czwartek, 8 grudnia 2016 r.

Lubelskie

Struś okazał się kaczką

Dodano: 14 stycznia 2003, 20:45

Zwycięzca licytacji w ramach Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy - choć zapłacił - nie będzie mógł pochwalić się egzotycznym nabytkiem

Przedsiębiorca z Radzynia Podlaskiego, który za 350 zł podczas finału Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy wylicytował okazałego strusia, nie dostanie ptaka. Hodowca nie jest zadowolony z ceny i nie wyda zwierzęcia.
Taką decyzję podjęli wspólnie właściciel strusia Piotr Rychlik i organizujący radzyński finał Dariusz Piekarski, kierownik Osiedlowego Domu Kultury.
Niedzielna licytacja miała się okazać miejscową rewelacją. Rychlik postanowił wstawić ptaka za 300 złotych, choć twierdzi, że jest warty co najmniej pięć razy więcej. Aukcja na radzyńskim osiedlu Zabielska była jednak krótka. Pierwsze przebicie wyniosło 310 zł. A już drugie okazało się zwycięskie. Andrzej Borkowski, miejscowy przedsiębiorca i rolnik, dał 350 zł i wygrał.
Zaraz po aukcji pieniądze wrzucił do puszki WOŚP. Strusia jednak nie mógł wziąć pod pachę, gdyż ptaszysko znajdowało się w zagrodzie hodowcy, aby nie zdechło na zawał serca przy tłumie widzów.
Nazajutrz okazało się jednak, że struś jest... nadal licytowany, ale poprzez Internet na aukcyjnej witrynie Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. Piekarski powiedział Dziennikowi, że i ta licytacja nie spełniła oczekiwań. Choć internauta z Bydgoszczy zaproponował wczoraj za strusia 720 zł, to jednak nie można było się do niego dodzwonić.
- Postanowiliśmy z hodowcą zawiesić licytację i unieważnić transakcję, gdyż struś nie osiągnął swojej wartości. Ptaka zostawiamy do dyspozycji Orkiestry za rok. Będzie licytowany centralnie. Nie może być traktowany jak na przetargu żuk w geesie. Mało ludzi u nas rozumie ideę WOŚP - mówi z żalem Piekarski.
Piotr Rychlik także uważa, że nie można przystać na tak śmieszną sumę za strusia, jaką wylicytowano. - To zbyt szczytny cel, aby licytację traktować jak targi i handel. Rozsądnym wyjściem jest dalsza hodowla ptaka i wystawienie go w następnym finale - mówi.
Zwycięzca niedzielnej licytacji w Radzyniu Podlaskim Andrzej Borkowski nie kryje zdumienia. Nikt go nie powiadomił o unieważnieniu licytacji.
- Umówiono się ze mną, że odbiorę strusia w czwartek. Nie myślałem o jego ugotowaniu. Mam przygotowaną ogrodzoną działkę rolniczą, na której miałem trzymać ptaka. Planowałem dokupić samicę. Teraz znajomi oczekują ode mnie atrakcji. Jaka jest wiarygodność Orkiestry wobec ludzi? Co to warte? Do czego podobne? Ja nie planowałem dać na orkiestrę 350 zł. Chciałem mieć za to pamiątkę. Wcześniej przekazałem już inną sumę na WOŚP. Smutne to wszystko. Wyszedł cyrk z Orkiestry - mówi Andrzej Borkowski.
Piekarski zapowiada, że jeżeli zwycięzca licytacji będzie zgłaszał pretensje, to zwróci mu 350 zł.
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24

CENEO