poniedziałek, 5 grudnia 2016 r.

Lubelskie

Zabrała przychodnię z pacjentami


Na drzwiach gabinetu w Wierzbicy zawisła kłódka
Na drzwiach gabinetu w Wierzbicy zawisła kłódka

Matka z córką, która z trudem łapie oddech, szuka pomocy w gabinecie obok piekarni w Wierzbicy. Kobieta zbladła. Jest godz. 13, a drzwi przychodni czynnej oficjalnie jeszcze dwie godziny, są już zamknięte.

- Tu nic pani nie załatwi. Tego ośrodka już praktycznie nie ma - ktoś z grupki stojących przed wejściem rzuca w jej stronę.
- To gdzie ja znajdę lekarza?
- Niech pani łapie doktora w Cycowie.
Kobieta siada za kierownicą i odjeżdża. Wracam do rozmowy z mieszkańcami. Sprawa jest zawiła…

Krok pierwszy: chcemy tu zostać

Trzy godziny wcześniej. Dlaczego mieszkańcy Wierzbicy przerwali wykopki, zbiory kukurydzy i buraków i stoją w korytarzu przychodni?
- Zawsze leczyliśmy się w Wierzbicy i chcemy tu zostać, ale nie możemy - skarży się Grzegorz Iwaniuk. - Od swojego lekarza usłyszałem, że mam przyjść na wizytę do Cycowa. Jak mi się nie podoba, mogę iść do konkurencji. Muszę często kontrolować cukier we krwi i ciśnienie. Nie będę jeździł trzynaście kilometrów. Chciałem zmienić lekarza, ale nie mogę wycofać deklaracji.
- Siłą nas trzymają - wtrąca Agnieszka Antczak.
Co to znaczy?
- Byłam kilka dni temu u doktora - wyjaśnia A. Antczak. - Zakomunikowałam mu: albo zostaję jego pacjentką na miejscu w Wierzbicy, albo rezygnuję i przenoszę się do innego lekarza. Odmówił mi podpisania rezygnacji. Bez tego nie mogę zmienić lekarza.
Relacji z nieudanych prób wycofania deklaracji wyboru lekarza przybywa. Robi się zgiełk, wszyscy mówią jednocześnie. - Płacimy podatki. Nikt nie powinien nam narzucać, gdzie i u kogo mamy się leczyć.
Żale i skargi mieszają się z pomstowaniem i prośbami.
- Ja, stara, z trudem chodzę i co? Mam jeździć do Cycowa, a potem w przeciwnym kierunku do Chełma do specjalisty? To absurd. Zróbcie coś - apeluje Weronika Miszczyk.

Krok drugi: w grupie raźniej

Ludzie chcą wycofać złożone deklaracje wyboru lekarza i przejść do konkurencji. Chcą to załatwić w rejestracji.
- My wszyscy w tej samej sprawie - mówią.
- Postanowiłem zmienić lekarza. Proszę podpisać mi formularz rezygnacji - mówi Stanisław Bieniek .
- Nie mogę tego zrobić. Nie wiem, czy państwo jesteście tu zadeklarowani. To może stwierdzić lekarz w Cycowie. Dane są tam w komputerze - słyszą ludzie.
- Nie deklarowałem wyboru lekarza w Cycowie i nie pojadę tam po rezygnację. Proszę o podpis - naciska S. Bieniek.
W końcu kobieta w białym fartuchu stawia parafkę.
- Potrzebna jest jeszcze pieczątka - upomina się pacjent.
Rejestratorka załatwia wszystkich. Gdy chwilę potem kolejni chętni pobiegli wycofać deklaracje, pocałowali klamkę - drzwi przychodni były zamknięte na kłódkę. To z nimi rozmawiała matka z chorym dzieckiem.

Krok trzeci: od nitki do kłębka

Cała sytuacja to odprysk konfliktu pomiędzy Zbigniewem Zakrzewskim, kierownikiem Gminnego Ośrodka Zdrowia w Cycowie, który prowadzi, a właściwie biorąc pod uwagę stan faktyczny - prowadził także gabinet lekarski w Wierzbicy, a Zofią Majcher, pracownikiem tej placówki, wdową po poprzednim szefie przychodni. Z. Majcher weszła w konflikt ze swoim przełożonym. Twierdzi, że w Wierzbicy "prowadzi nielegalną praktykę lekarską”. I to ona namawia ludzi do przejścia do konkurencyjnego gabinetu, który zresztą sama założyła. Po uprzednim wyniesieniu sprzętu z gabinetu Zakrzewskiego.
- Oczy otworzył mi wójt Cycowa - wyjaśnia Majcher. - Choć gabinet lekarski w Wierzbicy oficjalnie był filią ośrodka w Cycowie, to wójt zapewnia, że Gminny Ośrodek Zdrowia w Cycowie nie ma placówki filialnej. Wierzbica leży na terenie innej gminy i potrzebna byłaby na to zgoda obu samorządów. Wiem też, że placówka jest w stanie likwidacji. Byłam przerażona. Zrozumiałam, że pracuję w zakładzie, którego nie ma.
- Jest uchwała o likwidacji ośrodka w Cycowie, ale jest w niej zapis, że jego zadania przejmuje inny niepubliczny zakład, który zatrudni dotychczasowy personel i będzie kontynuował świadczenie usług medycznych. Nie jest też prawdą, że gabinet w Wierzbicy działał nielegalnie - tłumaczy Zakrzewski.
Majcher nie poprzestała na zarzutach. Bez wiedzy Zakrzewskiego wyniosła z ośrodka sprzęt medyczny, meble, pieczątki, kartoteki pacjentów i założyła w Wierzbicy konkurencyjny gabinet, nawiązując współpracę z innymi lekarzami.
- Zabrałam tylko swoje rzeczy - broni się i pokazuje odpowiednie faktury. - Gdy kierownik zalegał mi z należnością z tytułu dzierżawy wyposażenia gabinetu, nie robiłam problemu, ale jak odkryłam, że gra nie fair, zabrałam mój aparat EKG, kozetki i biurka.
- Dokumentacja medyczna też jest pani własnością?
- Kiedy po śmierci męża i zerwaniu kontraktu z kasą chorych pytałam w lubelskim oddziale kasy, co mam zrobić z kartotekami pacjentów, które mąż prowadził, usłyszałam, że cała dokumentacja staje się moją własnością. Z. Zakrzewski, gdy przejął ośrodek, automatycznie objął dokumentację. Gdy jednak odkryłam nieprawidłowości w jakie jest uwikłany, zabrałam papiery z powrotem.
Zbigniew Zakrzewski traktuje to jak sabotaż. Zagarnięcie rzeczy zgłosił do prokuratury.
- Pani Majcher, wdowa pod koledze po fachu, poprosiła mnie rok temu, żebym jej pomógł, bo znalazła się w trudnej sytuacji finansowej. Nie odmówiłem. Zatrudniłem ją jako sprzątaczkę. W związku z planowanym 1 października przekształceniem placówki, dostała, jak inni, wypowiedzenie. Tymczasem w zmowie z pielęgniarką wykradła rzeczy, historie chorób pacjentów, narażając ich życie.

Krok czwarty: jak nie wiadomo o co chodzi, chodzi o pieniądze

Pacjenci byliby może niemymi świadkami tego sporu, gdyby nie to, że Majcher niemal natychmiast zaczęła współpracę z nową placówką medyczną. Poinformowała ludzi, że gabinet koło piekarni funkcjonuje prawem kaduka i skierowała do nich własną ofertę świadczenia usług medycznych.
- To są pacjenci mojego męża. Czuję się zobowiązana naprawić błąd, jaki zrobiłam zapraszając do współpracy w Wierzbicy Z. Zakrzewskiego, stąd propozycja - mówi Majcher.
- Pani Majcher nagabywała pacjentów i zawracała ich, gdy szli do mojego gabinetu, a oni jej wierzyli, bo ją znają - twierdzi Zakrzewski. Dysponując zagarniętą pieczątką zakładu, podsuwała pacjentom rezygnacje. Sytuacja tak się skomplikowała, że w Wierzbicy została tylko pielęgniarka. Od wczoraj zamknąłem nawet ten punkt informacyjny. Nikomu nie bronię leczyć się u innego lekarza. Jednak, aby załatwić formalności, trzeba przyjechać do Cycowa.
Sprawą dostępu do lekarza zajmuje się samorząd, a kwestią wyniesionych rzeczy prokurator.

Nazwiska pacjentów na ich prośbę zostały zmienione.
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24

CENEO