sobota, 10 grudnia 2016 r.

Lubelskie

W 60 rocznicę przesiedlenia w Bonowie stanęła murowana kapliczka. Wybudowali ją Jan i Tomasz Kozak,
W 60 rocznicę przesiedlenia w Bonowie stanęła murowana kapliczka. Wybudowali ją Jan i Tomasz Kozak,

Jeszcze 67 lat temu tętniło tam życie. Ludzie w Bonowie żyli biednie, ale szczęśliwie. W zgodzie z przyrodą, tak jakby czas zatrzymał ich wioskę w skansenie. Żywili się tym, czym obdarowała ich natura. Dziś nad skrytą w głuszy leśnej dawną osadą krążą orły bieliki i bezszelestnie przemykają jelenie.
Po byłych mieszkańcach Bonowa nie zachowało się ani jedno domostwo, ani jedno zabudowanie gospodarskie. Ci, którzy spędzili tam swoje młode lata, starają się kultywować pamięć o idyllicznej wiosce, wymazanej z mapy.

Żywot w leśnej głuszy

Wieś Bonów do czasów wysiedlenia (1936-1937) należała do województwa lubelskiego, powiat Puławy, gmina i parafia Gołąb. Zajmowała obszar o długości 600 m i szerokości 250 m. Zabudowa wsi była zwarta, budynki drewniane, w 90 proc. pokryte strzechą. Bonów liczył 63 domostwa. We wsi mieszkało 330 osób. Wodę mieszkańcy czerpali z sześciu studni za pomocą żurawi.
Funkcjonowała tam czteroklasowa szkoła powszechna. Mieściła się w jednej izbie Franciszka Wydry. Zajęcia odbywały się w klasach łączonych, pierwsza z drugą i trzecia z czwartą. We wsi działały dwa, a okresowo trzy, sklepiki. Mieszkańcy żyli biednie. Ziemia była nieurodzajna - IV-V klasy. Latem mieszkańcy zbierali runo leśne. Część przeznaczali na sprzedaż. Do pobliskiej Ireny (wcześniej Fosztat obecnie Dęblin) sprzedawali też drewno opałowe i chrust.
Życie w Bonowie, mimo biedy, miało swoje zalety. Piękne położenie, spokój, rosnące wokół lasy, bajecznie kwitnące drzewa i krzewy. Cała wieś tonęła w zieleni. Można się o tym przekonać również dzisiaj, obserwując okolicę z ambony myśliwskiej.

Przesiedlenie - wyższa konieczność

Kilka lat przed wybuchem II wojny polska armia postanowiła przesiedlić mieszkańców Bonowa w inne miejsce na Lubelszczyźnie. Wieś i tereny wokół osady zostały przeznaczone na poligon dla raczkującej wówczas Oficerskiej Szkoły Lotniczej z Dęblina. W latach 1935-36 grunty należące do mieszkańców wsi wraz z budynkami mieszkalnymi i inwentarskimi wykupiło Ministerstwo Obrony Narodowej.
Wartość majątku została oszacowana na 694.000 zł. Grunty o pow. 680 ha armia wyceniła na 364.000 zł, drzewostan na ponad 154.000 zł, a zabudowania na 175.534 zł. W 1936 r., w pierwszym etapie przesiedlenia, Bonów opuścili mieszkańcy 39 gospodarstw. Wszyscy trafili do Siostrzytowa w dawnym powiecie lubelskim. Dla upamiętnienia swojej wsi nadali nowej miejscowości nazwę Bonów, obecnie Kolonia Bonów. Pozostali wyjechali z osady w 1937 r. Większość z nich trafiła w okolice Bychawy, obecnie Kolonia Bychawka III.

Betonowe bomby

Z relacji zarejestrowanej na taśmie od mieszkańca Gołębia udało się zrekonstruować dalsze losy opuszczonego Bonowa.
- W środku wsi żołnierze z Dęblina wybudowali betonowy prostokąt. Był solidnie umocowany w ziemi i miał mniej więcej wymiary przeciętnego domu. Był wykorzystany jako cel dla pilotów szkolących się w "Szkole Orląt”. Samoloty startujące z odległego o kilka kilometrów lotniska przylatywały nad Bonów i zrzucały do tego właśnie celu duże betonowe bomby. O tym, że różnie było z celnością pilotów, świadczą do dziś setki głębokich dołów rozrzuconych po całej wiosce. Po betonowej płycie zachowały się w ziemi jedynie elementy mocowań - wspominał kilka lat temu Stefan Korpysa z Gołębia.
W latach 1959-60 MON zrezygnowało z poligonu i przekazało go Ministerstwu Rolnictwa i Leśnictwa. Część dawnego Bonowa otrzymali w użytkowanie rolnicy z okolicznych wiosek. Pozostałe tereny zalesiono.

Nostalgia za pasieką

- Gdy jestem tu, wciąż rozmyślam o tych trzynastu latach swojej młodości. Zawsze odwiedzam miejsce, gdzie stał mój dom. Jak dawniej widzę kwitnące pod oknami bzy i kasztan, który swoją koroną rozpościerał się nad pasieką pszczół ojca. I wtedy ogarnia mnie smutek. Miejsce to kocham nad życie i dopóki starczy sił i zdrowia, co roku będę tutaj. Lata te były moim źródłem radości - wspomina emerytowany nauczyciel z Lublina.
Podobne nostalgiczne relacje byłych mieszkańców i zauroczonych tym miejscem turystów zajmują trzy grube zeszyty. Wszystkie przechowywane są w schowku pamiątkowej kapliczki.
Czytaj więcej o:
Gość
(1) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Ostatnie komentarze

Gość
Gość (28 sierpnia 2015 o 21:27) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
W powyższym tekście jest sporo nieścisłości: po pierwsze schron nie był usytuowany pośrodku wsi Bonów ale na jej zachodnim skraju/od strony Kołocyka/. Nie miał rozmiaru chałupy ale- z tego co pamiętam około 70 x50metrów,miał 2 lub 3 kondygnacje. Górne miały parę a może kilka dziur po bombach.Nie wydaje mi się, żeby były to ślady po bombach betonowych.Takie betonowe bomby , kilku i kilkunastokilogramowe znajdowałem w okolicy tego schronu- miały wystający metalowy hak służący do powieszania w samolocie.Taka "bomba" mogła co najwyżej spowodować niewielki odprysk betonu w schronie lub kilkunastocentymetrowy lej w ziemi.Owszem, w pobliżu były duże leje po "ostrych" bombach/5-6m śr. i 3-4m głębokości/ i kilka dziur w samym schronie ale wydaje mi się, że to efekt poczynań Niemców.Jaki sens miałoby bombardowanie schronu na 'ostro' i w efekcie jego szybkie zniszczenie, skoro został wybudowany do celów szkoleniowych i w zamyśle miał służyć przez wiele następnych lat? Do celów szkoleniowych służyły wspomniane bomby cementowe, ale brak śladów trafień nie pozwala ocenić wyszkolenia ówczesnych polskich pilotów.
Rozwiń
Zobacz wszystkie komentarze (1)

Pozostałe informacje

Alarm 24

CENEO