wtorek, 17 października 2017 r.

Lubelskie

Straż Ochrony Zwierząt zabrała mu rasowe psy. Poskarżył się prokuraturze

  Edytuj ten wpis
Dodano: 24 stycznia 2015, 19:45

Hodowca rasowych psów z okolic Lublina zarzuca obrońcom zwierząt, że bezprawnie zabrali mu dziewięć szczeniąt i donosi na nich do prokuratury. Ci na, których się skarży podejrzewają, że mężczyzna mógł znęcać się psami - mają przycięte uszy i ogony

Hodowlę mam zarejestrowaną od ubiegłego roku w Stowarzyszeniu Właścicieli Kotów i Psów Rasowych - mówi pan Mirosław, hodowca psów, którego niedawno odwiedzili wolontariusze Lubelskiej Straży Ochrony Zwierząt.

- Przyjechali razem z policjantami i odebrali mi dziewięć szczeniaków z przyciętymi uszami, które kupiłem pod Płońskiem. Pochodzą z Ukrainy, gdzie nie ma zakazu kopiowania uszu. Wśród tych psów są cztery owczarki środkowo-azjatyckie. Nie dali mi nic wyjaśnić. Poza tym stwierdzili, że psom jest za zimno, że daję im za tanią karmę i mają złe warunki, że w pomieszczeniu wyczuwają mocznik. Przygotowuję kojce i budy. Nie zdążyłem jeszcze wszystkiego zrobić.

Mężczyzna uważa, że psy zostały mu odebrane bezprawnie. - Straciłem ok. 14 tysięcy złotych - wylicza hodowca, który zgłosił sprawę w prokuraturze.

- Zawiadomienie rzeczywiście do nas wpłynęło - potwierdza Dorota Kawa, szefowa Prokuratury Rejonowej w Lublinie. - Będziemy sprawdzać, jak wyglądała ta interwencja.

Inną wersję wydarzeń przedstawiają obrońcy praw zwierząt. - Mieliśmy informację, że hodowca umieścił w Internecie ogłoszenie o sprzedaży rasowych psów, które mają ucięte ogony i uszy - mówi Marta Włosek, prezes LSOZ. - Szczeniaki mają około 8 tygodni. W Polsce od 2012 r. nie wolno kopiować uszu i ogonów. Tego typu okaleczenie zwierząt jest uznawane za znęcanie się nad nimi. Na tej podstawie zawiadomiliśmy policję. My tych zwierząt nikomu nie odbieraliśmy.

- Po konsultacji z prokuratorem zwierzęta zostały zabezpieczone. Część przekazano pod opiekę wolontariuszom - mówi kom. Renata Laszczka-Rusek z zespołu prasowego KWP w Lublinie. - Policjanci prowadzą postępowanie w kierunku artykułu 35 ustawy o ochronie zwierząt (chodzi o znęcanie się na czworonogami - red.). - Wszystko jest na etapie weryfikacji.

Przedstawicielka LSOZ tłumaczy, że psy musiały zostać zabrane. - Przebywały w warunkach zagrażających ich zdrowiu i życiu - przekonuje Włosek. - Unosiły się tam opary amoniaku. Sami musieliśmy wychodzić z tego pomieszczenia, aby zaczerpnąć świeżego powietrza. Szczeniaki nie miały żadnego dostępu do świeżego powietrza.

Zdaniem Włosek sprawa wyglądałaby inaczej, gdyby hodowca miał dokumenty potwierdzające zakup psów na Ukrainie. - Pięć osób słyszało jednak jak mówił, że załatwi sobie takie dokumenty - dodaje Włosek.

- To co mówi pani Włosek nie jest prawdą. Poza tym mam ukraińskie paszporty dla wszystkich tych psów. Nie wiem, co powinienem mieć więcej - ucina właściciel zwierząt.
  Edytuj ten wpis
Użytkownik niezarejestrowany
Gość
czytelniczka
(34) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Gość
Gość (25 stycznia 2017 o 22:05) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
witam czy moga zabrac psa gdy nie ma wlasciciela w domu i brama jest zamknieta?
Rozwiń
Gość
Gość (28 stycznia 2015 o 22:19) 0
Zaloguj się, aby oddać głos

Zwierzęta można odebrać tylko w dwóch przypadkach: decyzją wujta, burmistrza lub prezydenta miasta albo gdy dalsze przebywanie w miejscu zagraża bezpośrednio ich życiu. Brudny kojec czy pomieszczenie nie jest bezpośradnim zagrożeniem życia oraz nawet kopiowane uszy też nie grożą śmiertelnym zejściem. To co czytam to nie pierwszy przypadek takich działań LSOZ.

Nie jęcz Mirek, tylko przyjmij to na klatę. A następnym razem zamiast szczeniaków kup słownik ortograficzny. Biznesmenowi nie wypada pisać "wujta".

Rozwiń
czytelniczka
czytelniczka (28 stycznia 2015 o 11:47) 0
Zaloguj się, aby oddać głos

Zwierzęta można odebrać tylko w dwóch przypadkach: decyzją wujta, burmistrza lub prezydenta miasta albo gdy dalsze przebywanie w miejscu zagraża bezpośrednio ich życiu. Brudny kojec czy pomieszczenie nie jest bezpośradnim zagrożeniem życia oraz nawet kopiowane uszy też nie grożą śmiertelnym zejściem. To co czytam to nie pierwszy przypadek takich działań LSOZ.

Rozwiń
Gość
Gość (27 stycznia 2015 o 20:02) 0
Zaloguj się, aby oddać głos

Skąd pewność? Masz dowody?
Oczekujesz dowodów od właściciela, a od LSOZ już nie? Zwykłe zdjęcie wystarczy?

Zdziwił mnie też komentarz niedowiarka, że nie wierzył w to, że psy mogły mieć dobre warunki, a zdjęcxie było zrobione gdzieś w korytarzu.
Skąd wiecie, że miały złe warunki?
Nie widzę po pieskach żeby źle wyglądały, wyglądają bardzo ładnie.

Ty chyba ślepy gościu jesteś,skoro nie widzisz jak ten pies wygląda to po pierwsze,drugie syf na dzień dobry haha to są warunki?Pewnie w jakimś byłym chlewie trzymane super hodowla idioto...

Rozwiń
fff
fff (27 stycznia 2015 o 19:58) 0
Zaloguj się, aby oddać głos

hahazabawni jesteście :) a związek kynologiczny to co to jest? też stowarzyszenie takie jak inne :) niczym się nie różnią te organizajce zarabiajace na głupocie ludzkiej- nie ma to jak dowartosciowac się psem na psedo wystawach :))

Taak tylko raptem istnieje praktycznie kilkadziesiąt lat,a nie jak te twory zaledwie 2 lata i rejestrują wszystko z ulicy,nawet na podstawie zdjęcia za 10 zł można z kundla zrobić rasoweg haha pajacu.

Rozwiń
Zobacz wszystkie komentarze (34)

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!