niedziela, 20 sierpnia 2017 r.

Lubelskie

Śmierć na Air Show (wideo)

Dodano: 2 września 2007, 21:22

Podczas sobotnich pokazów lotniczych w Radomiu zderzyły się dwa samoloty z zespołu akrobacyjnego „Żelazny”.

Sobotnie pokazy lotnicze Air Show w Radomiu otworzył przelot czterech Iskier z 1 Ośrodka Szkolenia Lotniczego z Dęblina. Nasi piloci mieli jeszcze wystąpić na zakończenie dnia. Ale pokazy odwołano, bo zdarzyła się tragedia. Samoloty zielonogórskiego zespołu "Żelazny” wykonywały w powietrzu figurę nazywaną rozetą. Miały minąć się w odległości ok. półtora metra od siebie. Leciały z prędkością 300 km/h. I wtedy doszło do nieszczęścia - na oczach kilkunastu tysięcy widzów zderzyły się dwie maszyny Zlin 526 pilotowane przez 24-letniego Piotra Banachowicza i 62-letniego Lecha Marchelewskiego. Jeden z pilotów wyleciał z samolotu. Szczątki zlinów rozleciały się w promieniu kilkuset metrów.
- Zderzenie trwało ułamki sekund, pół minuty spadały szczątki samolotów. Zapadła grobowa cisza - opowiada naoczny świadek katastrofy Krzysztof Papierz, informatyk z Lublina.

W pierwszej chwili nikt nie mógł uwierzyć, że to się naprawdę stało. - Potem spiker zaczął krzyczeć: "Matko Boska, Matko Boska!” - opowiada Papierz. - Zawyły syreny. Wybuchła panika. Ludzie zaczęli biec do barierki, żeby zobaczyć, czy ktoś ocalał. Kobiety płakały, wszyscy byliśmy w szoku. Po jakichś 10 minutach zaczęliśmy się modlić.
Ppłk Jerzy Leń, dowódca zespołu akrobacyjnego Biało-Czerwone Iskry z Dęblina mówi: To wszystko wygląda na nieszczęśliwy zbieg okoliczności. Bardzo dobrze znałem Lecha Marchelewskiego. Był niezwykle życzliwym człowiekiem i bardzo dobrym pilotem.
Robert Kowalik, mistrz Polski w akrobacji samolotowej, po wypadku rozmawiał z wieloma pilotami. - Moim zdaniem zawinił Lech Marchelewski. To nie tylko moja opinia. On znalazł się za wysoko w stosunku do pozycji swoich kolegów. Powinien był w takiej sytuacji odbić mocno w górę. Pozostałych dwóch pilotów, którzy uczestniczyli w "mijance” nie mogło zwracać uwagi na Marchelewskiego, bo w tej konkretnej figurze ich obowiązkiem było patrzeć tylko i wyłącznie na siebie - mówi Robert Kowalik.
Lech Marchelewski, emerytowany pułkownik lotnictwa wojskowego, dyrektor Liceum Lotniczego w Zielonej Górze oraz pilot cywilnej linii pasażerskiej Sky Express, był twórcą zespołu "Żelazny”. Air Show w Radomiu miał być jego pożegnalnym występem w zespole.
W Radomiu i Zielonej Górze ogłoszono trzydniową żałobę. Na oficjalny komunikat nt. przyczyn katastrofy trzeba będzie poczekać co najmniej pół roku. (jp - Radom, mm, mmd)



Czytaj więcej o:
Steq
Steq
anna
(4) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Steq
Steq (3 września 2007 o 16:07) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
to prawa co piszesz. Nie było paniki. Jedynie paniczna cisza na kilka minut. Nie było paniki wśród ludzi bo większość w tym czasie udała się coś zjeść, bo pokazy sportowe odbywały się w przerwie pokazów wojskowych. Obserwowałem to zderzenie przez lornetkę. niestety zapewne na długo pozostanie mi w pamięci ten tragiczny widok.
Rozwiń
Steq
Steq (3 września 2007 o 16:03) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
I tak na naszych, widzów, oczach zgasło światło dla dwóch pilotów.Niech pamięć o nich trwa w przestworzach.....
Rozwiń
anna
anna (3 września 2007 o 14:05) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
cześć ich pamięci[*] [*]
Rozwiń
Emil
Emil (3 września 2007 o 12:43) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Ja wiem, że dziennikarze chcą jak najszybciej znaleźć winnego, bo gdy pracę skończy komisja to przeciętnego czytelnika nie będzie obchodzić kto wtedy zawinił, ale redaktorze... proszę nie przesadzać. Czy ktoś potem będzie prostował dywagacje na temat winny jeśli to nie "Marchel" będzie winny?P. Robert Kowalik, jak sam przyznał w innej wypowiedzi, nie widział momentu zderzenia. W tym momencie wsiadał do kabiny Extry gdyż miał prezentować się po Żelaznych. To są jedynie jego podejrzenia i to zapewne złapane przez jakiegoś redaktora na gorąco, może nawet przekręcone, co się zdarza. Nie można na tej podstawie wyrokować wniosków, nawet okraszonych słowem "prawdopodobnie".Po drugie... jaka panika? Nie było żadnej paniki. Jedyna panika jaka była, to "panika komentatora"... czemu się nie dziwię, sam nie wiem co bym powiedział mając mikrofon i wiedząc, że muszę coś mówić. Ludzie po prostu zamarli patrząc na to co się dzieje. Widać było że wielu z nich nie wierzy w to co widzi. Ta "garstka" która podbiegła do barierek nie była bynajmniej spanikowa, raczej chciała widzieć co będzie dalej, jak będzie wyglądać akcja ratunkowa itp. Trudno określić intencje każdego z nich.Proponuję szukanie winnych zostawić PKBWL, a ze swej strony pomóc w tym prosząc wszystkich którzy mają nagrania, zdjęcia z katastrofy o kontakt z organizatorem Airshow w celu przekazania materiałów, które mogą pomóc Komisji dojść do prawdy.
Rozwiń
Zobacz wszystkie komentarze (4)

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!