poniedziałek, 18 grudnia 2017 r.

Lubelskie

Żeby się żaby nie truły...

  Edytuj ten wpis
Dodano: 26 grudnia 2004, 20:27

Dla pana Janusza Kądzieli z miejscowości Niemce kłopoty zaczęły się w chwili, gdy postanowił poskarżyć się na firmę zajmującą się przetwórstwem warzyw. Zdaniem Czytelnika wylewane na pola ścieki zatruwały kanał wodny, w którym żyły żaby.

– Kiedyś, jak się wieczorem wyszło, to słychać było tylko kumkanie. A teraz, przez te bajora na polach, cisza – mówi pan Janusz. – Te ścieki spływają do kanału, a stamtąd do Ciemięgi, zatruwając środowisko.

Nie mogłem dłużej na to patrzeć i złożyłem skargę.

Najpierw do Urzędu Gminy, a później do Wojewódzkiej Inspekcji Ochrony Środowiska.
Wspomniany kanał wod-ny sąsiaduje z sadem, którego właścicielem jest pan Kądziela. Blisko półtorahektarowy sad z trzech stron otaczają pola należące do firmy zajmującej się przetwórstwem płodów rolnych w Leonowie. W czasie sezonu produkcyjnego na pola te, kilka razy dziennie, duże cysterny wywożą popłuczyny po warzywach, głównie po marchwi. I to właśnie one, według J. Kądzieli, są szkodliwe. Nie tylko dla środowiska, ale także dla drzew w jego sadzie.
– Te warzywa są uprawiane przy pomocy środków ochrony roślin, różnorakich nawozów. Przecież to wszystko zostaje w tych ściekach, które później spływają z tych pól – twierdzi właściciel sadu, który poskarżył się na przedsiębiorstwo najpierw do Urzędu Gminy.

– Byłam na miejscu i nie widziałam,

żeby tam cokolwiek spływało do rowu – informuje Alina Raczkowska, inspektor do spraw ochrony środowiska w Urzędzie Gminy Niemce. – Po naszej kontroli właściciel przedsiębiorstwa usypał wały zabezpieczające teren wokół pól. Na wylewanie ścieków na pola firma miała pozwolenie, które wygasło 15 grudnia. O nowe będzie musiała się starać.
Ponieważ interwencja gminnych urzędników nie usatysfakcjonowała pana Janusza, złożył skargę po raz drugi. Tym razem do Wojewódzkiej Inspekcji Ochrony Środowiska. Dzień, w którym zjawili się inspektorzy, nie był dla Janusza Kądzieli najszczęśliwszy. Odkrył bowiem, że

w jego sadzie... ktoś wyciął 100 drzewek wiśni.

– Dziwnym zbiegiem okoliczności te drzewa zniszczono prawie w tym samym czasie, w którym mieli pojawić się kontrolerzy Z WOIŚ. Dla mnie to duża strata. A chciałem tylko ochronić przyrodę... – mówi Kądziela.
Jego zdaniem to, że poskarżył się na właściciela firmy i fakt wycięcia drzew mają ze sobą wiele wspólnego, chociaż – jak sam przyznaje – nikogo za rękę nie złapał.
• Czy słyszał pan o tym, że ktoś wyciął panu Kądzieli wiśnie w sadzie?
– Słyszałem i współczuję. Wiem, co to znaczy strata.

Nie mam z tym nic wspólnego.

To samo powiedziałem policji – odpowiada Andrzej Jaworski, właściciel firmy przetwarzającej warzywa. Zapewnia, że o mającej się odbyć kontroli nic nie wiedział i dodaje: – Dotychczasowe kontrole nie wykazywały żadnych uchybień. Zresztą, wylewane na pola ścieki, to świetny nawóz. Może się o tym pani przekonać na wiosnę, kiedy na polu zacznie rosnąć zboże.
  Edytuj ten wpis
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!