niedziela, 25 czerwca 2017 r.

Lubelskie

Tragedia na wysepce

Dodano: 5 września 2001, 09:46

Krzysztof M. i Jacek Z. wybrali się wczoraj wieczorem na ryby.
Kiedy nie wrócili na noc do domu, zaniepokojony ojciec Jacka postanowił sprawdzić, co ich zatrzymało. O 4 rano w domku rybackim na stawie w Brusie znalazł ciała syna i jego
kolegi. Obaj mieli przestrzelone głowy.

W rybakówce Gospodarstwa Rybackiego w Starym Brusie jest tylko jedno pomieszczenie.
Nie stwierdzono w nim śladów walki ani jakiejkolwiek przemocy. Obok ciał młodych mężczyzn znaleziono natomiast czeski pistolet kalibru 9 mm i dwie łuski. Tyle też pocisków brakowało w magazynku. Uwagę policjantów zwróciły opróżnione butelki po alkoholu.

Zbigniew Betka, szef chełmskiego Ośrodka Zamiejscowego Prokuratury Okręgowej w Lublinie, zakazał wysłanemu na miejsce podwładnemu oraz policjantom jakiejkolwiek współpracy z dziennikarzami. Nakazał nawet zabrać ich z miejsca zdarzenia.

Mimo to udało nam się ustalić prawdopodobny przebieg zdarzenia. Wszystko wskazuje na to, że w domku na wyspie doszło do nieszczęśliwego wypadku. Mężczyźni mieli z sobą broń. Miała służyć do obrony przed kłusownikami. Pistolet przypadkowo wypalił, kiedy trzymał go Krzysztof M. Tak nieszczęśliwie, że kula ugodziła Jacka w czoło.
Porażony tym, że kolega zginął z jego ręki, Krzysztof przyłożył sobie czeską cezetkę do głowy i popełnił samobójstwo.

Tragicznie zmarli mężczyźni w wieku 21 i 23 lat byli studentami Akademii Rolniczej w Olsztynie i Politechniki Warszawskiej. - To byli dobrzy, grzeczni, zdolni i pomocni chłopcy - mówi o Jacku i Krzysztofie miejscowy proboszcz ks. Andrzej Tomczak. - Chociaż już studenci, to nie uchylali się od służenia do mszy. Pochodzili z dobrych rodzin.

Opinię proboszcza podzielił także wójt Konstanty Wnuczuk, który bardzo dobrze zna obie rodziny. Dla spotkanych przez nas mieszkańców to, co się stało w rybakówce, było czymś tragicznie niezrozumiałym i niczym nieuzasadnionym.

Rodziców chłopców, poza ojcem Krzysztofa, który przewoził łódką prokuratora, lekarza i policjantów z ekipy dochodzeniowo-śledczej, nie wpuszczono na wyspę. Z twarzami w dłoniach, niemi w swoim cierpieniu czekali na drugim brzegu, aż wszystkie procedury zostaną zakończone i prokurator pozwoli przeprawić łódką ułożone na noszach zwłoki synów, zawinięte w czarne, plastikowe worki. Jednej z matek, która poprosiła o rozsunięcie worka, policjanci stanowczo to odradzili. Ciała studentów zabrano do Zakładu Medycyny Sądowej w Lublinie.

- Kiedy usłyszałem, że w rybakówce znaleziono zastrzelonych chłopców, pomyślałem, że musiał tam być ktoś trzeci i że to on do nich wymierzył - mówi ks. Andrzej Tomczak. - Nie wiem, która prawda jest gorsza. Teraz pozostaje już tylko przygotować pogrzeb.


PS Personalia zmarłych zostały zmienione
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!