sobota, 19 sierpnia 2017 r.

Lubelskie

Wracamy z saksów

Dodano: 24 sierpnia 2008, 18:32

Wielu z tych, którzy kilka lat temu wyjeżdżali za chlebem do Anglii, myśli o powrocie do kraju. - Eldorado się skończyło - mówią.

- Jeszcze kilka lat temu z mojej brytyjskiej pensji wysyłałem rodzinie ponad 1 tys. zł. Dziś to ledwo połowa. Nie opłaci mi się tu siedzieć - żali się Andrzej Waszko z Lublina.

Pan Andrzej wyjechał do Wielkiej Brytanii w 2004 roku. Dostał pracę w londyńskiej fabryce z pensją w wysokości 1 tys. funtów. Chciał zarobić, żeby w Polsce założyć własną firmę. Wtedy kurs funta w Polsce wynosił 7,40 zł.

- W przeliczeniu na złotówki to było ponad 7 tys. zł! Można było przeżyć i odłożyć kawałek grosza w Polsce - wylicza.

Jeszcze w 2005 roku funt był warty 6,30 zł. Ale już od początku 2006 roku jego wartość w Polsce zaczęła gwałtownie spadać. Dziś za jednego funta dostaniemy 4 zł.

- Okazuje się, że po wymianie na złotówki zostaje mi połowa tego, co kiedyś. Myślę o tym, żeby wrócić w Polsce do zawodu taksówkarza, bo widzę, że na Wyspach nie dorobię się kokosów - ocenia Waszko.

Tylko w 2007 roku na Wyspy wyjechało z Lubelszczyzny ponad 1,5 tys. osób. Byli to przede wszystkim młodzi mężczyźni z Lublina i okolic, Zamościa i powiatu zamojskiego.

- Z naszych danych wynika, że od 2002 do 2007 roku dziesięciokrotnie wzrosła liczba mieszkańców Lubelszczyzny pracujących legalnie za granicą. Ponad połowa z grupy 2 tys. osób, które ujawniły w 2006 roku zagraniczne dochody pracowała w Wielkiej Brytanii i Irlandii - mówi Marta Szpakowska, rzecznik IS w Lublinie.

Ale wszystko wskazuje na to, że wielki bum na saksy na Wyspach powoli się kończy. - Widać to choćby po CV chętnych do pracy, które wpływają do naszej firmy - mówi Maciej Krojec, dyrektor biura Money Expert w Lublinie. - Niemal każdy ma za sobą zagraniczny epizod zawodowy, głównie w Anglii.

To ludzie wykształceni, którzy nie chcieli stać całe życie na zmywaku, czy wozić cegły na budowie. Wrócili, gdy funt zaczął spadać i okazało się, że nie warto się poświęcać, bo podobne pieniądze można zarobić w kraju w swoim wyuczonym zawodzie.

- Wróciłem, bo praca w barze szybkiej obsługi nie była szczytem moich marzeń, a w Polsce wartość mojej pensji z każdym miesiącem spadała. Za to, co zarobiłem zwiedziłem Szkocję. I postanowiłem szukać pracy w swoim zawodzie w Lublinie - mówi 27-letni Wojtek Michaluk, historyk po UMCS.

- Wszystko zależy od tego, jaką i za ile kto ma posadę tam, a jaką mógłby mieć w Polsce - tłumaczy Stanisław Jagielło, z-ca dyrektora Wojewódzkiego Urzędu Pracy w Lublinie. - Już nie jest tak, że rzucamy się na każdą fuchę za granicą. Szczególnie gdy planujemy, że nasz wyjazd nie jest na stałe, a tylko po to, żeby zarobić i wrócić.

Ale nie wszyscy myślą o powrocie do Polski. - W Polsce nic ciekawego mnie nie czeka, a tu żyję na przyzwoitym poziomie - mówi Henryk Kiryluk, który 3 lata temu zostawił rodzinny Głusk i wyjechał do Irlandii.

Pracuję w firmie budowlanej i zarabiam 2,5 tys. euro. Wystarcza mi na dobre życie i wczasy w ciepłych krajach. W kraju to były tylko marzenia - twierdzi Henryk Kiryluk



Czytaj więcej o:
Ciekawski
(1) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Ciekawski
Ciekawski (25 sierpnia 2008 o 07:14) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Ciekawe jakie beda tytuly po zakonczonych wyborach prezydenckich jak juz byli emigranci uczynia swoja "obywatelska powinnosc"
Rozwiń
Zobacz wszystkie komentarze (1)

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!