środa, 16 sierpnia 2017 r.

Lubelskie

W Polsce wyjaśniają, w Anglii czekają

Dodano: 27 lutego 2006, 20:50

Po artykule w Dzienniku losem mieszkańców Lubelszczyzny pracujących w katorżniczych warunkach na farmie w Anglii zainteresowała się lubelska policja. Nasz konsulat w Londynie powiadomił brytyjską policję i urząd nadzorujący agencje pośrednictwa pracy w Wielkiej Brytanii i zapowiada interwencję.

Michał Mazurek z konsulatu zapewnia, że zrobi wszystko, żeby pomóc Polakom z farmy w Breage. Ale wczoraj nikt z polskiej placówki dyplomatycznej tam nie pojechał.
- Czekamy na ustalenia policji
w Polsce, staramy się też o telefoniczny kontakt z Polakami na farmie. Gdy doniesienia się potwierdzą, nasz człowiek tam pojedzie. Wtedy spodziewamy się też interwencji służb brytyjskich.
A te - według naszej policji
- również czekają na ustalenia
z Polski. Mają je dostać dziś. Tymczasem wczoraj od rana trwały w  Krasnymstawie przesłuchania świadków. Wszyscy potwierdzili to, co opisaliśmy. Policja przesłuchała też Annę K. z Rejowca pośredniczącą w załatwianiu pracy w Anglii. Robiła to nielegalnie, a od każdej osoby pobierała pieniądze. Przyznała się do winy. - Zabezpieczyliśmy dowody przestępstwa - mówi Janusz Wójtowicz, rzecznik lubelskiej policji. - Zeszyty, w których wpisywała nazwiska wyjeżdżających osób. Także do Włoch.
O warunkach pracy Polaków w Anglii opowiedzieli nam dwaj mieszkańcy Włodawy. Bracia Jarek i Marcin uciekli z farmy w Breage odgrodzonej od świata wysokim nasypem i przypominającej obóz pracy przymusowej.
Liczyli na dobry zarobek przy uprawie żonkili, a popadli
w  tarapaty finansowe. Pośrednikowi, który wysłał ich do Anglii każdy musiał dać 260 funtów. Na miejscu okazało się, że trzeba zapłacić kolejne 100 funtów za pierwszy tydzień pobytu, 50 za załatwienie pracy przez Anglika, 75 za ubezpieczenie i drugie tyle na "podatek”. A za każdy dojazd z kempingu na pole - 4-5 funtów. Nikt nie miał takich pieniędzy, więc pożyczali
od właściciela farmy. A dług trzeba było odpracować pod nadzorem osiłków.
Telefon angielskiego pracodawcy Polaków w Breage wczoraj milczał.

Nie tylko na Lubelszczyźnie

Prokuratura w Mielcu zajmuje się sprawą wyłudzenia pieniędzy pod pozorem załatwienia pracy. Pracownicy wyjechali do Anglii za pośrednictwem Biura Turystyki "Junior”. Jego właścicielka twierdziła, że współpracowała z jedną z firm w Ostrowcu Świętokrzyskim, ale po skargach klientów, zerwała współpracę. Obecnie właściciel firmy z Ostrowca jest poszukiwany listem gończym, a kobieta prowadzi Biuro Usług Turystycznych Centrum Ofert Pracy "Alma” w Tarnobrzegu. Mieszkańcy Lubelszczyzny, którzy przebywają na farmie w Breage, wyjeżdżali tam także za pośrednictwem tego biura.
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!