – Wyznał, że jest przetrzymywany przez gospodarzy. Z relacji mężczyzny wynikało, że młodzi ludzie niejednokrotnie wyzywali go, szarpali i bili.

W ubiegłym roku Łukasz K. i jego partnerka obiecali panu Krzysztofowi pracę i mieszkanie. – Nie było żadnej pracy. Musiałem tylko wykonywać jakieś babskie zajęcia: sprzątanie, obieranie ziemniaków. Oni nic nie robili i nie płacili. Miałem tylko pokój. Karmili mnie – wspomina 46-latek.

Z relacji mężczyzny i ustaleń śledczych wynika, że pan Krzysztof miał klucze do mieszkania i teoretycznie mógł wrócić do domu. - Grożono mu jednak, że jeśli to zrobi, to zostanie pobity – mówi Marzena Maciąg, szefowa Prokuratury Rejonowej w Opolu Lubelskim.

Mężczyzna twierdzi, że paraliżował go strach przed Łukaszem K. Pomimo tego kilka razy uciekał do rodzinnego domu. – On wtedy zawsze za mną jeździł i mnie szukał – wspomina pan Krzysztof. – Ja nie chciałem, ale mnie zabierał do siebie. 

– Dzwoniłam i mówiłam oddaj syna, ale K. nie chciał – dodaje pani Maria, mama 46-latka. Poza ucieczkami, pan Krzysztof kilka razy odwiedzał mamę, ale zawsze w towarzystwie i pod nadzorem 34-latka.

Podczas przesłuchania w prokuraturze Łukasz K. i jego partnerka nie wyjaśnili dokładnie, dlaczego pan Krzysztof u nich mieszkał. Z pierwszych ustaleń śledczych wynika, że młodzi ludzie zrobili sobie z niezaradnego mężczyzny źródło utrzymania. Korzystali nie tylko z jego świadczeń. Łukasz K. miał brać kredyty, posługując się danymi 46-latka.

– Weryfikujemy te informacje – dodaje prokurator Maciąg. – Na tym etapie postępowania jest jeszcze zbyt wcześnie, by mówić o konkretnych kwotach.

Łukaszowi K. i jego 26-letniej partnerce grozi do 5 lat więzienia. Oboje będą czekać na proces na wolności. Mężczyzna jest pod dozorem policji. Ma również zakaz zbliżania się do pana Krzysztofa.

Czytaj więcej o: policja sąd Opole Lubelskie
Ela
olsen
Gość
(20) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Ela
Ela (15 kwietnia 2016 o 19:46) 0
Zaloguj się, aby oddać głos

ta choroba nazywa się pisior, cieżko to wyleczyć ;)

mam nadzieję, że nie jest zaraźliwa...

Rozwiń
olsen
olsen (18 marca 2016 o 23:09) 0
Zaloguj się, aby oddać głos

Jak niewiecie jak bylo to po h....j takie komentarze niech powie lepiej jak zgwalcil jedna moja kolezanke tego to nie powiedzial zobaczycie jaki bedzie niedlugo slynny w telewizji jego to aby do wariatkowa

Rozwiń
Gość
Gość (17 marca 2016 o 14:46) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Tu twoja bunia kocham cie wracaj do czolen
Rozwiń
Gość
Gość (17 marca 2016 o 10:09) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Dziwna historia. Matka nie zgłosiła, że syn jest przetrzymywany? No i rozbawiła mnie uwaga o "babskich" zajęciach. rzeczywiście, nie płacili mu za nie, tak jak nie płaci się milionom gospodyń domowych - czy to w takim razie nie praca?
Rozwiń
Gość
Gość (17 marca 2016 o 01:18) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
tak i matka nie zglosila na policje?
Rozwiń
Zobacz wszystkie komentarze (20)

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!