środa, 23 sierpnia 2017 r.

Lubelskie

Zabrała przychodnię z pacjentami


Na drzwiach gabinetu w Wierzbicy zawisła kłódka
Na drzwiach gabinetu w Wierzbicy zawisła kłódka

Matka z córką, która z trudem łapie oddech, szuka pomocy w gabinecie obok piekarni w Wierzbicy. Kobieta zbladła. Jest godz. 13, a drzwi przychodni czynnej oficjalnie jeszcze dwie godziny, są już zamknięte.

- Tu nic pani nie załatwi. Tego ośrodka już praktycznie nie ma - ktoś z grupki stojących przed wejściem rzuca w jej stronę.
- To gdzie ja znajdę lekarza?
- Niech pani łapie doktora w Cycowie.
Kobieta siada za kierownicą i odjeżdża. Wracam do rozmowy z mieszkańcami. Sprawa jest zawiła…

Krok pierwszy: chcemy tu zostać

Trzy godziny wcześniej. Dlaczego mieszkańcy Wierzbicy przerwali wykopki, zbiory kukurydzy i buraków i stoją w korytarzu przychodni?
- Zawsze leczyliśmy się w Wierzbicy i chcemy tu zostać, ale nie możemy - skarży się Grzegorz Iwaniuk. - Od swojego lekarza usłyszałem, że mam przyjść na wizytę do Cycowa. Jak mi się nie podoba, mogę iść do konkurencji. Muszę często kontrolować cukier we krwi i ciśnienie. Nie będę jeździł trzynaście kilometrów. Chciałem zmienić lekarza, ale nie mogę wycofać deklaracji.
- Siłą nas trzymają - wtrąca Agnieszka Antczak.
Co to znaczy?
- Byłam kilka dni temu u doktora - wyjaśnia A. Antczak. - Zakomunikowałam mu: albo zostaję jego pacjentką na miejscu w Wierzbicy, albo rezygnuję i przenoszę się do innego lekarza. Odmówił mi podpisania rezygnacji. Bez tego nie mogę zmienić lekarza.
Relacji z nieudanych prób wycofania deklaracji wyboru lekarza przybywa. Robi się zgiełk, wszyscy mówią jednocześnie. - Płacimy podatki. Nikt nie powinien nam narzucać, gdzie i u kogo mamy się leczyć.
Żale i skargi mieszają się z pomstowaniem i prośbami.
- Ja, stara, z trudem chodzę i co? Mam jeździć do Cycowa, a potem w przeciwnym kierunku do Chełma do specjalisty? To absurd. Zróbcie coś - apeluje Weronika Miszczyk.

Krok drugi: w grupie raźniej

Ludzie chcą wycofać złożone deklaracje wyboru lekarza i przejść do konkurencji. Chcą to załatwić w rejestracji.
- My wszyscy w tej samej sprawie - mówią.
- Postanowiłem zmienić lekarza. Proszę podpisać mi formularz rezygnacji - mówi Stanisław Bieniek .
- Nie mogę tego zrobić. Nie wiem, czy państwo jesteście tu zadeklarowani. To może stwierdzić lekarz w Cycowie. Dane są tam w komputerze - słyszą ludzie.
- Nie deklarowałem wyboru lekarza w Cycowie i nie pojadę tam po rezygnację. Proszę o podpis - naciska S. Bieniek.
W końcu kobieta w białym fartuchu stawia parafkę.
- Potrzebna jest jeszcze pieczątka - upomina się pacjent.
Rejestratorka załatwia wszystkich. Gdy chwilę potem kolejni chętni pobiegli wycofać deklaracje, pocałowali klamkę - drzwi przychodni były zamknięte na kłódkę. To z nimi rozmawiała matka z chorym dzieckiem.

Krok trzeci: od nitki do kłębka

Cała sytuacja to odprysk konfliktu pomiędzy Zbigniewem Zakrzewskim, kierownikiem Gminnego Ośrodka Zdrowia w Cycowie, który prowadzi, a właściwie biorąc pod uwagę stan faktyczny - prowadził także gabinet lekarski w Wierzbicy, a Zofią Majcher, pracownikiem tej placówki, wdową po poprzednim szefie przychodni. Z. Majcher weszła w konflikt ze swoim przełożonym. Twierdzi, że w Wierzbicy "prowadzi nielegalną praktykę lekarską”. I to ona namawia ludzi do przejścia do konkurencyjnego gabinetu, który zresztą sama założyła. Po uprzednim wyniesieniu sprzętu z gabinetu Zakrzewskiego.
- Oczy otworzył mi wójt Cycowa - wyjaśnia Majcher. - Choć gabinet lekarski w Wierzbicy oficjalnie był filią ośrodka w Cycowie, to wójt zapewnia, że Gminny Ośrodek Zdrowia w Cycowie nie ma placówki filialnej. Wierzbica leży na terenie innej gminy i potrzebna byłaby na to zgoda obu samorządów. Wiem też, że placówka jest w stanie likwidacji. Byłam przerażona. Zrozumiałam, że pracuję w zakładzie, którego nie ma.
- Jest uchwała o likwidacji ośrodka w Cycowie, ale jest w niej zapis, że jego zadania przejmuje inny niepubliczny zakład, który zatrudni dotychczasowy personel i będzie kontynuował świadczenie usług medycznych. Nie jest też prawdą, że gabinet w Wierzbicy działał nielegalnie - tłumaczy Zakrzewski.
Majcher nie poprzestała na zarzutach. Bez wiedzy Zakrzewskiego wyniosła z ośrodka sprzęt medyczny, meble, pieczątki, kartoteki pacjentów i założyła w Wierzbicy konkurencyjny gabinet, nawiązując współpracę z innymi lekarzami.
- Zabrałam tylko swoje rzeczy - broni się i pokazuje odpowiednie faktury. - Gdy kierownik zalegał mi z należnością z tytułu dzierżawy wyposażenia gabinetu, nie robiłam problemu, ale jak odkryłam, że gra nie fair, zabrałam mój aparat EKG, kozetki i biurka.
- Dokumentacja medyczna też jest pani własnością?
- Kiedy po śmierci męża i zerwaniu kontraktu z kasą chorych pytałam w lubelskim oddziale kasy, co mam zrobić z kartotekami pacjentów, które mąż prowadził, usłyszałam, że cała dokumentacja staje się moją własnością. Z. Zakrzewski, gdy przejął ośrodek, automatycznie objął dokumentację. Gdy jednak odkryłam nieprawidłowości w jakie jest uwikłany, zabrałam papiery z powrotem.
Zbigniew Zakrzewski traktuje to jak sabotaż. Zagarnięcie rzeczy zgłosił do prokuratury.
- Pani Majcher, wdowa pod koledze po fachu, poprosiła mnie rok temu, żebym jej pomógł, bo znalazła się w trudnej sytuacji finansowej. Nie odmówiłem. Zatrudniłem ją jako sprzątaczkę. W związku z planowanym 1 października przekształceniem placówki, dostała, jak inni, wypowiedzenie. Tymczasem w zmowie z pielęgniarką wykradła rzeczy, historie chorób pacjentów, narażając ich życie.

Krok czwarty: jak nie wiadomo o co chodzi, chodzi o pieniądze

Pacjenci byliby może niemymi świadkami tego sporu, gdyby nie to, że Majcher niemal natychmiast zaczęła współpracę z nową placówką medyczną. Poinformowała ludzi, że gabinet koło piekarni funkcjonuje prawem kaduka i skierowała do nich własną ofertę świadczenia usług medycznych.
- To są pacjenci mojego męża. Czuję się zobowiązana naprawić błąd, jaki zrobiłam zapraszając do współpracy w Wierzbicy Z. Zakrzewskiego, stąd propozycja - mówi Majcher.
- Pani Majcher nagabywała pacjentów i zawracała ich, gdy szli do mojego gabinetu, a oni jej wierzyli, bo ją znają - twierdzi Zakrzewski. Dysponując zagarniętą pieczątką zakładu, podsuwała pacjentom rezygnacje. Sytuacja tak się skomplikowała, że w Wierzbicy została tylko pielęgniarka. Od wczoraj zamknąłem nawet ten punkt informacyjny. Nikomu nie bronię leczyć się u innego lekarza. Jednak, aby załatwić formalności, trzeba przyjechać do Cycowa.
Sprawą dostępu do lekarza zajmuje się samorząd, a kwestią wyniesionych rzeczy prokurator.

Nazwiska pacjentów na ich prośbę zostały zmienione.
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!