wtorek, 12 grudnia 2017 r.

Lubelskie

Ze szkoły prosto do domu dziecka. Bo rodzice sobie nie radzą

  Edytuj ten wpis
Dodano: 22 lutego 2010, 19:17
Autor: Dominik Smaga

W brudnym domu bez toalety i bieżącej wody do niedawna mieszkał 11-letni Sebastian z Bystrzycy Nowej pod Lublinem. Razem z chorą matką i ojcem świeżo po amputacji nogi. Sąd uznał, że należy chłopca stamtąd zabrać, ale nie zawiadomił rodziców, że zajmie się sprawą ich dziecka.

Pracownice opieki społecznej wkroczyły do szkoły z nakazem sądowym i chłopiec prosto z lekcji trafił do domu dziecka – poinformowało dzisiaj radio TOK FM. – Nie mam kontaktu z synem. Po amputacji nie mogę wyjść z domu, a na to, żeby mnie tu odwiedził konieczna jest zgoda sądu – twierdzi Dariusz Kita, ojciec 11-latka. Ma żal do sądu, że nie został żadnego pisma przed posiedzeniem, na którym zapadła decyzja o skierowaniu Sebastiana do domu dziecka.

– Była potrzeba szybkiego wydania takiego postanowienia – mówi Artur Ozimek, rzecznik lubelskiego Sądu Okręgowego. – Ono jeszcze niczego nie przesądza. 4 marca będzie rozprawa dotycząca ograniczenia praw rodzicielskich rodzicom Sebastiana i jeśli sąd ustali, że będą w stanie zabezpieczyć potrzeby dziecka, wtedy wróci ono do domu.

Sprawa została podjęta z urzędu, bo sąd z trzech różnych źródeł dostał prośby o przyjrzenie się tej rodzinie. Zanim skierował Sebastiana do domu dziecka wysłał do ich rodziców kuratora, który miał sprawdzić, jak żyje rodzina.

W niewielkim domu mieszkają w trójkę. Bezrobotna mama Sebastiana, Jolanta. Jej konkubent Dariusz, ojciec ich syna. Dotąd bezrobotny, teraz inwalida. A także Kazimierz Kita, ojciec Dariusza. Ma niecałe 700 zł renty, z której żyją. Resztę, ok. 400 zł miesięcznie, daje opieka społeczna. – Skromnie żyjemy, ale wystarcza – mówi Kita.

– Materialnie ta rodzina da sobie radę. Dostaje zasiłki, kupiliśmy im węgiel. Ale nie w tym problem – wyjaśnia Urszula Sawecka, szefowa Ośrodka Pomocy Społecznej w Strzyżewicach. To z OPS poszło jedno z pism do sądu. – To pan Darek załatwiał wszystkie sprawy w domu. Choroba mu to uniemożliwiła – dodaje Sawecka i twierdzi, że cierpiąca na depresję matka sama wszystkiemu nie podoła.

Dom jest zaniedbany. Jest wszystko czego trzeba, by skromnie żyć. Ale niemal wszystko jest brudne. Zdaniem opieki, zaniedbany był też Sebastian. – Poszliśmy do niego, gdy były śnieżyce. Był sam w zimnym domu. Jedna pracownica rozpaliła w piecu, druga zrobiła mu herbatę. Był głodny, od rana jadł tylko batony. Przeziębił się, na pięć dni trafił do szpitala – mówi Sawecka.

Chłopak ze wszystkim sobie poradził. – Nie skarży się – mówi Kazimierz Kita, dziadek 11-latka. Potwierdza to również opieka społeczna. Jej pracownicy dotarli już do matki pani Jolanty. 2 marca, jeszcze przed rozprawą chcą zwołać specjalną naradę w domu dziecka ze wszystkimi, którzy mogą tu jakoś pomóc.

Rodzice dziecka odwołali się od decyzji sądu. Wczoraj przyjrzenie się tej sprawie zapowiedział rzecznik praw dziecka.
  Edytuj ten wpis
Czytaj więcej o:
Gość
Gość
Gość
(51) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Gość
Gość (1 czerwca 2010 o 13:15) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Rodzice Sebastiana nigdy nie pracowali, nie maja zadnego, nawet najprostrzego wyksztalcenia i zyja od zawsze z darowizm i z tego co tu i tam "znalezli". Gdyby nie urzedowa interwencja do dnia dzisiejszego chlopak chodzil by brudny, glodny i schorowany i nikt by sie na niego nie obejrzal.Nawet ten nagle tak pomagajacy ksiadz. Tak bylo przez tyle lat, nikt tam nie zajrzal. W chwili obecnej dla rodziny zrobiono bardzo duzo i jej jedynym obowiazkiem by bylo, starac sie o porzadek w za darmo wyremontowynym domu i brac leki, zarowno ojciec, jaki matka. Pan i pani Kita niestety nawet tego nie potrafia. Kto jeszcze chce tym doroslym ludziom pomoc, moze co dzien tam chodzic sprzatac, zmywac i gotowac, moze tez grzadki zasiac i oplewic,bo to tez jest dla pani Kitowej zbyd duze obiazenie. No i ktos z samochodem by sie przydal, by jezdzic na zakupy. Dlaczego nie?!Kazdy jest mile widziany,tyle ludzi ubolewa przeciez nad ta rodzina
Rozwiń
Gość
Gość (1 czerwca 2010 o 13:15) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Rodzice Sebastiana nigdy nie pracowali, nie maja zadnego, nawet najprostrzego wyksztalcenia i zyja od zawsze z darowizm i z tego co tu i tam "znalezli". Gdyby nie urzedowa interwencja do dnia dzisiejszego chlopak chodzil by brudny, glodny i schorowany i nikt by sie na niego nie obejrzal.Nawet ten nagle tak pomagajacy ksiadz. Tak bylo przez tyle lat, nikt tam nie zajrzal. W chwili obecnej dla rodziny zrobiono bardzo duzo i jej jedynym obowiazkiem by bylo, starac sie o porzadek w za darmo wyremontowynym domu i brac leki, zarowno ojciec, jaki matka. Pan i pani Kita niestety nawet tego nie potrafia. Kto jeszcze chce tym doroslym ludziom pomoc, moze co dzien tam chodzic sprzatac, zmywac i gotowac, moze tez grzadki zasiac i oplewic,bo to tez jest dla pani Kitowej zbyd duze obiazenie. No i ktos z samochodem by sie przydal, by jezdzic na zakupy. Dlaczego nie?!Kazdy jest mile widziany,tyle ludzi ubolewa przeciez nad ta rodzina
Rozwiń
Gość
Gość (1 czerwca 2010 o 13:12) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Rodzice Sebastiana nigdy nie pracowali, nie maja zadnego, nawet najprostrzego wyksztalcenia i zyja od zawsze z darowizm i z tego co tu i tam "znalezli". Gdyby nie urzedowa interwencja do dnia dzisiejszego chlopak chodzil by brudny, glodny i schorowany i nikt by sie na niego nie obejrzal.Nawet ten nagle tak pomagajacy ksiadz. Tak bylo przez tyle lat, nikt tam nie zajrzal. W chwili obecnej dla rodziny zrobiono bardzo duzo i jej jedynym obowiazkiem by bylo, starac sie o porzadek w za darmo wyremontowynym domu i brac leki, zarowno ojciec, jaki matka. Pan i pani Kita niestety nawet tego nie potrafia. Kto jeszcze chce tym doroslym ludziom pomoc, moze co dzien tam chodzic sprzatac, zmywac i gotowac, moze tez grzadki zasiac i oplewic,bo to tez jest dla pani Kitowej zbyd duze obiazenie. No i ktos z samochodem by sie przydal, by jezdzic na zakupy. Dlaczego nie?!Kazdy jest mile widziany,tyle ludzi ubolewa przeciez nad ta rodzina
Rozwiń
Gość
Gość (21 kwietnia 2010 o 09:20) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Źle się stało.
Rozwiń
Gość
Gość (5 kwietnia 2010 o 21:15) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Szanowni państwo!jestem oburzona zaistniała sytuacja czyli brutalne i podstepne zabranie dziecka z tej rodziny.Nie mniej jednak gdzie byli sasiedzi,znajomi ,rodzina przed zaistniała sprawa.Skoro jestem przy rodzinie-dobrze znam babcie Sebastiana -mame matki)bardzo jestem zbulwersowana na jej stoicki,cyniczny spokój gdy dzieje sie krzywda bliskim.Babcia jest włascicielka bardzo ładnego domu o kilku pokojach gdzie zamiast zajac sie wnuczkiem i chora corka przyjela pod dach nowego meza i jego starenka matke.Mało tego ,obok tego ładnego domu jest jeszcze dom po jej zmarłych rodzicach czyli dziadkach pani Joli,ktory stoi pusty...Siostra natomiast i ciotka chłopca ma 3 kondygnacyjny nowy ,piekny dom w ktorym mieszkaja we 4.Prosze państwa nie wyobrażam sobie spokojnych świat,objadania sie ze swiadomościa ze dzieje sie krzywda moim bliskim.Tak zamożna rodzina nie chce pomoc- to okrótne
Rozwiń
Zobacz wszystkie komentarze (51)

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!