poniedziałek, 23 października 2017 r.

Lubelskie

Trzy noce z trupem

  Edytuj ten wpis
Dodano: 23 maja 2008, 18:48

Na czwartym piętrze bloku w Radzyniu Podlaskim małżonkowie K. przez kilka dni mieszkali z rozkładającym się ciałem zabitego 54-latka. Spali, jedli i ... bali się powiadomić policję o zbrodni.


- Mąż zakazał mi zgłaszać policji, że na podłodze leży trup. A ja nic nie miałam do gadania w domu - mówi spokojnie Janina K., która bezradnie siedzi nad plamą krwi przykrytą dużym ręcznikiem.

Jej mąż, 48-letni Kazimierz K. zgłosił się wczoraj rano w radzyńskiej komendzie z informacją, że w jego mieszkaniu znajdują się zwłoki mężczyzny. Policjanci pojechali na miejsce. W mieszkaniu leżało ciało 54-letniego Henryka K. Czuć było odór. W szafce policjanci znaleźli nóż. Miał ślady krwi zabitego mężczyzny.

- Pierwszy raz w swojej pracy spotkałem się z takim przypadkiem. Tyle dni ludzie mieszkali obok zwłok w rozkładzie - mówi Dariusz Łukasiak, oficer prasowy radzyńskiej policji.

Początkowo gospodarz nie mówił, co było powodem śmierci gościa. Po pewnym czasie przyznał się do zabójstwa kompana. Lekarz wstępnie określił, że do zgonu doszło kilka dni wcześniej.

- Nasi policjanci zatrzymali właściciela mieszkania i jego 47-letnią żonę Janinę. Z ich relacji wynikało, że 54-latek przyszedł do nich we wtorek wieczorem. Przeniósł ze sobą alkohol. Podczas libacji doszło między mężczyznami do kłótni. Kazimierz K. chciał wyprosić znajomego. Kiedy ten nie reagował, gospodarz chwycił duży nóż kuchenny i ugodził dwa razy kompana. Małżonkowie nie udzielili pomocy rannemu.
Policjanci sprawdzają, czy w grę wchodził motyw zazdrości.

- Nie mieliśmy z Henrykiem romansu. Kolegowaliśmy się tylko kupę lat. Wypiłam we wtorek może trzy kieliszki alkoholu. Gdy wyszłam do łazienki, doszło do awantury. Nie widziałam, jak zginął Henryk - mówi Janina K. - Nazywali go "Bin Laden”. Musiałam później wytrzymać przy jego zwłokach. Spałam obok na swojej wersalce, a mąż na drugiej. Pośrodku ciało. Musiałam też wytrzymać jak śmierdziało. Nie wychodziliśmy z domu. W czwartek było Boże Ciało. Dopiero w piątek wypędziłam męża na policję.

Sąsiedzi z ul. Jagiellończyka podkreślają, że w feralnym mieszkaniu nieraz dochodziło do awantur. - Tam codziennie ktoś przychodził. Ludzie opowiadali sobie, że ciało leżało przez wiele dni. A sąsiad na czwartym piętrze nawet czuł, że coś cuchnie. Jednak z tego lokalu często dochodził smród - mówi nastolatek Bartek.

Wczoraj radzyński sąd tymczasowo aresztował Kazimierza K. Jego żona - po przesłuchaniu - wróciła do domu.
  Edytuj ten wpis
Czytaj więcej o:
HOłoweńko
kika
XXXX
(8) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

HOłoweńko
HOłoweńko (26 maja 2008 o 19:12) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
uwolnić kazika. Kto bedzie imprezy na jagiellończyka takie wypasione prowadził. Imprezy lepsze jak na palazzo
Rozwiń
kika
kika (26 maja 2008 o 19:01) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
to nie Henryk K. tylko M. -> wujek = szok!!!!!!!!!!!!!!!!
Rozwiń
XXXX
XXXX (26 maja 2008 o 14:31) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Ta pani też powinna być ukarana za nie udzielenie pomocy poszkodowanemu! Uważam ją za pół winną!! Trzeba walczyć z tyranią!! Za kraty ich obydwoje!!
Rozwiń
bolo 2
bolo 2 (25 maja 2008 o 19:58) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
ZNAM TEGO PANA KAŻIKA I KIEDYŚ BYŁ RÓWNY GOŚĆ LECZ JAK POPADŁ W ALKLCHPLIZM TO ZROBIŁ SIĘ Z NIEGO ZWYKŁY LUMP .SZKODA MI JEGO OJCA BO TO DOBRY CHŁOP I BARDZO DUŻO PRZEŻYŁ PRZEZ PIJAKÓW .
Rozwiń
Beatka
Beatka (25 maja 2008 o 18:58) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Jak można być bez sumenia i leżec obok zmarłego ta pani sama powinna mu pomóc zadzwonić po pogotowie może jeszcze by się go uratowało.
Rozwiń
Zobacz wszystkie komentarze (8)

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!