piątek, 18 sierpnia 2017 r.

Lubelskie

Ratowali zbyt długo

Autor: Ewa Stępień

Ciężko ranną w wypadku 10-letnią dziewczynkę wożono przez trzy godziny od szpitala do szpitala, zanim trafiła do tego właściwego. Niestety, na ratunek było już za późno. Dziecko zmarło tuż po operacji
Do tragedii doszło w poniedziałek w miejscowości Zagłoba pod Opolem Lub.

- Około godziny 14 dziewczynka wysiadła ze szkolnego busa - relacjonuje Dariusz Checiak z opolskiej policji. - Weszła na jezdnię i wpadła pod ciężarówkę.
Na miejsce wypadku przyjechała karetka pogotowia z Opola Lub. Ponieważ stan dziecka był bardzo ciężki i liczyła się każda minuta, lekarz próbował wezwać helikopter Lotniczego Pogotowia Ratunkowego z Radawca, jedyny obsługujący całe województwo. Na nieszczęście śmigłowiec poleciał akurat do Warszawy. Dziewczynkę zawieziono więc karetką do szpitala w Opolu. - Była w bardzo ciężkim stanie, z objawami uszkodzenia mózgu - mówi dr Wieńczysław Kosik, chirurg z miejscowego szpitala. - Ponieważ nie oddychała, zaintubowaliśmy ją. Unieruchomiliśmy złamania. I wysłaliśmy do szpitala w Puławach.
• Dlaczego do Puław, a nie Lublina mogącego udzielić najlepszej pomocy? - pytamy.
- Ponieważ Puławy to najbliższy ośrodek, o wyższym stopniu referencyjności od nas, który mógł ją zdiagnozować i leczyć - odparł lekarz.
Dziewczynka była w puławskim szpitalu pół godziny. Tego, jak ją tam ratowano, nie udało się nam ustalić. Lekarz, z którym wczoraj rozmawialiśmy, nie chciał nam udzielić informacji. W efekcie w Puławach też jej nie pomogli. Ponownie wezwano więc helikopter. Ten był już wolny, bo właśnie wracał ze stolicy. - Dziecko było w stanie krytycznym, z objawami krwotoku wewnętrznego - mówi Wojciech Abramowicz, lekarz LPR. - Z Puław wystartowaliśmy po 16.30.
Na izbę przyjęć Dziecięcego Szpitala Klinicznego w Lublinie, jedynego ośrodka na Lubelszczyźnie leczącego najcięższe przypadki, dziewczynka dotarła około 17, w trzy godziny po wypadku.
- Miała uszkodzonych wiele narządów - mówi prof. Jerzy Osemlak, kierownik Kliniki Chirurgii i Traumatologii DSK. - Niestety, po operacji zmarła. Trudno mówić, by ktoś zawinił. Ale trzeba przyznać, że nasza medycyna ratunkowa nie jest doskonała. Czas transportu był za długi. A stopniowanie pomocy nie było dobrym rozwiązaniem.
Według profesora, przy tak ciężkim urazie trzeba transportować pacjenta do miejsca, gdzie mogą mu wszechstronnie pomóc. Rosną wtedy szanse na przeżycie. Mówi się o tzw. złotej godzinie, decydującej o uratowaniu. Tutaj liczyły się minuty.
Podobnie wypowiada się prof. Jerzy Karski, konsultant krajowy ds. medycyny ratunkowej, nazywając zaistniałą sytuację błędem technicznym. - Chora powinna być zawieziona z miejsca wypadku do Lublina, a nie wożona z oddziału na oddział - mówi. - A jeżeli helikoptera nie było, należało wezwać śmigłowiec z innego województwa. Z Warszawy doleciałby w 30 minut.
Policja z Opola Lubelskiego bada okoliczności wypadku. Nie wiadomo, czy będzie sprawdzana sprawa długiego transportu dziewczynki do szpitala w Lublinie.
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!