sobota, 10 grudnia 2016 r.

Lubelskie

W sądzie nie widzą winnych


Kurator sądowy przez trzy lata zwlekał z wystąpieniem o umieszczenie upośledzonego chłopca w ośrodku opiekuńczym, w sądzie postępowanie trwało blisko rok. Ewa Łuchtaj, wiceprezes Sądu Okręgowego w Lublinie przyznaje, że niektóre działania można było podjąć wcześniej. Nie zapowiada jednak, żeby ktoś za to poniósł służbowe konsekwencje.

Chodzi o opisywaną przez Dziennik sprawę Andrzeja, upośledzonego chłopca ze Stasina, którego rodzina przetrzymywała w niewłaściwych warunkach. Dopiero we wrześniu 17-letni już chłopiec został przymusowo odebrany z domu i umieszczony w ośrodku w Załuczu.
- Kurator sądowy wykazał się w tej sprawie dużą aktywnością- zapewnia prezes E. Łuchtaj. - Dla dobra dziecka chciał, żeby umieszczenie w ośrodku wychowawczym odbyło się za zgodą rodziny. Dopiero z perspektywy czasu wydać, że wysiłki dobrowolnego umieszczenia dziecka w placówce nic nie przyniosły.
Prezes podaje, że matka dziecka sama nawet napisała wniosek o umieszczenie dziecka w placówce opiekuńczej, potem się jednak z tego wycofała.
Andrzej był pod nadzorem kuratora od 1998 roku, kiedy sąd zaalarmowany przez szkołę ograniczył matce chłopca prawa rodzicielskie. Kurator pisał wywiady i sprawozdania. Dopiero na początku 2002 zasugerował sądowi, że należy podjąć decyzję o umieszczeniu dziecka w ośrodku opiekuńczym. Znacznie wcześniej zabiegała o to dyrekcja szkoły w Stasinie. Pierwszą rozprawę w wydziale rodzinnym Sądu Rejonowego w Lublinie wyznaczono w kwietniu 2002. Sąd zlecił przebadanie chłopca i jego rodziny w ośrodku diagnostycznym w Lublinie. Na badanie nikt się nie stawił. Mijały miesiące, a w sprawie nic się nie działo. Dopiero jesienią sąd zlecił ściągnięcie dodatkowych informacji o chłopcu. W Lutym 2003 zapadło postanowienie o umieszczeniu dziecka w ośrodku opiekuńczym. - Rozprawę można było wyznaczyć nieco wcześniej - przyznaje prezes Łuchtaj.
Dzisiaj znane będą wyniki specjalistycznych badań, którym poddano chłopca. Lekarz, który go badał stwierdził niedowagę, słabo rozwinięte mięśnie nóg i ogólne osłabienie.
- Dziecko prawdopodobnie nie jest upośledzone w tak dużym stopniu, jak zakładano, natomiast jego opóźnienie w rozwoju wynika z zaniedbania - mówi Jan Wasilewicz kierownik internatu w Załuczu. - Początkowo dziecko było bardzo zagubione, chłopiec kładł się spać nie do swojego łóżka, siedział cały czas przed telewizorem. Teraz już wie, gdzie jest jego łóżko, podchodzi do dzieci, bardzo dużo je. Potrafi zjeść na raz ponad pół bochenka chleba. Adoptuje się do nowych warunków i poznaje teren.
Po naszych artykułach sprawa Andrzeja nabrała rozgłosu. Wczoraj telewizja TVN przeprowadziła program na żywo z miejsca, gdzie chłopiec się wychowywał. Dzisiaj materiał o Andrzeju wyemituje telewizja Polsat (godz. 16.10).
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24

CENEO