wtorek, 17 października 2017 r.

Lubelskie

Do kilku gospodarstw we wsi Ostrów w gminie Michów można dotrzeć na kilka sposobów. Łódką, brodząc po pas w wodzie lub idąc wąską, chwiejącą się na wszystkie strony kilkunastometrową kładką. Tak jest od lat.

- Jak jest upał, to woda trochę opada. Ale po krowy to tylko w takich butach - mówi Stanisław Radzikowski, pokazując długie rybackie kalosze. - Samochodem nie przejedzie. Tylko koniem albo ciągnikiem.
Rozległe, głębokie nawet na kilka metrów, starorzecze Czerwonki i bagna - tak wygląda otoczenie tzw. wyspy, miejsca, gdzie kiedyś mieszkała większość wsi. Dziś pozostały tam tylko dwa gospodarstwa prowadzone przez starszych ludzi i kilka działek letniskowych.
- Kiedyś, jeszcze za PZPR, to ciągle pisałam do partii, żeby coś z tym zrobili - mówi 67-letnia Leokadia Osinka. - Wójt mnie za to ochrzaniał, więc go zaprosiliśmy, żeby przyjechał i zobaczył, jak po tej kładce z mlekiem chodzimy. I wtedy zrobili betonowy przejazd na drodze.
Ale dziś po przejeździe niewiele zostało, bo zalała go woda. A przeprawa przez bród skończyła się dla kilku osób kosztowną naprawą samochodu. Dlatego na wyspę nie zagląda nawet listonosz. Pogotowie też miałoby problemy.
- Kiedyś widziałem, jak 80-letnia staruszka wracając ze wsi z chlebem szła po kładce na czworakach. A przecież tam jest głęboko. W końcu zdarzy się tu tragedia - denerwuje się jeden z mieszkańców "wyspy”.
- Jak się budowałem, to cement na plecach przez tę wodę nosiłem - mówi Roman Osek z Lublina. - Osobiście byłem u wójta w tej sprawie. Obiecał, że wyremontuje kładkę, jak woda opadnie, ale o drodze nie wspomniał.
Drewniana kładka to obraz nędzy i rozpaczy. Trzeba ją remontować co roku, bo drzewo gnije i bobry podgryzają. Najgorzej jest po zimie. Jeszcze tydzień temu była w połowie zatopiona. Dziś można przejść suchą nogą, ale z duszą na ramieniu.
- Przez kładkę pani szła? Nie bała się pani? - pyta 82-letnia Irena Kopacz. - Ja się boję. Nawet na czworaka to strach. Do sklepu człowiek nie może pójść, ani lekarza wezwać. A jak umrze, to jak ciało zabiorą? - pyta.
W sprawie kładki i zalanego przejazdu interweniowaliśmy w Urzędzie Gminy w Michowie. - Nieprawda, że się nie interesujemy - mówi Artur Karpiński, zastępca wójta. - Z remontem kładki czekamy, aż woda trochę opadnie.
• Ale za rok będzie to samo. Nie lepiej pomyśleć o drodze?
- W tym roku mamy zamiar podnieść i utwardzić teren. Zaczniemy, jak tylko poziom wody się obniży - obiecuje Karpiński.
  Edytuj ten wpis
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!