poniedziałek, 18 grudnia 2017 r.

Lubelskie

Tam zginęli nasi lotnicy

  Edytuj ten wpis
Dodano: 24 stycznia 2008, 19:07

35-letni porucznik Robert Kuźma pochodzący z Lipska k. Zamościa był dowódcą załogi samolotu, który rozbił się w Mirosławcu

w Zachodnio-pomorskiem. Zginęło 20 osób. Większość z nich uczyła się fachu w dęblińskiej Szkole Orląt.


Robert w środę wieczorem miał mieć wolne. Ale kolega wyznaczony do dowodzenia tragicznym lotem przechodził badania lekarskie. - I o ten jeden dzień przedłużyło mu się zwolnienie. Jakby nie to, mój syn pewnie by żył - mówi zrozpaczona Genowefa Kuźma, matka pilota.

Kuźma zostawił w Krakowie żonę. To od synowej państwo Kuźmowie dostali w środę w nocy informację o śmierci swojego syna. Porucznik był doświadczonym pilotem. Skończył szkołę w Dęblinie, później studiował na Politechnice Warszawskiej. 13 lat latał w eskadrze lotnictwa transportowego rosyjskimi maszynami AN-26. - Znał samoloty doskonale. Jak maleńki był jeszcze, to mu musiałam takie papierowe modele kupować, a on je godzinami sklejał. Taki był dokładny, zawsze odpowiedzialny - wspomina pani Genowefa.

W środę por. Kuźma był dowódcą załogi podczas feralnego lotu. Razem z trzema kolegami przewoził uczestników konferencji o bezpieczeństwie lotnictwa. Lecieli z Warszawy do Mirosławca. - Około godz. 19 maszyna spadła do lasu z wysokości 150-200 metrów, niespełna kilometr od lotniska - opisuje mjr Bogdan Ziółkowski z bazy w Mirosławcu.

- Wiele w życiu już widziałem. Ale to trudno opisać słowami. Morze pogniecionego aluminium z czegoś, co przed chwilą było potężnym samolotem - opowiada Henryk Basta, strażak z Mirosławca. To jego brygada pierwsza przyjechała na miejsce.
Wszyscy znajdujący się na pokładzie samolotu zginęli. - To była najlepsza część naszej kadry wojskowej - podkreśla szef MON Bogdan Klich.

Wśród nich był m.in. urodzony w Świdniku płk Jerzy Piłat - dowódca bazy w Mirosławcu. - Świetny fachowiec - podkreśla mjr Ziółkowski.

Płk Piłat, podobnie jak większość ofiar katastrofy, uczył się fachu w Dęblinie. - Trudno mi dojść do siebie. Odeszli moi wychowankowie - nie kryje Janusz Ziółkowski, dyrektor dęblińskiego Liceum Lotniczego. - Wszyscy dobrze się znaliśmy. To nasi koledzy i przyjaciele - dodaje gen. bryg. pil. Jan Rajchel, komendant Szkoły Orląt.

Specjalna wojskowa komisja bada okoliczności tragedii.

(ak, pab, pap)
Współpraca: Mariusz Parkitny, "Głos Szczeciński”

Samolot CASA

Hiszpańska maszyna, która rozbiła się w Mirosławcu, była niemal nowa. Wylatała zaledwie 400 godzin. W Polsce jest 9 takich samolotów. Tymi maszynami polscy żołnierze są transportowani do Iraku i Afganistanu.
  Edytuj ten wpis
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!