środa, 23 sierpnia 2017 r.

Lubelskie

W kapciach uciekł z obławy

Dodano: 23 lipca 2006, 22:04

Piotr M. powinien trafić za kratki już w marcu. Ale nie trafił, bo uciekł z obławy funkcjonariuszom Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego. Poinformowali nas o tym internauci, bo prokuratura ten fakt przemilczała.
33-letni mieszkaniec Parczewa został zatrzymany w ubiegłym tygodniu w Gdyni.

Ukrywał się od marca. Wtedy lubelska delegatura ABW wkroczyła do nowo budowanego domu
przy ul. Kolejowej w Parczewie. Należał do ojca Piotra M. Gigantyczna plantacja konopi indyjskich była ukryta w piwnicy. Okazało się, że funkcjonuje tam dobrze wyposażona cieplarnia. Urządzenia dbały o odpowiednią temperaturę i nawiew powietrza. Zgromadzone na podziemnej plantacji narkotyki ważyły 26 kg. Można było z tego zrobić blisko 51 tys. porcji marihuany. Na czarnym rynku byłoby warte ponad 880 tys. zł.
– Odkrycie było do tej pory trzymane w tajemnicy, gdyż były prowadzone poszukiwania właściciela hodowli – tłumaczył nam w czwartek Andrzej Lepieszko, zastępca prokuratora okręgowego w Lublinie.
Taką informację podaliśmy w piątkowym wydaniu Dziennika.
Natychmiast zareagowali internauci. – „Trzymali to w tajemnicy, bo im uciekł. Całym oddziałem przyjechali antyterroryści. Z bronią i latarkami. Strzelali, latali, świecili a on im w ciapach po śniegu zwiał. Piesek nawet nie pomógł. Patałachy i tyle” – taki wpis pojawił się na naszej stronie internetowej.
O przebieg akcji zapytaliśmy prokuraturę. – Sprawdzę to – odparł najpierw Lepieszko. Po kilkunastu minutach potwierdził informacje internautów. – Piotr M. był w obejściu i uciekł – przyznał. – Były nawet oddane strzały ostrzegawcze.
Mieszkaniec Parczewa został aresztowany przez sąd. Oficjalnie zajmował się sprowadzaniem mebli z Holandii.
(er)
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!