wtorek, 26 września 2017 r.

Lubelskie

Strażacy nie chcieli przyjechać, myśleli, że zgłoszenie to żart. Spłonęła ciężarówka

Dodano: 15 września 2013, 19:16
Autor: Rafał Panas

Wrak stoi na posesji Juraków. Właściciele firmy wycenili straty na 35 tys. zł (samochód) plus 10 tys
Wrak stoi na posesji Juraków. Właściciele firmy wycenili straty na 35 tys. zł (samochód) plus 10 tys

Gdy nocą w Borzechowie w ogniu stanęła ciężarówka, jej kierowca musiał przekonywać strażaków, że to nie głupi żart. Z samochodu zostało niewiele, a sprawa znajdzie finał w sądzie.

Kierowca z firmy PHU Anex jedzie w środę w nocy ciężarówką marki Man z pustymi, plastikowymi opakowaniami. Ok. godz. 1.40, w Borzechowie, czuje charakterystyczny smród, kabinę wypełnia dym. Doszło do zwarcia, pod maską iskrzy, klemy w akumulatorze już się topią. Kierowca dzwoni na numer 998 do Komendy Miejskiej PSP w Lublinie.

Jednak żeby na miejsce przyjechała straż pożarna, potrzeba będzie kilku telefonów. Oto wersja wydarzeń Grzegorza Juraka, reprezentującego w tej sprawie firmę ojca. – Pierwsza rozmowa trwa niecałe 4 minuty. Przez większość tego czasu dyżurny pyta kierowcę o dane osobowe i właściciela pojazdu. Samochód pali się, a on zadaje pytania, które nie mają znaczenia. Twierdzi, że przy pomocy systemu namierzania GPS sprawdził, że kierowca wcale nie jest tam, gdzie wzywa pomocy – opowiada Jurak.

Kierowca dzwoni więc do właściciela firmy, Stanisława Juraka. Ten momentalnie wykręca numer alarmowy 112. Łączy się z policją w Opolu Lubelskim (mieszka niedaleko), tam przełączają go na posterunek w Bełżycach, a ten kieruje mężczyznę do centrali straży pożarnej w Lublinie. – Ojciec prosi, żeby przyjechali, bo samochód się pali. Jest roztrzęsiony. W odpowiedzi słyszy, żeby sobie nie robił głupich żartów – relacjonuje Jurak.

Kierowca ciężarówki znowu dzwoni do strażaków. – Dyspozytor radzi mu, żeby znalazł świadka, który potwierdzi, że samochód się pali. – opowiada Jurak. I wtedy kierowca słyszy w słuchawce, że drugi dyspozytor przyjmuje w tym samym czasie zgłoszenie w sprawie jego samochodu. – Najwyraźniej ktoś dostrzegł auto stojące na drodze w płomieniach – mówi Jurak. Zgłoszenie przyjęte, po czterech minutach przyjeżdża ochotnicza jednostka z Borzechowa, potem dołączają państwowi strażacy z Bełżyc.

– Zestawiliśmy czasy rozmów i odsłuchaliśmy ich treść. Pojawiają się wątpliwości. Nie wiem, czym w niektórych momentach kierował się dyspozytor. Z nagrania wynika, że mógł mieć wątpliwości, co do lokalizacji zgłaszającego. Czekam na pisemne wyjaśnienia dyspozytora. Teraz niczego nie przesądzam – mówi Mirosław Hałas, komendant miejski PSP w Lublinie. – Między przyjęciem zgłoszenia, a wysłaniem jednostki minęły 2–3 minuty. Chcę wiedzieć, co dyspozytor robił w tym czasie i dlaczego nie zareagował po pierwszym telefonie.

– Mogli być na miejscu błyskawicznie, bo siedziba ochotniczej straży w Borzechowie jest niespełna kilometr od miejsca pożaru – komentuje Jurak. W środę zawiadomili policję o niedopełnienie obowiązków przez straż pożarną. – Przekazaliśmy sprawę do komisariatu w Bełżycach – informuje Edyta Żur z policji w Opolu Lubelskim.

Komendant Hałas mówi, że sprawę prawdopodobnie rozstrzygnie sąd. Jurakowie potwierdzają: pozew jest już przygotowywany.
Straż odmówiła nam kontaktu z dyspozytorem.
Czytaj więcej o:
Gość
Patryk
Gość
(31) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Gość
Gość (7 sierpnia 2015 o 13:49) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Pewnie drapał se po jajach, bo mu nie podrapała, i nie miał czasu, bo był w amoku.
Rozwiń
Patryk
Patryk (23 września 2013 o 19:17) 0
Zaloguj się, aby oddać głos

To nad czym myślą?? Oni nie mają się zbierać, tylko od razu wkraczać do akcji... Po co są strażakami? Skoro potrzeba im czasu na to, żeby się jeszcze zebrać to kazdy normalny człowiek mógłby być strażakiem... 

jak ja uwielbiam takich znawców, Strażacy OSP, jak sama nazwa wskazuje są ochotnikami, i tak jak napisałeś, każdy normalny człowiek, po spłenieniu szeregu wymagań może być strażakiem ochotnikiem. Powinieneś się cieszyć, że chociaż komuś się chce ruszyć dupę w środku nocy i iść na ratunek potrzebującym.

Rozwiń
Gość
Gość (23 września 2013 o 07:20) 0
Zaloguj się, aby oddać głos

Po pierwsze nie jestem strażakiem, z pieczątką diagnosty to różnie bywa, mam znajomego który podstawia inny samochód a daje inny dowód rejestracyjny. Owszem, OSP ma 1 km ale zanim się zbiorą i dojadą w nocy to chwilkę potrwa, prawda?

To nad czym myślą?? Oni nie mają się zbierać, tylko od razu wkraczać do akcji... Po co są strażakami? Skoro potrzeba im czasu na to, żeby się jeszcze zebrać to kazdy normalny człowiek mógłby być strażakiem... 

Rozwiń
obserwator
obserwator (19 września 2013 o 07:34) 0
Zaloguj się, aby oddać głos

Znając smykałkę tego pana d interesów, to na miejscu straży sprawdziłbym czy to napewno był samozaplon? Interes ostatnio słabiutko się kręci, a przecież do niedawna to najwiekszy potentat w okolicy.

Rozwiń
Gość
Gość (19 września 2013 o 03:28) 0
Zaloguj się, aby oddać głos

szkoda skrzynek najbardziej :( za nie odszkodowania nie dostaną

Rozwiń
Zobacz wszystkie komentarze (31)

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!