czwartek, 19 października 2017 r.

Lubelskie

Wielbłąd nie krowa

  Edytuj ten wpis
Dodano: 22 lutego 2005, 22:10

W ostatnich dniach wielbłąd z Parchatki na samotność nie może narzekać. Jednego dnia przy zagrodzie pojawia się komisja „na okoliczność lustracji” warunków w jakich przebywa. Następnego dnia „wizja lokalna”. W tej samej sprawie.

Dwugarbny Omar od lat mieszka w zagrodzie w Parchatce koło Puław. Od kilku miesięcy sam, bez opiekuna. Media nagłośniły sprawę i wokół wielbłąda rozszalała się prawdziwa burza. Dziś egzotyczne zwierzę jest dobrze znane puławskim urzędnikom, policji, weterynarzom i obrońcom zwierząt.
– Dlaczego tyle instytucji, zamiast zajmować się poważnymi sprawami, próbuje zabrać mi wielbłąda? – denerwuje się Andrzej Welik, właściciel zwierzęcia. – I nawet nikt nie pofatyguje się, aby zobaczyć, w jakich naprawdę żyje warunkach. To żenujące!
Welik postanowił udowodnić światu, że wielbłąd krzywdy nie ma. Jego zdanie podziela Radosław Bartler z Powiatowego Inspektoratu Weterynarii w Puławach i pozostałych siedmiu członków komisji, która w poniedziałek odwiedziła wielbłąda. Pod zagrodą Omara pojawili się przedstawiciele lubelskiego Urzędu Wojewódzkiego, Starostwa Powiatowego w Puławach, Urzędu Miasta w Kazimierzu Dolnym i zamojskiego zoo. Jak czytamy w raporcie, w czasie „lustracji warunków przetrzymywania wielbłąda” – żadnych uchybień nie stwierdzono.
Wczoraj pod zagrodą znów było tłoczno. Tym razem urzędnicy mieli zadecydować, czy odebrać zwierzę właścicielowi, czy nie. Taki wniosek wpłynął od puławskiego oddziału Towarzystwa Opieki nad Zwierzętami.
– Dziś jest czysty, wybieg ma wysypany piaskiem, ale półtora miesiąca temu wyglądało to zupełnie inaczej – mówi Krystyna Nejman, prezes TOnZ w Puławach. – Zaniedbany, po kolana w błocie. I samotny, a to przecież stadne zwierzę.
– A jak gospodarz ma krowę, to co? Śpi z nią? – denerwuje się Lucjusz Feć, opiekun wielbłąda. – Zwierzę ma mieć kontakt wzrokowy z opiekunem. I ma.
Zastrzeżeń do warunków życia wielbłąda nie ma też Ewa Ptasińska z Lubelskiego Stowarzyszenia Ochrony Zwierząt, która zanim pojawiła się w Parchatce zasięgnęła wiedzy.
– Zajrzałam do mądrych książek i teraz wiem: wielbłąd to nie krowa – mówi Ptasińska. – Może miesiąc nie jeść, dwa tygodnie nie pić. Jakby głodował, to zniknęłyby mu garby.
Co dalej ze zwierzęciem? Nic. Zostaje u właściciela. A ten ani go nie odda, ani nie sprzeda. – Jest mój – podkreśla. – Komuś bardzo zależało, żeby mi zabrać wielbłąda. Ale się nie udało.
  Edytuj ten wpis
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!