piątek, 28 lipca 2017 r.

Lubelskie

Widziałem płacz

Dodano: 11 września 2002, 13:58
Autor: Ewa Dziedzic

Układaliśmy marmury na Long Island w najdroższym domu, jaki kiedykolwiek widziałem. Ile był wart? Z dziesięć milionów dolarów. Akurat zabrakło onyksu i majster mówi: Chłopaki, jutro spotykamy się na Manhattanie, na nowej robocie. To był 11 września.

Wychodzę z metra o wpół do dziewiątej, nie ma nikogo. Może pomyliłem adres? Lecę dzwonić. Pierwszy telefon zepsuty, drugi zepsuty. Tak w Ameryce jest; co czwarty aparat nieczynny. Znajduję swoją ekipę dwadzieścia po dziewiątej, składam się przed majstrem, przepraszam za spóźnienie.
Nie słucha. - Nawet nie wiesz, człowieku, że słupki strącili? - Jakie słupki? Podjeżdża samochód, kierowca krzyczy, że wieża się pali. Załapuję, że chodzi o World Trade Center. No to ja się wymawiam z roboty, przewieszam aparat fotograficzny do przodu i lecę do autobusu.
W autobusie ludzie przy komórkach. Przekrzykują się: Pięć samolotów leci na Nowy Jork! Pentagon rozwalony, Biały Dom po ewakuacji. Wojna!
Autobus dojeżdża na Czternastą, na Manhattanie. Biegnę w stronę dymu. Widzę, jak wypadają ludzie z City na Dolnym Manhattanie. Krzyczą, płaczą. Tam mieściły się całe miasta sklepów... Wymijamy się z uciekającymi w maskach z bandaży, w mokrych ręcznikach na głowie i wtedy czuję, jak trzęsie się ziemia. To zapada się druga wieża WTC.
Bocznymi uliczkami docieram do widelca - tego, co zostało po "słupkach”. Robię zdjęcia jak w amoku. Tak może wyglądać krajobraz po wojnie atomowej. Gigantyczne gruzowisko, a obok umarłe ulice wspaniałych salonów, sklepów, banków, pokryte kożuchem azbestowego pudru. A na tym wszystkim tony papierów. Podnoszę zlecenie przekazania na konto jakiegoś banku pięćdziesięciu tysięcy dolarów.
Wycofują się ludzie, policja, ratownicy. Niosą czarne worki z tymi, którzy nie zdążyli i wyskakiwali z osiemdziesiątego piętra... Przypinam w widocznym miejscu legitymację studencką, wchodzę do sklepu WTC. Idealnie poukładane towary, wieszaki pełniutkie i ten szary pył... Pstrykam. Mam szczęście, trzy metry ode mnie spada gigantyczna szyba, rozwala się na parkujących samochodach. Strażak łapie mnie za ramię: Wynoś się, idioto!
Wścieka się na mnie policjant. Nie bez racji. Widzę, jak wyprowadzają w kajdankach gości, którzy chcieli się obłowić.
Poszedłem w dwa dni później na Times Square. To miejsce dwadzieścia cztery godziny na dobę tętni życiem, tysiące ludzi w sklepach, pubach, wykwintnych restauracjach. Zawsze panował tu szał zakupów, a teraz pusto, cicho, tylko kobieta płacząca w głos i nieliczni smutni przechodnie. We wszystkich mediach te same nagłówki: Atak na Amerykę. Miasto umarło.
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!