środa, 23 sierpnia 2017 r.

Lubelskie

Wielka wpadka pod czerwoną latarnią

Dodano: 18 grudnia 2006, 22:16

Były funkcjonariusz Centralnego Biura Śledczego stał na czele gangu wymuszającego haracze.

Bandzior i 11 jego kompanów wpadli w ręce policji podczas weekendowej obławy. Wczoraj prokuratura wystąpiła o aresztowanie większości z nich.

Policyjna akcja trwała od piątku do niedzieli. Ponad 200 funkcjonariuszy wkroczyło do mieszkań i agencji towarzyskich w Lublinie, Świdniku i Stalowej Woli. Marcin L., były funkcjonariusz lubelskiego oddziału CBŚ i Sławomir S., ps. "Piecia” - przywódcy gangu - wpadli na stacji benzynowej przy ul. Głębokiej w Lublinie. Byli bardzo agresywni, jednemu z nich policjanci musieli skuć nogi.
- Kierowali zorganizowaną grupą przestępczą, która usiłowała zająć miejsce po rozbitych przez nas grupach "Zwierza”, "Dziuńka” i "Mumosa” - mówi Marek Woźniak, zastępca prokuratora okręgowego w Lublinie.

Prokuratura zapowiada, że lista zarzutów postawionych gangsterom będzie dłuższa. Wiadomo już, że gang zajmował się wyłudzaniem kredytów. Usiłował też wymusić 50 tys. zł okupu od biznesmena, grożąc mu połamaniem nóg i rąk. Po 2-3 tys. zł haraczu za "ochronę” płacili mu miesięcznie właściciele agencji towarzyskich. Policjanci wkroczyli do czterech takich przybytków w Lublinie: przy ul. Petrykiewicza, Wyzwolenia, Bandtkich i al. Kraśnickiej. Tam dopadli bandytów "pracujących” jako ochroniarze.
- Przy okazji wylegitymowaliśmy około stu osób, w większości klientów agencji - mówi Janusz Wójtowicz, rzecznik lubelskiej policji. - Niektórych przesłuchaliśmy w charakterze świadków.
Prokuratorskie zarzuty usłyszało w sumie 12 osób. Oprócz siedmiu członków gangu (ich aresztowania chce prokurator) wpadło też pięć osób luźniej związanych z przestępczą grupą.
Choć Marcin L. od lat jest znaną postacią w lubelskim półświatku, to... bierze policyjną emeryturę. Współpracę z bandytami rozpoczął, kiedy pracował w elitarnym wydziale policyjnym. Ma już za to proces. W 2001 r., po trzymiesięcznym areszcie, wyszedł na wolność. W innej sprawie odpowiada wraz ze swoim byłym dowódcą, Andrzejem M., za utrudnianie śledztwa.
Sławomir S. też ma bogatą przeszłość. Był m.in. skazany za udział w głośnym napadzie w Trzcińcu pod Lubartowem. Podczas zatrzymania miał przy sobie legitymację wiceprezesa Stowarzyszenia Romów w Polsce. Ale Romowie o takim działaczu nie słyszeli.
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!